Cierpiałam, bardzo.
-Wiesz jak wasza baza się dowie o wszystkim? -parsknął Adam-Wasz przywódca, tej akcji został na tyle utrzymany przy życiu i podrzucony pid waszą baze aby tylko powiedział o nieudanej akcji i o tym że wszyscy nie żyją a następnie sam zdechnie. Nie da się go odratować. Peenie w tej chwili wasz dowódca dowiaduje się o utracie żołnierzy. Nikt po ciebie nie przyjdzie. Będą myśleli że zdechłaś. Bo zdechniesz.. Ale najpierw wyśpiewasz nam wszystko.
Byłam zmasakrowana. Moje rany szybko się goiły.. Ale jeszcze szybciej powstawały nowe.
Teraz przebili samych siebie. Związali mnie srebrnym łańcuchem. Miałam już popażenia po których z pewnością zostaną blizny.
-Nic.. Wam nie.. Powiem..-wyszeptałam przez spuchnięte i zakrwawione wargi.
Adam podszedł do mnie. Złapał krzesło jedną ręką a drugą z całej siły uderzył mnie w twarz. Gdyby nie to że trzymał krzesło z pewnością bym upadła.
Wyplułam krew.
-Gadaj..
-Nie..-wyszeptałam słabym głosem.
W ustach czułam bez przerwy metaliczny smak krwi.
Nigdy bym nieprzypuszczała że mój przyjaciel stanie się moim oprawcą.
Jednak to nie był już Adam. Oni go zmienili. Straciłam go..
A jednak miałam nadzieje.
-Adam.. Prosze..
-Nie wymawiaj mojego imienia dziwko!-wrzasnął uderzając mnie tak że straciłam przytomność..
Ostatnie o czym pomyślałam to był Dominic. Tęskniłam za nim. Byłam gotowa wszystko wybaczyć, zapomnieć. Chciałam by było tak jak przedtem..
sobota, 10 września 2016
Od Belli
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz