sobota, 30 lipca 2016

Od Dominica

  Nie wiedziałem co o tym myśleć. Pies? W hotelu? Przeczuwałem najgorsze.  My wszyscy do watahy dołączyliśmy bo płynęła w nas krew starożytnych przodków. Oprócz Huga.. Nie lubił o tym mówić. Starał się prawie w ogóle nie myśleć. Hugo był... normalnym chłopakiem mieszkającym w Clearwater. Wcześniej znałem się z nim z widzenia. Gdy wyjechał na wakacje do swojego wuja, do jakieś wioski za Seattle... Już nie wrócił normalny. Znaliśmy mało szczegółów. Podczas pełni poszli się powygłupiać z chłopakami nad jezioro. Gdy pojawił się jeden z nas... Jego towarzysze uciekli, a on został.
Nie zmieniamy się wtedy w okropne, olbrzymie potwory jak we filmach. Jesteśmy tacy sami.. Tylko że przez ugryzienie, możemy przemienić przypadkową osobę.
Mialem jednak nadzieję że to był jakiś zwykły kundel
Zastanawiałem się nad tym tuląc w ramionach Kath. Stalo się juz tradycja że od paru dni zasypialem obok niej robiąc za osobisty grzejnik
- Chyba musze ci zacząć płacić za to ogrzewanie - wymamrotala
Parsknąłem śmiechem
Zamyslilem się. Jutro wypadała sobota i Sophie organizowała urodziny.  Martwilem się że ojciec wystawi małą i nie pojawi się.  Obiecałem sobie ze wtedy dorwe go i osobiście wymierze sprawiedliwość.
- O czym myślisz? - mruknela Kath
- Martwię się że te urodziny jutro nie wypala
- Nie przejmuj się dopilnujemy wszystkiego
Westchnąłem
- Bella będzie?  - spytala po chwili
- Nie mam pojęcia,.. Pojadę jutro po nią i zobaczę jak sie będzie trzymać
Jutro obejmowałem znów warte o 6 wiec mruknąlem do Kath
- Śpij juz..
- Sam śpij - wymamrotala i po dłużej chwili rzeczywiście zasnąłem

(Sorki ze tak krotko ale pisze z telefonu i zaraz ide koczowac na pola XDD)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz