niedziela, 11 września 2016

Od Sarah

 Alberto zniknął. Ponad 4 miesiące temu.  Tak naprawdę nie wiadomo było do końca dlaczego. Tej nocy Cody miał z nim wartę. Z tego co później opowiadał wynikało, że natrafili na ślad łowców, a po chwil Alberto nagle się przemienił. Jego trop i tropy łowców urwały się przy drodze. Chłopacy od tego czasu przeczesywali codziennie cały las i okoliczne wioski, a nawet Seattle i Olympie. Nikt nic nie wiedział, nikt nic nie słyszał. Z każdym dniem coraz bardziej traciłam nadzieję i powoli popadałam w depresję. Przez pierwszy miesiąc nie wychodziłam z pokoju, nic nie jadłam, nie rozmawiałam z nikim. Wielokrotnie wszyscy mnie odwiedzali i próbowali 'podnieść na duchu'. Mama nawet sprowadziła tu psychologa. Sophie i Toby też dawali z siebie wiele. Ale to wszystko na nic. Gdyby nie to, że teraz nie żyłam tylko dla siebie, ale nosiłam małą istotkę pod sercem, dawno bym się już wykończyła.
Dziś postanowiłam wybrać się nad morze. Siedziałam na plaży już dobre dwie godziny, rozmyslając o wszystkim. Martwiłam się też o Dominica. Co miesiąc wysyłał marne wiadomości, tylko z informacją że żyję. Zastanawiałam się czy są razem z Bellą i czy jeszcze kiedykolwiek ich zobaczę.
Zupełnie mimowolnie dopadły mnie wspomnienia. Na tej samej plaży siedziałam kiedyś z Alberto.. Przypomniawszy sobie jego śmiech zgięłam się w pół z bólu. Tak bardzo za nim tęskniłam..
Położyłam dłonie na brzuchu starając się uspokoić. Nagle mały mnie kopnął, tak jakby chciał mi dodać otuchy. Zassałam powietrze z wrażenia.
- Spokojnie kochanie - wyszeptałam - Wszystko będzie dobrze.
Miałam go już zobaczyć za miesiąc. Zdecydowałam się na cesarkę. Nie chciałam poznać płci dziecka. Wolałam mieć niespodziankę, ale mimowolnie wyobrażałam sobie, że to chłopiec. Taki malutki, z brązowymi włosami i niebieskimi oczami po tacie... Alberto nic nie wiedział. Długo zbierałam się w sobie, żeby powiedzieć mu prawdę. Strasznie wtedy zaczęło się między nami sypać. Gdy już byłam gotowa.. zniknął. Czułam w sercu, że tak naprawdę żył i pewnego dnia stanie w progu drzwi mojego pokoju i tak mocno mnie przytuli...
Z ogromnym bólem podniosłam wzrok i spojrzałam na szare morze.
Znalezione obrazy dla zapytania cara delevingne gif cry
Musiałam dać radę. Musiałam wytrwać dla małego.

Miesiąc zleciał szybko. Czułam się jak prawdziwy wieloryb i wszyscy w żartach też tak mnie nazywali. Zabieg miał przeprowadzić przyjaciel matki Matta. Był wtajemniczony w to 'kim tak naprawdę jestem' i miał już wiele do czynienia z takimi istotami.
- Jestem pewna, że to będzie dziewczynka - oznajmiła Sophie stając w drzwiach gdy się pakowałam do szpitala.
Mama weszła przez drzwi niosąc wyprane, złożone ręczniki.
- Płeć nie jest najistotniejsza. Ważne, żeby maluszek był zdrów.
- Będzie - odparłam z przekonaniem i położyłam sobie dłoń na brzuchu.
- Ja tam mam nadzieję, że to chłopiec - mruknął dziadek z kuchni.
Mama przewróciła oczami. Zaczęła przeglądać torbę.
- Dobrze pieluszki są, ubranka są..
- Mamo nie jadę tam na miesiąc - przerwałam jej zniecierpliwiona.
- Ale dobrze jest się we wszystko zaopatrzyć - fuknęła - Zobaczmy która godzina.. Już 10! Musimy się zbierać.
- Mamo zabieg jest o 13...
- Lepiej być wcześniej niż później! - przerwała mi - Chodź kochanie. Ostrożnie - złapała mnie za ramię.
Czułam się naprawdę jakbym była z porcelany. Ale bez słowa ruszyłam z mamą i z dziadkiem do samochodu. Sophie też się uparła żeby jechać, więc wkrótce ruszyliśmy wszysxy.

Leżałam na stole czekając na lekarza. Poprosiłam o dużą dawkę znieczulenia, bo nie znosiłam bólu ale chciałam być przytomna żeby widzieć jak moje dziecko przychodzi na świat.
Pielęgniarka rozstawiła parawan na wysokości mojego brzucha. Wkrótce pojawił się lekarz.
- Pani McKagan jest pani gotowa?- uśmiechnął się do mnie spod maseczki.
- Tak, możemy zaczynać - odparłam lekko drżącym głosem.
Wkrótce poczułam jak lekarz nacina mi brzuch. Zacisnęłam odruchowo zęby, choć dzięki znieczuleniu nie bardzo mnie to bolało. Miałam wrażenie jakby mył wewnątrz mnie ręce.
Niespodziewanie nagle coś się szarpnęło. Nie poczułam bólu, ale coś na kształt jakby niszczono mnie od środka.
- Cholera - nagle syknął lekarz - Pępowina...
Maszyna do której byłam podpięta zaczęła okropnie pikać. Mały nadal się we mnie szarpał, a ja powoli odpływałam.
- Panie doktorze, tracimy ją! - krzyknęła któraś pielęgniarka.
- Nie wiem co się dzieje! - zawołał gorączkowo lekarz - Nie mogę go wyciągnąć...
Nagle usłyszałam dziwny trzask a potem płacz. Odetchnęłam z ulgą w duszy.
- To dziewczynka - usłyszałam pielęgniarkę, która przejęła ją od lekarza.
 Dziewczynka.
Moja dziewczynka.
Jednak nie miałam czasu nad tym dłuższej myśleć, bo ogarniała mnie powoli ciemność.
- Odsuńcie się! - usłyszałam lekarza i nagle przystawili mi jakąś dziwną maszynę do piersi.
- To nie działa!
- Masuj dalej!
- Zwiększ moc!
Głosy dochodziły do mnie coraz słabiej. Zebrałam w sobie wszystkie siły i wymamrotałam jeszcze pod nosem.
- Będzie miała na imię Jane.
- Pani McKagan! Pani McKagan proszę nie zasypiać niech pani walczy!
Ale ja już nie chciałam walczyć. Nie chciałam cierpieć. Z ulgą powoli oddawałam się ciemności.
Po prostu odeszłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz