Gdy zobaczyłem jak ona go obejmuje.. Wściekły zgrzytnąłem zębami. Zachowałem jednak obojętny wyraz twarzy. Gdy odeszła miałem ochotę za nią pobiec, przytulić i przeprosić za wszystko.
Ale czułem, że straciłem ją w pewnym sensie. Sam już nawet nie wiedziałem kogo teraz ma. Czy Vicotra czy Gnashowa.
Gdy wyruszyliśmy w końcu mogłem przestać o tym myśleć. Nasz dowódca w tej akcji, Stephen tłumaczył nam po kolei plan.
Głównym celem było przejęcie archiwum. Informacje z niego mogły nam się ogromnie przydać. Wcześniej było to nierealne, ale ostatnio udało nam się umieścić naszą wtyczkę miedzy łowcami. Z tego co słyszałem, ta dziewczyna była naprawdę niezła, bo nikt od nich jeszcze się niczego nie domyślił, a ona przekazywała nam coraz więcej informacji.
- Panowie pamiętajcie - Stephen przerwał moje rozmyślania - Akcja ma charakter wywiadowczy. Nie dywersyjny. Koncentrujemy się głównie na wydobyciu archiwum, nie na walce. Mam nadzieję, że nikomu się nic nie stanie.
- Też mamy taką nadzieję - parsknął śmiechem Patrick.
Nagle pochylił się nade mną Victor.
- Uważaj na siebie. Wiem, że to tak naprawdę twoja pierwsza akcja.
Zmierzyłem go chłodnym spojrzeniem.
- Martw się o siebie. Poradzę sobie.
- Spoko koleś. Tylko mówię - uniósł ręce w obronnym geście.
Zirytowany wymieniłem wzrok z Noahem siedzącym naprzeciwko. Uśmiechnął się lekko.
Gdy w końcu ciężarówka stanęła, wysiedliśmy wszyscy z tyłu. Było ciemno. Przeszliśmy w milczeniu paręnaście metrów aż w końcu zatrzymaliśmy się za zakrętem. Staliśmy przez niepozorną, starą fabryką. Rozejrzałem się czujnie. Żadnej straży z zewnątrz. Żadnej większej ochrony.
- Jak już wcześniej mówiłem nie spodziewają się nas - mruknął Stephen - Nasz wywiad ustalił, że dziś mają jakieś swoje święto i wszyscy pojechali na przyjęcie. W budynku jest tylko nasza wtyczka i paru strażników. Musimy jednak być ostrożni, nikt z nich nie może wezwać posiłków. Zrozumiano?
- Tak jest - odparliśmy chórem.
Przekradliśmy się po cichu pod okna budynku. Panowała okropna cisza. Uważałem na każdy stawiany przeze mnie krok. W pewnym momencie dostrzegłem strażnika na wieży ustawionej trochę za fabryką. Musiał coś usłyszeć, bo oświetlał lampą całe podwórko. Przylgnąłem bliżej ściany.
Nagle Stephen postrzelił strażnika. Nie było żadnego hałasu, bo miał do tego przystosowaną broń, specjalnie na tą okazję. Oczywiście było ryzyko, że łowca spadając narobi rumoru, na szczęście tylko się osunął po ścianie.
Po dłuższej chwili wtargnęliśmy do środka. Podchody już nie były potrzebne.
Rozpoczęła się krótka walka z łowcami. Victor w pewnym momencie dostał kulką w ramię. Tknięty dziwnym uczuciem nie zostawiłem go na pastwę losu. Zaciągnąłem go z pola rażenia za ścianę. W tej samej chwili Stephen krzyknął do mnie żebym biegł z Noahem znaleźć archiwum, a oni znajdą się resztą. W drzwiach pomachała do nas dyskretnie jakaś dziewczyna. Musiała być widocznie tą wtyczką. Pobiegliśmy w jej stronę.
- Szybko - syknęła - Nie jestem pewna, ale jeden z nich mógł wezwać posiłki.
Popatrzyliśmy po sobie z Noahem i zbiegliśmy na dół po schodach.
W pewnym momencie nagle pomyślałem o Belli. Zapragnąłem ją zobaczyć. Natychmiast. W tej chwili. Musieliśmy tylko wynieść to archiwum. A potem mogłem wrócić do niej i przeprosić za wszystko..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz