piątek, 1 lipca 2016

Od Dean'a

Wolnym krokiem przemierzam pobliskie uliczki otaczające Rynek Główny.
Mijam nieznaczną ilość ludzi, był wieczór. Przystaje by przypomnieć sobie
jak dojść do celu. Zawieszam wzrok na atrakcyjnej blondynce idącej
z naprzeciwka. Odpowiada mi zalotnym uśmiechem. Gdybym chciał, mógłbym
zaprosić ją na kawę w ogrodzie piwnym, później na kolacje do najdroższej
restauracji, kupić butelkę wina i zaproponować kontynuacje wieczoru w moim
mieszkaniu. Na pewno by się zgodziła, przecież jestem tak przystojny
i nie żyje od pierwszego do pierwszego, mam super samochód i uśmiech.
Atrakcyjne kobiety mi nie odmawiają. Spełniam ich wszystkie wymagania,
niestety one nie spełniają moich.
Na mojej twarzy pojawił się tylko wyćwiczony uśmiech i poszedłem dalej.
Będzie mi tego brakowało-myślę, zatrzymując się sto metrów przed bocznym wejściem
do pabu.
teraz tylko wejść i wyłowić go stamtąd. - pomyślałem i skierowałem się w stronę
głównej bramy. Czerwony neon rzucał na śnieg krwistą łunę. Zgromadzeni przed
barem ludzie pili piwa i palili papierosy. Z wewnątrz lokalu dochodziła
głośna muzyka. Nagle drzwi otworzyły się i prosto na śnieg wpadł
wpadł mężczyzna.
-Żebym cię tu więcej nie widział- rzekł barman i splunął na ziemię -  nikt nie będzie
przystawiał się do mojej córki w moim barze!
-Pierdol się-odparł Daniel, wypluwając przy tym śnieg. Miał oblepioną
całą twarz. Barman przystąpił krok do przodu. Czerwone światło odbijało się na jego
łysej głowie. W oczach pałała chęć mordu, którą bez problemu mógł wprowadzić
w życie, ponieważ był niemałych gabarytów.
-Pierdol się- powtórzył i wstał. Zaczął się otrzepywać, jakby nie robił wrażenia
na nim fakt, iż zaraz może zostać znokautowany przez faceta przypominającego pociąg
towarowy. Barman zrobił krok do przodu i już miał podrywać rękę do cisu, gdy zauważył
zgromadzonych ludzi, którzy przyglądali się scenie. Gniew nie uszedł ani trochę, jednak
ręka opadła, jakby uleciała z niej cała energia.
-Jeszcze raz cię tu zobaczę...Choćby na parkingu, a zginiesz.
Daniel skończył się otrzepywać, podszedł do barmana i postawił mu pod nosem rękę z
wycelowanym w górę środkowym palcem. Gdy to robił uśmiechnął się jak idiota.
-Cmoknij mnie w tyłek, łysy - dodał i gdy mijał bramę w końcu mnie dostrzegł.
-Oooo Dean! kopę lat! - powiedział entuzjastycznie kierując się w moją stronę-czego chcesz?
dodał poważnie.
-Urządzimy sobie wycieczkę do czyśćca.
-Ohohoh nie mam zamiaru tam wracać, dobrze mi tu
-Jesteś sponiewieranym przez ludzi wampirem i to ci odpowiada? - powiedziałem nie
oczekując odpowiedzi- ale nie o to chodzi, tylko mnie tam wprowadzisz a jakiś tam
twój kumpel cię wyciągnie.
-Nie chcę aż tak ryzykować
-Wisisz mi przysługę
-W sumie to ja ci powiedziałem jak stamtąd wyjść i przy okazji też skorzystałem.
-Bez ciebie też bym dał radę
-Ta jasne - dodał kpiąco pod nosem
-Zrobimy to dziś
-A czemu w ogóle chcesz się tam dostać?
-A to już nie twój interes
-Słyszałem ,że stałeś się psycholem, nowe rządy tak?
-Jak już mówiłem nie twój interes.  
-A dasz mi wytrzeźwieć?
-To nie będzie konieczne - powiedział Crowley. Pojawił się z znikąd, stał za mną.-musimy
pogadać.
Skinieniem ręki dałem znać Danielowi ,żeby sobie poszedł ale gdy się na niego spojrzałem
on już spał na ławce.
-Czego chcesz?
-Szacunku, władzy, bezgranicznej mocy, potęgi, swoich podwładnych których mi podstępnie
kradniesz - ostatnie dodał wyraźnie zirytowany - i śmierci jednego z bachorów
-Czemu miałbym coś dla ciebie zrobić?
-Jest to potomek Lucyfera, i tak się składa ,że jest oplutą bombą zegarową
-Nie-powiedziałem z ignorancją
Odwróciłem się i poszedłem w swoją stronę
-Dean! Nie ignoruj mnie!
Pojawił się przed mną
-Musimy to zrobić, zagraża ono całemu istnieniu, prawdopodobnie może cię zabić a wtedy
wyjdzie z ciebie to.. to wszystko - wskazał na mnie obiema rękoma
-Jeśli jest taki potężny jak mówisz to będzie w stanie zniszczyć też to ,,co ze mnie
wylezie"
mi to odpowiada, chcesz mojej pomocy tylko dlatego ,że ty się boisz porażki
-Nie przeginaj. Jestem dumny i interesowny ale wiem ,że nie może istnieć żadna jednostka
która przeważy szale dobra lub zła, na świecie musi panować równowaga inaczej to wszystko
obróci się w pył.
-No cóż bywa - wzruszyłem ramionami
-Czy jeszcze cię coś obchodzi?
-Nie (w sumie to tak, obchodzi mnie wiele spraw, ludzie, to że ich nieumyślnie wybijam,
najpierw to były jednostki teraz całe grupy, chcę temu zapobiec. Nie chcę opuszczać
tego świata ale innego wyjścia nie widzę, w czyśćcu myślę ,że zdołam się opanować,
a jeśli nie to resztę swojego nieśmiertelnego życia spędzę sam. Obchodzi mnie też
Emilia. Mimo tego ,że byliśmy kompletnie z innej bajki i nie powinniśmy
się spotykać, robiliśmy to. A gdy wciągnąłem ją do mojej opowieści oddaliliśmy się
od siebie. I jak to najczęściej bywa z miłością, przetrzyma wszystkie przeciwności
i gdy wychodzi na prostą, z ciemnej doliny pełnej cieni prosto na zieloną łąkę, wszystko
zaczyna się pieprzyć. Tak jakby uczucie mogło istnieć tylko wtedy, gdy cały świat
jest przeciwko niemu, jakby przeciwności losu stanowiły swego rodzaju podpałkę
do płomienia łączącego dwoje ludzi.)

-To musi zacząć, Dean, znajdź sens w życiu, bo ciężko się z tobą negocjuje
-My negocjujemy? Myślałem ,że wyraziłem się jasno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz