Jechaliśmy na tyle busa. Było nas w sumie sześcioro. Gnashowa oczywiście nie było. On nie mógł ryzykować. Mieliśmy dowóce Marka.
-Niedaleko jest mała grupa łowców należąca do organizacji. Naszym celem jest ich zlikwidować. Nie bierzemy zakładników.. A jak już to tylko jednego. Jako centrum informacji. Każde z was ukończyło trening. Jest z nami Julianna która posiada dar. Damy radę. Ta misja mysi się zakończyć powodzeniem...
Każde z nas słuchało Marka z uwagą. Miałam duszę na ramieniu. Musiałam pamiętać aby nie podejmować niepotrzebnego ryzyka. Bałam się. Jednak teraz.. Kiedy adrenalina zaczynała brać góre nad moimi emocjami.. Wiedziałam że dam rade.
***
Zaparkowaliśmy kilka dziennic przed magazynem gdzie byli łowcy.
Biegliśmy do celu bardzo cicho. Przy drzwiach nasz dowódca zatrzymał się. Dał nam znak do pełnej gotowości.
Otworzył drzwi. Weszliśmy.
Było ciemno lecz dzięki temu że była wilkołakiem widziałam świetnie.
Po sprawdzeniu parteru weszliśmy na pierwsze piętro.
Czułam ich. Czułam bicie ich serc.
Pokazałam Markowi na palcach liczbę łowców. Było ich dziewięciu.
Weszliśmy do głównej hali na piętrze.
Tam byli. Nie spodziewali się nas a kiedy już nas zobaczyli zaczęła się walka.
Strzeliłam do jednego w nogę. Upadł na kolana ale zaraz się podniósł i mimo rany zaatakował mnie.
Strzelił lecz ja zwinnie uniknęłam kuli. Musiałam się do niego zbliżyć...
Było to bardzo duże ryzyko ale tylko wtedy mogłam wykorzystać swój dar.
Podbiegłam do niego a wtedy jedna z kul musnęła moje ramię zostawiając ranę. Było to tylko musnięcie... Jednak kula była srebrna. Krzywiąc się z bólu złapałam do za kark i używając swojego daru utworzyłam więź. Patrzyłam się prosto w jego przerażone oczy. Widziałam w nich błagalną prośbę o oszczędzenie życia.
Nigdy nikogo nie zabiłam.. Byłam przeciwniczką bójek. Nie chciałam aby komuś stała się krzywda.
Teraz jednak pragnęłam mordować. Przekrzywiłam swoją głowę nadal patrząc mu w oczy.
Nie oderwałam wzroku od jego przerażonego spojrzenia nawet wtedy kiedy skręciłam mu kark z ogromną siłą.
Puściłam go a jego ciało opadło bezwładnie na podłogę.
Długo się w niego nie wpatrywałam bo akurat ktoś zaatakował mnie od tyłu. Dzięki moim zdolnością nie dopuściłam do tego aby mnie zranił tylko rzuciłam nim o ścianę.
Ruszyłam na niego czując jak mój dar napełnia całą mnie i chce aby go używać. Skoczyłam i wylądowałam już na czterech łapach jako biała wilczyca.
Łowca się podnosił kiedy skoczyłam mu do gardła. Chwyciłam go mocno zębami lecz zanim zdążyłam rozerwać mu gardło poczułam ból w lewtm boku.
Zranił mnie przed śmiercią. Mając cały pysk i szyje mokrą we krwi spojrzałam na bok.
Warknęłam wściekła.
Wiedziałam że rana szybko powinna się zagoić.
Dostrzegłam ruch. Zmierzyłam aby zaatakować ukrytą postać w ciebiu kiedy ona nagle się wyłonił.
Mimo furii i adrenaliny które odczuwałam teraz w tej chwili zamarłam.
Od tak dawna go nie widziałam.
Tyle razy próbowałam się z nim skontaktować.
A teraz stał przede mną.
Nie mogłam się ruszyć. Jednak on to zrobił.
Udało mi się zrobić unik przed jego sztyletem który był z czystego srebra.
~Adam!!!-chciałam krzyczeć ale z mojego gardła wydobył się skowyt.
Patrzyłam prosto w jego oczy.. Lecz to nie były już jego oczy.
Kiedyś czyste, błękitne a teraz.. Pokryte mrokiem. Nie poznałam go.
Ledwo uniknęłam kolejnego ataku.
Chęć mordu minęła, nie chciałam go ranić!
To był mój Adam..
Wtedy on wziął zamach i zranił mnie boleśnie zostawiając ostrze w moim ciele. Opadłam ze skowytem na podłogę.
Sztylet tkwił tak że nie mogłam go dostać pyskiem.
Adam podszedł do mnie i chwycił ostrze. Złapał mnie za białe a teraz czerwone futro na głowie i wyjął ostrze.
Pojawiła się nadzieja.. Że to jednak nadal on.. Że mnie rozpoznał.. A wtedy on wbił ostrze jeszcze raz, i jeszcze raz...
Ktoś go odepchnął.
To Mark.
Spojrzał na mnie..
Miałam mroczki przed oczami. Podniosłam się kulejąc.. Warknęłam.
Pomimo że czułam jak moje ciało zostaje skażone przez srebro byłam gotowa do dalszej walki.. Jednak nie chciałam już. Chciałam przytulić Adama.. Zabrać go w bezpieczne miejsce, odzyskać.
Adam zaatakował Marka. Walczyli zacięcie.
Opadłam na podłogę tracąc siły które zebrałam aby wstać. Już nie widziałam walki. Była tylko ciemność.
***
Obudziłam się chyba dosyć szybko bo już w busie. Zawsze lepsze to niż gdybym się obudziła na oddziale szpitalnym w naszej bazie.
Nadal byłam wilkiem. Wszyscy patrzyli na mnie zmartwieni.
Dopiero po chwili zorientowałam się że nie było wszystkich. Wcześniej było nas sześcioro a teraz zaledwie czworo.
Ponieśliśmy więc straty.
Warknęłam.
-Jeśli pytasz o powodzenie akcji to mimo wszystko się ona udała. Ponieśliśmy straty ale grupa łowców została zlikwidowana.
Zamarłam. Zlikwidowana?! A co z Adamem?!
Spojrzałam na Marka. Miał dar telepatii więc powinien mnie zrozumieć.
-Co z Adamem?
-Jakim Adamem?
-Z tym z którym walczyłeś.. Zanim zemdlałam.
-Uciekł...
Więc nic mu nie jest a przynajmniej żyje..
-Jak z tobą?
-Moje rany się zaczynają goić. Troche to potrwa bo to było srebro ale dojdę do siebie.
-To dobrze.. Dobra jesteś patrząc na to jak szybko zlikwidowałaś tamtych dwóch.. Co się stało z tym trzecim?
-Ja go znam..
-Jak to?
-Był moim przyjacielem.. Potem zaginął..
Mark posłał mi współczujące spojrzenie. Był dobry. Mimo że była wojna wiedział jak boli mnie utrata przyjaciela pomimo że był łowcą i w dodatku był we wrogiej organizacji..
Odwróciłam głowę i położyłam ją na kocu w który byłam owinięta.
Chciałam aby droga powrotna trwała tyle aby moje rany się zagoiły anprzynajmniej w większym stopniu. Jeśli Dominic by je zobaczył.. Byłby zły. Musiałabym mu obiecać że już więcej nie wyruszę na akcję. Jednak nie mogłam. Nie teraz kiedy wiem co z Adamem. Musiałam brać udział w akcjach.. Wtedy ustniała nadzieja że go znowu spotkam i wyciągnę z tego bagna w które wpadł.. Uratuję go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz