Po treningu kiedy wróciłam na bazę dostałam telefon od Paula.
Po co nam córka dostawcy broni? Musiałam porozmawiać z ojcem. Wiedziałam że to wojna.. Musimy ją wygrać a na wojnie wszystkie ruchy są dozwolone ale to lekka przesada aby mieszać w to cywili.
-Marika.. Zrozum musieliśmy.
-Wiesz że nienawidzę istot nadnaturalnych ale ona jest człowiekiem!
-I zadaje się z Jami'm..
-Z jakim? -zmróżyłam oczy
-Aim? Mówi ci to coś?
-Nie gadaj.. On i on?
Poznałam go kiedyś.. On może i mnie nie kojarzy. Kiedyś na akcji mieliśmy styczność ze sobą. Był naszym wrogiem.
-To zmienia wszystko.. Jeśli ona jest po jego stronie to jest naszym wrogiem. Jak dla mnie to już koniec tematu. -powiedziałam.
-Cieszę się że rozumiesz.
Wyszłam z gabinetu ojca.
Może normalnym, innym wydawało by się że ojciec mnie źle wychował. Jednak nie mógł lepiej..
Wiedziałam o złu tego świata. Umiałam się przed nim bronić. Jestem dobra w walce ale mam też świetne wyniki w nauce. Wszystko zawdzięczam wychowaniu które zapewnili mi.. Oboje rodziców. Mama co prawda nie chciała abym była taka jak tata.. Pragnęła abym była jak najdalej od walki czy śmierci ale kiedy ona zginęła lrzez tego pchlarza zwanego wilkołakiem.. Nie mogłam wybrać innej drogi.
***
Wieczorem dostałam wiadomość od taty abym zjawiła się u niego w biurze. Musiało się coś stać.
-Tak?
Byli tam zaufani ludzie ojca. Musiało coś być na prawde na rzeczy.
-Słuchajcie.. Jak pewni wiecie mieliśmy niewielki oddział w Ameryce podzielony na kilka pod zespołów.. Chwile temu dostałem wiadomość że zostaliśmy zaatakowani.
-Ktoś ranny?
-Uciekł tylko jeden łowca. Mamy tam jeszcze wielu ludzi ale nie możemy ich zostawić bez wsparcia.
-Zgłaszam się na ochotnika.-powiedziałam.
-Właśnie chciałbym abyś pojechała.. Zbierzcie grupę 25 łowców. Wyruszycie z samego rana. Na miejscu dostaniecie wszystkie informacje.
Trochę się zdziwiłam że ojciec pozwoli mi wyjechać za granicę bo zawsze wolał abym walczyła tu, blisko bazy. Musiało na prawde go coś rozłościć. Nic jednak dziwnego.. Mieliśmy wojne. Na szczęście nasze zastępy są duże. Cały czas rekrutujemy nowych łowców a szkolenia idą pełną parą. Co prawda istoty nadnaturalne miały lekką przewagę. My przecież jednym ugryzieniem nie czynimy z innego człowieka łowcy..
***
Kiedy już się spakowałam poszłam na salę traningową. Poraz pierwszy miałam wyruszyć na misję za granicę.. No ba.. Ja miałam lecieć do Ameryki!!!
Ćwiczyłam uderzenia kiedy ktoś wszedł na salę.
-Wygląd bogini a dusza wojownika..
Przewróciłam oczami.
-Dawid.. Ćwiczę.. Nie przeszkadzaj.-powiedziałam nieprzerywając.
-Słyszałem że lecisz do Ameryki..
-Yhm..
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?
Przerwałam ćwiczenia i odwróciłam się do niego.
-Mam ostatnio sporo na głowie zapomniałam poprostu.
-Lecę z wami. Twój ojciec mnie wybrał.
-No to czemu się mnie czepiasz?
-Bo chciałbym abyś mi o takich rzeczach mówiła? Wiesz jakie mam zdanie o twoim sposobie walki.. I do tego jak się w to wciągasz..
-Daj spokój..
-Ta wojna to nie wszystko..
-Przestań. Nie chcę się kłócić.
Byłam z Dawidem w związku od 3.. prawie 4 lat. Jednak mimo że mi zależało na nim.. Bardziej liczyła się walka z istotami nadnaturalnymi. Taka już byłam. Wolałam walczyć..
-Za niedługo lecimy.. Może wybralibyśmy się gdzieś?
-Gdzie?-zapytałam.
-Kino, restauracja i spacer.. Co ty na to???
Zastanowiłam się.
-Może być.
Ostatnią noc w ojczyźnie można spędzić na przyjemnościach..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz