piątek, 9 września 2016

Od Jamiego

Stałem przed salą zastanawiając się czy nacisnąć tą cholerną klamkę. Chyba podświadomie nie chciałem jej zobaczyć. Słabą, poranioną, wyglądającą jak trup...
Miałem dużo czasu. Dochodziła już północ. W szpitalu było ciemno, choć dochodziły głosy z niektórych sal i dyżurki lekarzy.
Nacisnąłem klamkę.
Przez dłuższą chwilę stałem przy jej łóżku. Westchnąłem.
- No widzisz. Gdybyś mnie posłuchała i po prostu zajęła się swoim ludzkim życiem... - szepnąłem.
- J-jamie - wymamrotała nagle przez sen.
Pochyliłem się nad nią i odgarnąłem jej włosy z czoła.
- Jestem tu mała - mruknąłem i złapałem ją za rękę.
Wyglądała naprawdę mizernie. Z bólem gładziłem jej dłoń.
- Mamo.. - wyszeptała nagle.
Zdziwiony przyjrzałem się jej bliżej. Z tego co mi mówiła, nie miała najlepszych stosunków z matką. Czyżby nagle zmieniła o niej zdanie?
Uświadomiłem sobie nagle, że tak naprawdę niewiele o niej wiem.
Bo czym tak naprawdę są rzeczowe informacje o kimś i wrodzony anielski instynkt jeśli tak mało z nią spędzałem czasu a potem zostawiłem na pastwę losu?
Nagle wpadła mi do głowy pewna myśl.
Wytłumaczenie na to jak bardzo mi jej brakowało i jak bardzo się o nią martwiłem było tylko jedno.
Musiałem się zakochać.
Tak myśl tak mnie zaszokowała, że aż wstałem.
Nie, tylko nie to. Przecież nienawidziłem zobowiązań. Nienawidziłem bycia wiernym tylko jednej. Nienawidziłem kontroli i wybuchów zazdrości.
A jednak od jakiegoś czasu nie interesowała mnie żadna inna.
To nie było normalne.
- Dziewczyno co ty ze mną robisz - wyszeptałem z niedowierzaniem i cofnąłem się ku drzwiom kręcąc głową.
Gdy po cichu opuściłem szpital i wyszedłem na zewnątrz odetchnąłem głęboko powietrzem. Miałem tam ochotę z powrotem wrócić lecz właśnie w tej chwili zadzwonił mi telefon.
- Słucham - odebrałem.
- J-jamie g-gdzie jesteś? Tak mi się okropnie kręci w głowie... I Greg chciałby  cię poznać. P-prawda Greg? Ale nie przejmuj się Greg jest gejem! Ha - ha gejem!
- Roksana gdzie ty jesteś? - spytałem zirytowany - Miałaś zostać w domu.
- W-wiem ale G-greg zadzwonił. Znaczy nie Greg ale kolega Grega. Prawda Greg?
Westchnąłem.
-Zaraz po ciebie będę. Tylko podaj mi adres.
 Gdy podała rozłączyłem się. Zrezygnowany ruszyłem w kierunku samochodu.
Nie chciałem po nią jechać, ale co mogłem zrobić?
Pieprzony stróż.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz