- Nie możemy dłuższej czekać! - uderzyłem pięścią o stół.
- Jamie ale czy to nie wydaje ci się dziwne, że zadzwoniła sama z siebie? - mruknął Michael - Dowódca sam powiedział, że może to być jakaś pułapka. Ona jest na pewno świetnie pilnowana. Nie zostawili by jej telefonu na wierzchu...
- Co chcesz przez to powiedzieć? - wysyczałem.
Chłopacy popatrzyli po sobie.
- Jamie wiesz że polubiłem Lucy, ale... Ludzie robią różne rzeczy gdy są w zamknięciu - odezwał się Ash.
Pokręciłem gwałtownie głową.
- Nie ona. Jestem pewien. Zresztą ona nic o nas nie wie, więc nie mają jak wyciągnąć z niej informacji.
- Jesteś pewien że nic nie wie? Jej ojciec handluje bronią dla ł o w c ó w. Nie zdziwiłbym się gdyby przeszła na ich stronę.
- Torturowali ją! - krzyknąłem - Widzieliście to na własne oczy! Czemu do nikogo do cholery nic nie dociera?!
- Jamie.. - mruknął prosząco Jass.
- Mistyfikacja - odparł pewny siebie Michael.
Zamroziłem go spojrzeniem.
- Jasne. A przez telefon płakała też na zawołanie - odrzekłem sarkastycznie.
- Odbijemy ją Jamie, ale sam rozumiesz powagę sytuacji. Nie będą chcieli jej oddać i rozpocznie się krwawa walka.
- Czyżbyś bał się łowców? - uśmiechnąłem się ironicznie.
Michael zmrużył oczy.
- Dobrze wiesz, że się nie boję, ale nie wolno ich ignorować. Nie chcę ponieść strat w naszym oddziale ze względu na jedną, nic nie wartą... - urwał widząc moją minę.
- No dokończ - rzuciłem wyzywająco.
Atmosfera zgęstniała. Daniel odchrząknął.
- Jeśli Jamie jej ufa, to ja też. Myślę, że powinniśmy przeprowadzić akcję. Zgoda dowódca w końcu jest z zaleceniem żebyśmy byli ostrożni. Przy okazji złapiemy bądź zabijemy łowców. A chyba do tego dążymy, prawda Michael?
Nasz pan 'dowódca' zacisnął w odpowiedzi zęby.
- Przedyskutuję to jeszcze z górą - odparł w końcu i wyszedł.
Odetchnąłem z ulgą. Usiadłem na krześle i ukryłem twarz w dłoniach. Byłem wyczerpany. Nie spałem 34 godziny.
- Jamie nie martw się. Uwolnimy ją - mruknął Jass.
Też miałem taką nadzieję. Tylko czy żywą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz