Porwanie dzieciaka było proste, bracia Em nic nie wiedzieli, nawet trochę ich poniosło, bo nie chcą by władza trafiła w ręce kogoś innego niż oni sami. Mały był uroczy, znał mnie i nie płakał, uśmiechał się a ja tylko się z nim bawiłam i zastapywalam mu mamę. Nikt mnie nie podejrzewał bo codziennie byłam u Emilie i również wtedy gdy była od razu po wypadku, wszystko szło zgodnie z planem i tak jak miało być. Nie ma podejrzanych a mnie nikt nie złapie, ukrywam się idealnie z małym i włos mu z głowy nie spadnie. Teraz miałam w szachu Emilie, mogłam ją nakłonić do wszystkiego... była moja przyjaciółka w dalszym ciągu ale niestety siła zła i jej bracia mnie zmienili w sukkuba, potem nasiąknelam złem. Nie miałam ucieczki ani odwrotu.
W szpitalu przesiadywalam sporo czasu a dziecko było bezpieczne i miało opiekuna i zajęcie. Powierzony przeze mnie demon idealnie się nim opiekował, wiedział czyim synem jest, jakich ma rodziców wiec nawet nie próbował go skrzywdzić.
Maszyna obok przyjaciółki zaczęła pikać a ona nieświadomie znow wyrywala sobie wenflony. Weszłam do sali zanim zrobiła to pielęgniarka, przebiegłam przez wszystkie pary drzwi i dopadlam przyjaciółkę i uspokoilam ją, glaskalam ja po głowie i szeptalam ze wszystko będzie dobrze. Jej stan był bardzo zły, była nieźle poturbowana na domiar złego wystraszylam się gdy zobaczyłam jej nowe pojawiajace się siniaki i rany na ciele, liczne zadrapania bądź też ślady wielkich dłoni. W okół szyi pojawiła się pierwsza.
Gdy Em uspokoiła się wiedziałam czemu ma te ataki, a raczej podejrzewalam. Tego nie planowałam, tu działa ktoś inny, nie bracia Em ani ja, nie wiem kto to ale musiałam skontaktować się z Deanem.
Przyjechał jak najszybciej gdy powiedziałam imię przyjaciółki drżącym głosem.
-Co się dzieje?
-Emilie... ona... na jej ciele pojawiają się liczne rany... z dnia na dzień... na szyi widziałam ślad od podduszania... wszędzie ma ślady dłoni... ktoś każe jej wyrywać sobie wenflony przez sen, ktoś ją nawiedza... nie wiem co się dzieje...
-Jak to ktoś ją... chce zabić?!
-Wejdź tam i sam zobacz...
Wszedł normalnie drzwiami prawie wywazajac je z zawiasów, pospiesznym krokiem prosto dążył do Emilie, wrócił po piętnastu minutach, cały nabuzowany i widocznie wściekły.
-Wiesz kto to?- zatrzymałam go.
-Nie ale się dowiem, znajdę go i rozwalę mu łeb.To pewnie ta sama osoba która porwała mojego syna. Zabije gnoja.
czwartek, 21 lipca 2016
Od Amy
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz