piątek, 9 września 2016

Od Lucy

  Ciągle przeżywam ten sam koszmar w kółko, jakby mnie ostrzegał przed czymś lub przed kimś. Stałam na środku korytarza szpitalnego, słyszałam niedaleko głos mojej mamy i Simona. Poszłam w ich stronę, mama pocieszała brata... ze łzami w oczach. Czy ze mną jest aż tak źle...? 
-... jest silna, nikt ani nic jej nie zabierze - uśmiechnęła się pocieszająco do Simona. 
-Nie wygląda na taką. Wygląda jak trup. 
-Jest po ciężkim uszkodzeniu czaszki i ręki, całego ciała i organizmu... musi się zregenerować...
  Ruszyłam dalej przed siebie, gdy usłyszałam pikanie maszyny a potem ciszę wiedziałam, że ktoś zmarł, albo to byłam ja... 
  Na korytarzu nie było żywej duszy, dopiero ujrzałam na końcu korytarza dziwną postać, młodą kobietę. Gdy się pojawiła, pikanie nasiliło się, światła zaczęły szaleć a potem... znów cisza.
  I ona zaczęła się do mnie zbliżać.












  Krzyczała, płakała i wołała o pomoc, poczułam nagle cierpienie i kłucie w sercu, znalazłam się w zupełnie innym korytarzu, było ciemno. Bałam się, choć nie miałam powodu. Straszna, martwa dziewczyna zniknęła a ja zostałam sama. Nagle rozległ się krzyk, dobiegał z jednego z sal obok których stałam. Pchnęłam mocno drzwi i weszłam do środka, zobaczyłam tam młode małżeństwo, kobieta siedziała obok łóżeczka  w którym spała mała dziewczynka.
-Musisz ją oddać. Poza tym nawet nie chcę myśleć co by powiedziała moja żona! Ona ma dziecko, my mamy!
  Jednak nie małżeństwo...
-Nie mogę jej oddać, Dante...
-Albo ją oddasz albo sam to zrobię. - warknął.
  Blondynka pogładziła po policzku dziewczynkę, z bólem spoglądała na mężczyznę.
  Usłyszałam na korytarzu strzelaninę, krzyki i jakieś przekrzykiwane rozkazy... 
  Wyszłam na zewnątrz i zobaczyłam jak ludzie z pistoletami mordują ludzi... Światło zaczęło migać, zniknęli tylko ci z pistoletami, martwe ciała leżały na podłodze, a ja nic nie mogłam zrobić. Zaszokowana obserwowałam ich... martwych...













  Wraz z mrugającym światłem martwe ciała poznikały. Zostały tylko dwa. Tamten mężczyzna, zdaje się Dante  i Jamie... Chyba miałam podjąć próbę ratowania albo jednego albo drugiego jednak gdy zobaczyłam pół martwego Jamie'go zamurowało mnie. Poczułam, jakby jakaś część, ta większa, również, wraz z nim umierała... 
  Serce szybciej mi biło, dosłownie czułam jakby samo rozpadało się na kawałki. Bolało. Słyszałam pikanie i obudziłam się...

  Zdyszana rozglądałam się po sali. Dopiero po chwili doszedł do mnie fakt, że przede mną stoi dwóch policjantów.
-Dzień dobry.
  Kiwnęłam głową.
-Mogłaby pani odpowiedzieć na parę pytań... zadam te podstawowe, proszę tylko kiwać głową na tak lub nie... - ciągnął wyższy policjant.
-Czy ma coś pani wspólnego z handlem nielegalnymi używkami przez Finnicka Odaira?
  Pokręciłam głową na nie.
-Czy wiedziała pani o tym, że to znajduje się w aucie? - spytał ostrzej niższy.
  Znów pokręciłam głową.
  Spojrzeli po sobie bezradnie.
-Bez sensu, ona nic nam nie powie. - szepnął niższy do wyższego.
  Potem odwiedził mnie Chris, wkradając się do mnie.
-... pogadamy jak wrócę. Na laptopie... masz, przyniosłem ci go żebyś się nie nudziła. - mrugnął do mnie, a ja nawet się nie uśmiechnęłam. Nie miałam na to nawet sił. Połowa twarzy była jak oblana cementem.
 
  Wieczorem dostałam wiadomość od Christopha.

    Christopher Scott:   Jak tam? :D Chyba nigdy już nic cię nie ucieszy, co? Nawet odwiedziny takiego przystojnego przyjaciela jak ja...? :( Ach, twój smutek jest z powodu, że jestem zajęty? Spoko, jeszcze znajdzie się koleś godny twojej wredoty. :P


    Ja: Nic mnie nie cieszy. Czekam na ciąg dalszy. Będąc w tym obskurnym szpitalu, co prawda matka i ojciec jak zwykle nie mogli mnie zostawić w zwykłym, tylko wysłać do prywatnych lekarzy... którzy zdaje się wiedzą mniej niż wiedzieliby ci zwyklejsi... Wszyscy żyją w biegu,nie zatrzymują się żeby upajać się chwilą, gramy, aby wreszcie robić to co trzeba... a ja nie mam ochoty by gnać według instrukcji rodziców... przejadło mi się ich nadopiekuńcze gderanie. 


    Christopher Scott:   Fajnie z tobą pogadać, choćby przez internet. :D Stęskniłem się za twoim logicznym pieprzeniem, Lu!


  Wyłączyłam laptopa i spojrzałam w sufit. Miałam dość, że ciągle nie mogłam mówić... byłam nieszczęśliwa... cały czas...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz