i patrzyłem się w sufit analizując obencą sytuacje i doszedłem do wniosku ,że
Abadon jest jak rak, myślisz ,że już jesteś zdrowy a ten nawraca mnożąc się.
Teraz nie miałem doczynienia z jednym ale dwoma pomiotami.
Wstałem, wziąłem ze sobą telefon i poszedłem do salony, wszyscy spali więc
mogłem spokojnie rozmawiać, bez obaw ,że ktoś mnie usłyszy.
Po drugim sygnale Sammy, odebrał.
-Gdzie jesteś? Co się stało? Już jadę... - usłyszałem za słuchawka zaspany głos Samma
-Nic mi nie jest. Zastanawiam się...
Przerwał mi
-Dzwonisz o 2 w nocy bo się zastanawiasz?
-Mogłem zawsze ściągnąć się z łóżka i zabrać na romantyczną przejażdżkę impalą.
-Dobra gadaj
-W jaki sposób Abadon wrócił? Kein załatwił wszystkich Rycerzy Piekła prócz jednego.
Tego zabiłem ja.
-No, rozćwiartowaliśmy jego ciało i zakopaliśmy w różnych miastach. - ziewnął
-Niejako przez niego zamieniłem się w to coś.
-Zemsta?
-Irytacja.
-Sam chciałeś wziąć pieczęć na siebie
-Tobie na pewno bym na to nie pozwolił
-Tato jestem już duży - powiedział dziecinnym głosem Sammy. Po szmerach i odgłosie
czajnika elektrycznego mogłem wnioskować, że właśnie będzie robił sobie kawę.
-Dźgnołem go tym sztyletem i zdechł, a więc powiedz mi jak jest to możliwe?
-Abdan czy jak mu tam, mógł mu pomóc.
-On też nie żył, przecież Kein go zabił
-On miał sentyment do nich, szkolił ich od początku.
-Sądzisz ,że nas oszukał i ukrył Abdana?
-Możliwe
-Ścierwo
-Już wtedy prawie cię zabił, w ostatniej chwili gdy cię przydrutował do ściany dałeś radę
wbić w niego pierwsze ostrze a teraz mamy ich dwóch, jak to sobie wyobrażasz?
-Nie omijaj faktu ,że już nie jestem człowiekiem.
-Fakt
-I jeszcze jest jeden i dość istotny szczegół
-Hmm?
-To bracia Emili, nie wiem dlaczego tak ich chroni, przecież to ścierwa,
potrafią tyko niszczyć.
-Dean?
-Co?
-Może ona ma nadzieje na ich nawrócenie, jakąś poprawę, chcę im pomóc w dobrej sprawie.
-To są diabły
-Wszystko rozumiem ale pamiętaj kim ty byłeś do niedawna...
Tymi słowami zirytował mnie i to mocno.
-Ja byłem człowiekiem z krwi i kości a nie wypierdem z tyłka Lucyfera!
-Julia się obudziła, muszę kończyć..
Rozłączył się a ja odkładając telefon usłyszałem szmery w sypialni, pośpiesznym krokiem
zajrzałem zobaczyć co się dzieje ale wszystko było w porządku, Rich spał i Emili też.
Ja resztę nocy spędziłem analizując wszelkie możliwe opcje.
To jest niezwykle dziwne i naprawdę nie przyjemne uczucie stać przed kimś twarzą w twarz,
jeśli wcześniej się tą osobę zabiło i poćwiartowało. Tesli się już kogoś zabija to
ta osoba nie powinna pod żadnym pozorem wracać. Wcześniej Abadon był pod postacią
rudej kobiety a teraz jakiegoś typka ale to nie zmienia faktu ,że nie powinno go tu być.
Pamiętam jak wpadłem wtedy w swoj pierwszy nieopanowany gniew, nie dźgnąłem go raz
ale wiele razy, powstrzymał mnie od dalszych ciosów głos Sama.

Nie było mi nieswojo z tego powodu ,że Abadon uważał sie za brata Emili, a ja
go zabiłem. Ja go nie uważałem, był ścierwem który ją omotał, ona musiała to zrozumieć.
Już dawno bym wbił w nich to przeklęte ostrze ale hamuje mnie Emilia.
Z nadmiaru myśli wyrwałem się ,przejażdżką do sklepu tam u ludzi. Byłem w jednym
z monopolowych i szukałem czegoś do jedzenia, ale moją uwagę przykuł telewizor wiszący
na rogu przy suficie.
,,Niebezpieczny seryjny morderca, schwytany - w tym momencie pokazali twarz zupełnie
obcego mi typka - nie musimy się już obawiać. Rozprawa sądowa odbędzie się 23 września"
Oskarżyli ktoś innego zamiast mnie, ciekawe dlaczego... czy ktoś się podłożył
za mnię aby zdobyć sławę? Marną ale jednak. Ważne ,ze ja miałem to z głowy.
Przed mną ciężki wybór, ciasto czekoladowe z truskawkami czy z dodatkową czekoladą
hmmm... wziąłem dwa i plus do tego muffinkę na szybko.
Wróciłem do domu zjadłem ile mogłem i poszedłem pod prysznic.
Po pewnym czasie usłyszałem głos Emili.
-Po co nam ciasto? Spodziewasz sie gośći?
-Co? To przecież śniadanie.

Powiedziałem to dość cicho więc nie wiem czy usłyszała.
Od Samma
Nie wiedziałem kompletnie co robić z Julią, mógłbym ją zostawić samą sobie ale wiem
,że tylko zaszyła by się w pokoju i czekała na śmierć. Musiałem coś wymyślić ale co?
To pytanie zadawałem sobie za każdym razem gdy ją widziałem.
-Jeszcze nie masz osiemnastu lat, tak? - spytałem nie oczekując na odpowiedz- może chcesz
pójść do szkoły? Wiesz wykształcenie i w ogóle, mogła byś się usamodzielnić.
Bo wiesz mam wrażenie ,że czujesz się u mnie jakbyś była w celi, a przecież tak nie jest.
Jesteś wolna i musisz to zrozumieć...poczuć.
Julia siedziała na kanapie z jak zwykle podciągniętymi kolanami do brody i oglądała tv.
-Julia słuchasz mnie?
-Nie chce do szkoły... i wiem ,że mogę wyjść ale po co? Dobrze mi tu. Tak dawno nie oglądałam
telewizji...
-Akurat telewizja do szajs, szkoda tracić czas na to.
-Widziałam wiadomości... w tym mieście był morderca, zabił wiele osób... to straszne.
-Ale zamknęli go, już jest bezpiecznie
-Nie. Ktoś jeszcze morduje... Dlaczego ludzie tacy są?
-Tacy to już nie ludzie, to potwory. Ale jak będziesz się mnie trzymać to nic ci nie grozi.
Wziąłem kurtkę z wieszaka i zawołałem Julie
-Chodź, nie będziesz się tu tak kisić
Spojrzała się na mnie zaskoczona, chyba w pierwszej chwili nie skumała o co chodzi.
-Idziemy do parku. Załóż moją kurtkę, trochę wieje.
Podszedłem do niej i pomogłem założyć kurtkę.
Spędzaliśmy ze sobą naprawdę wiele czasu a ona nadal stanowiła dla mnie nierozwiązaną
zagadkę, nie potrafiła sie otworzyć, odnaleźć w świecie, sukcesem było to ,że
nie bała się sama wejść do kuchni i zrobić kanapkę. A teraz gdy chcę ją wziąć na świeże
powietrze ona nic nie mówi, nie wiem czy ma ochotę na spacer czy nie ale nie chce mnie
urazić i się niei odzywa, na początku bardzo mnie to irytowało ale z czasem zaczęło niejako
fascynować, w jakimś stopniu nauczyliśmy się rozumieć nie wymawiając ani jednego słowa.
Chwile później znaleźliśmy się w aucie a później siedzieliśmy już na jednej z ławek
w parku dla psów. Był wielki, trawa była mocno zielona i starannie skoszona, każde drzewo
ogrodzone siatką a krzaki kamykami które nie przeszkadzały psom w załatwianiu swoich
spraw. Siedzieliśmy w ciszy, do której zdążyłem się przyzwyczaić ale ku mojemu zdziwieniu
Julia się odezwała, pierwsza.
-Ludzie mówią ,że psy są groźne, że są potworami..
-Psy to po prostu psy, nie są groźne w porównaniu do człowieka, są raczej najlepszymi
przyjaciółmi wielu osób. Sam kiedyś chciałem mieć psa ale... ojciec nie pozwolił, twierdził
,że i tak ma za dużo na głowie.
-Przykre
-Byliśmy w trudnej sytuacji
-Weź jednego z tych
Przed nami biegało wiele psów, najwięcej tych rasowych.
-Te juz czyjeś są.
-Nie ten pod ławką.
-Którą ?
-Naszą
Dopiero gdy powiedziała ,że jakiś pies jest pod nasza ławką, spojrzałem się za siebie
i go zauważyłem, był to jakiś taki niewyraźny starszy pies, nieduży nie mały raczej
średni. Było to trochę przerażające bo Julia nie odrywała wzroku ani na chwilę z psów przed
nami a wiedziała ,że jest jeden za nami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz