Stałem przed salą zastanawiając się czy nacisnąć tą cholerną klamkę. Chyba podświadomie nie chciałem jej zobaczyć. Słabą, poranioną, wyglądającą jak trup...
Miałem dużo czasu. Dochodziła już północ. W szpitalu było ciemno, choć dochodziły głosy z niektórych sal i dyżurki lekarzy.
Nacisnąłem klamkę.
Przez dłuższą chwilę stałem przy jej łóżku. Westchnąłem.
- No widzisz. Gdybyś mnie posłuchała i po prostu zajęła się swoim ludzkim życiem... - szepnąłem.
- J-jamie - wymamrotała nagle przez sen.
Pochyliłem się nad nią i odgarnąłem jej włosy z czoła.
- Jestem tu mała - mruknąłem i złapałem ją za rękę.
Wyglądała naprawdę mizernie. Z bólem gładziłem jej dłoń.
- Mamo.. - wyszeptała nagle.
Zdziwiony przyjrzałem się jej bliżej. Z tego co mi mówiła, nie miała najlepszych stosunków z matką. Czyżby nagle zmieniła o niej zdanie?
Uświadomiłem sobie nagle, że tak naprawdę niewiele o niej wiem.
Bo czym tak naprawdę są rzeczowe informacje o kimś i wrodzony anielski instynkt jeśli tak mało z nią spędzałem czasu a potem zostawiłem na pastwę losu?
Nagle wpadła mi do głowy pewna myśl.
Wytłumaczenie na to jak bardzo mi jej brakowało i jak bardzo się o nią martwiłem było tylko jedno.
Musiałem się zakochać.
Tak myśl tak mnie zaszokowała, że aż wstałem.
Nie, tylko nie to. Przecież nienawidziłem zobowiązań. Nienawidziłem bycia wiernym tylko jednej. Nienawidziłem kontroli i wybuchów zazdrości.
A jednak od jakiegoś czasu nie interesowała mnie żadna inna.
To nie było normalne.
- Dziewczyno co ty ze mną robisz - wyszeptałem z niedowierzaniem i cofnąłem się ku drzwiom kręcąc głową.
Gdy po cichu opuściłem szpital i wyszedłem na zewnątrz odetchnąłem głęboko powietrzem. Miałem tam ochotę z powrotem wrócić lecz właśnie w tej chwili zadzwonił mi telefon.
- Słucham - odebrałem.
- J-jamie g-gdzie jesteś? Tak mi się okropnie kręci w głowie... I Greg chciałby cię poznać. P-prawda Greg? Ale nie przejmuj się Greg jest gejem! Ha - ha gejem!
- Roksana gdzie ty jesteś? - spytałem zirytowany - Miałaś zostać w domu.
- W-wiem ale G-greg zadzwonił. Znaczy nie Greg ale kolega Grega. Prawda Greg?
Westchnąłem.
-Zaraz po ciebie będę. Tylko podaj mi adres.
Gdy podała rozłączyłem się. Zrezygnowany ruszyłem w kierunku samochodu.
Nie chciałem po nią jechać, ale co mogłem zrobić?
Pieprzony stróż.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz