niedziela, 18 września 2016

Od Lucy

  Przyzwyczajałam się do tego, że tu jestem. Więzienie zmieniało mnie i niszczyło od środka. Na rozprawach nie miałam prawa głosu, najczęściej przypominałam sobie Jamie'go. Automatycznie odłączałam się od okropnej rzeczywistości i stawałam się duchem z nim, tak jakby. Byłam szczęśliwa, gdy o nim choć na chwilę myślałam, sprawiało to, że choć trochę pamiętałam jeszcze kim jestem.
  Byłam w jednej celi z Finnickiem, który już oszalał, stał się sadystą który pragnął rozlewu krwi. Gdy pobił mnie dwa dni temu do takiego stanu, że skończyłam ze złamanym żebrem... wsadzili go do izolatki. Mój prawnik prawie w ogóle nie przykładał się do złagodzenia wyroku. Byłam w rozsypce, jednak raz w tygodniu odwiedzała mnie mama i Simon, który przysięgał, że zrobi wszystko by mnie wyciągnąć. Płakałam, bo wiedziałam, że tak naprawdę zostaję tu na parę lat. Może na dożywocie, może nie. Jedyne o czym marzyłam to to, by umrzeć, by ktoś mnie po prostu zatłukł.
  Ktoś wszedł do sali gdzie leżałam. Nie miałam siły obracać głową, jednak doskonale wiedziałam, kto wszedł. Poznałam jego rytm kroków i szybkie bicie serca, cień umięśnionego mężczyzny który wzbudza we mnie strach.
-Wróciłem, skarbie - wiedziałam, że Wes się uśmiecha.
  Ja wiedziałam natomiast, że wybuchnę płaczem.
  Przerażenie mnie ogarnęło, całe moje ciało powoli wiedziało, że zaraz odejdzie w niepamięć i w końcu zazna spokój.
-Jamie się ulotnił, jednak ja obiecałem, że wrócę. A po ostatniej sytuacji... jeśli oczywiście myślałaś, że mnie zabiłaś... to się przeliczyłaś. - błysnął zębami. - Teraz moja kolej na zemstę.
  Kazał mi coś wypić, potem podał mi coś dożylnie. Traciłam przytomność i czułam jakbym umierała. Jednak nie do końca tak to wyglądało.
  Zrzucił mnie na ziemię, rozerwał mi koszulkę i zdjął spodnie. Gdy próbowałam się jakoś wyrwać uderzył mnie z pięści w twarz.
-Skoro jesteś bezbronna, to czemu się nie zabawić? - zaczął mnie całować po szyi a ja chciałam by mnie w końcu zabił.
  Krzyczałam i prosiłam o pomoc, jednak na tym piętrze nikogo nigdy nie było, tu znajdowali się ci co tylko mogli czekać na śmierć. A ja jej pragnęłam.
  Uderzył mnie znowu, byłam pół przytomna. Traciłam świadomość a po chwili urwał mi się ''film''...

  Leżałam w szpitalu. Nie wiedziałam co się stało, jednak dopiero po chwili zauważyłam obok siebie Simona. Pokazał mi na laptopie nagranie na którym Wes bije mnie do nieprzytomności. A tytuł filmu brzmiał ''Ona jest moja''.
  Zaczęłam płakać bo zrozumiałam, że on nigdy mnie nie zostawi w spokoju. Jest chorym psychopatą który ma na moim punkcie obsesję.
-Nie wiem do kogo to jeszcze wysłał... przechwyciłem to przed rodzicami...
-Usuń to... - poprosiłam.
  Ledwo mogłam mówić. Nie czułam połowy ciała. Czułam się jak wrak człowieka. Moje ręce były poranione, mój brzuch również. Wiedział gdzie jestem przez czip którego nie wyjęłam wtedy... wszystko powoli mi się przypominało. Obiecałam sobie, że przy okazji, gdy lekarze przestaną się tu kręcić po prostu popełnię samobójstwo. Wolę nie żyć niż żyć w ten sposób. Tęskniłam za dawnym życiem ale tym samym za Jamie'm, rodzicami... Chrisem...

  Rano przyszedł jakiś dziwny facet, kazał mi iść z nim. Jednak nawet nie byłam w stanie, bałam się każdego obcego. Jednak on powiedział, że zaprowadzi mnie do biologicznego ojca, który widział nagranie. Podobno jestem im potrzebna... tylko po co? Nie mogłam tam pójść... nie mogłam być przeciwko Jamie'mu... bolało gdy o nim myślałam ale jednocześnie pragnęłam go mieć przy sobie.
-Pomożemy Ci dojść do siebie, tym czasem proszę ze mną. Zaniosę Panią do samochodu. - podał mi rękę.
-Nie chcę... - szepnęłam słabo.
-Nie ma Pani większego wyboru - odparł poważnie.
  Gdy upierałam się dłużej wstrzyknął mi coś przez co straciłam przytomność. Jeszcze wiem, że powiedział.
'To dla Pani dobra'
...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz