Rozdarty odwróciłem się i spojrzałem na nią.
Chciałem iść za Bellą, ale może Elise miała racje?
Może właśnie w tej chwili pocieszał ją Gnash..
Na tą myśl przestałem się wahać.
- Masz rację. Chodźmy.
- Może najpierw na kolację?
- Niech będzie - mruknąłem.
Na stołówce usiadłem obok Elise. Pozostali zerkali na mnie ciekawie, bo zawsze siedziałem przy stole trenerów.
Zrezygnowany wpatrywałem się w jedzenie. Noah pomachał mi rozbawiony zza stołu. Westchnąłem.
Nagle El złapała mnie za rękę.
- Dominic. Nie możesz się tym przejmować. Jeśli ona ma problem ze zwykłymi, przyjacielskimi gestami to jest to tylko i wyłącznie jej sprawa.
- Masz rację - powiedziałem w końcu

Nagle podszedł do nas Joe.
- Dowódca się chcę z tobą widzieć - szepnął.
Odwróciłem się zaskoczony.
- Coś się stało?
- Nie jestem pewien, ale podobno ma to jakiś związek z akcją.
- Akcją? - ożywiłem się - Chodźmy.
Elise popatrzyła na mnie zawiedziona i przygryzła wargę.
- Pogadamy później - rzuciłem na odchodne.
Wyraźnie się ożywiła.
W gabinecie dowódca od razu przeszedł do rzeczy.
- Szykuję się akcja. I to duża. Tym razem nie zabieramy uczniów. Sami trenerzy. Oczywiście nie wszyscy. Ty akurat jesteś na liście.
- Oczywiście jestem w pełni gotów i podejmę się zadania.
Dowódca lekko się uśmiechnął.
- To dobrze. Szczegóły omówiły jutro, a tym razem życzę ci spokojnej nocy - uśmiechnął się znacząco.
Gdy wracałem do swojego pokoju zastanawiałem się czy wie coś na temat mój i Belli? Postanowiłem, że będę ostrożniejszy. O ile w ogóle miałem z nią kiedykolwiek jeszcze porozmawiać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz