czwartek, 1 września 2016

Od Lucy

Słyszałam krzyki na górze. Byłam schowana w piwnicy w której był tylko syf, zagracenie i kurz. Specjalnie mnie tu wrzucili by ktoś z zewnątrz się nie zorientował, że ktoś tu jest. Nie miałam sił krzyczeć, już kompletnie sobie odpuściłam...
-Oddajcie mi córkę. - usłyszałam głos taty.
  Poruszyłam się minimalnie, a rana zszyta na brzuchu mocno zabolała. Wydałam z siebie cichy jęk. Na dół nagle zszedł ojciec, który groził bronią Wesowi. On natomiast szedł rozbawiony.
-Nie ma jej tu. - parsknal Wesley. 
-Gdzie jest? Gadaj!!!
-Nie wiem. - parsknął Wes. 
  Nagle zjawił się Paul cały uśmiechnięty.
-No cześć ojczulku.  - wycelowal w niego. - Jest tu ale jeszcze żyje. 
-Zrobiłem co  chcieliście...
-Chcemy więcej. 
-Nie mogę tego zrobić.
-Możesz, bo inaczej twoją słodką córeczką zajmie się Wesley. 
  Wes uśmiechnął się szeroko.
-Zabieraj łapy od Lucy. - pogrozil bronią Wesowi.
-Podoba mi się, na razie śmiało stwierdzić mogę ze należy do mnie. Nie raz ją dotknąłem...
  Tata wycelowal w niego ale nie strzelił. Znał powagę sytuacji. 
-Twoja żona i syn są dla nas następnym skokiem. Albo pomożesz nam zniszczyć Lucy albo zostawisz to nam i załatwisz broń... wtedy dostaniesz córeczkę. Bez kręcenia.
  Ojciec po prostu wyszedł.
  Tak po prostu mnie zostawił. 
   Wszedł Wes, który uśmiechnął się do mnie i kucnął. Spojrzał na zakrwawioną koszulkę i pogładził mnie czule po ramieniu.
-Jesteś urocza... jednak nie na tyle, by twój ojciec chciał ci pomóc. - parsknął. - Chyba jesteś moja.
-Chodź tu, Rush! - zawołał go Paul.
-Wrócę skarbie. - mrugnął do mnie i odszedł.
  Ja czułam w dalszym ciągu jak krew ze mnie leci, chociaż miałam profesjonalnie zszytą ranę... czułam nadal ten ból. Krew była na betonowej podłodze na środku piwnicy, a ja leżałam pod ścianą między regałami. Postanowiłam wstać, nie mogę liczyć wyłącznie na ojca.
  Podparłam się o zakurzony stolik kawowy, gdy wstałam czułam, jak zszyta rana rozrywa się doszczętnie. Jednak to tylko uczucie, to nie działo się naprawdę.
  Podpierając się o szafki, stoliki i inne meble doszłam do miejsca w piwnicy gdzie stał telefon którym zawsze wykonywali połączenia do transportów. Nie byłam w stanie ustać, trzymać się na tych nogach dłużej... zacisnęłam telefon w dłoni i drugą przytrzymałam brzuch. Upadłam, ale trzymając komórkę w ręku zaczęłam sie zastanawiac gdzie zadzwonię? Nie wiem gdzie jestem, nie chcę nikogo narażać...
  Jednak dopiero po chwili skojarzyłam fakty.
-Bethany? - wycedziłam słabo.
-L-Lucy!? - wykrzyczała do telefonu.
-Znajdź Jasona,Asha, albo Jamie'go i powiedz im, że chcą mnie wywieźć za granicę... nie wiem kiedy... oni muszą to wiedzieć...
-Ale o co chodzi, Lucy?!
-Nic nikomu nie mów, szczególnie Chrisowi. Zaufaj mi...
-Jestem teraz w szkole... JASON! JASON!... nie słyszy mnie...
-Proszę...
-JASON! to Lucy...
-Co...? Jak...
-Masz ją...
  Cisza.
-Lucy gdzie jesteś? Kto cię porwał? - spytał Jason.
-Wesley Rush i jakiś Paul... ojciec mnie zostawił... jestem w jakiejś piwnicy nie wiem... - zapłakałam.
-Na razie nic nie możemy zrobić, do jutra... jutro się dowiemy..
-Nie mamy czasu.. - wypłakałam. - Oni chcą wyjechać... Ze mną...
-Nie wyjadą, nie mają transportu poza tym musisz powiedzieć wszystko co o nich wiesz, inaczej...
-Gdzie jest Jamie? - spytałam wiedząc, że z nim się nie dogadam.
-Nie wi... o, idzie.. Powiedz mi...
-Nie mam czasu, daj mi Jamiego!
-Z kim ty gadasz?  - spytał Jamie.
-Masz... To do ciebie...
-Tak? - usłyszałam głos Jamie'go i odetchnęłam.
-Jamie...!
-Zaraz... Lucy?
-Mój tata tu był i chciał mnie uratować ale... finalnie... on... on mnie zostawił... chyba...
-Kto tam jest z tobą?
-Wesley Rush... mówi, że cię zna... on... on mówi, że mnie zabierze ze sobą... za granicę... przywłaszczył sobie mnie jak rzecz...
-Lucy! - usłyszałam głos Wesa.
-Idzie tu... - wypłakałam. - Kończę... Muszę...
-Czekaj! - usłyszałam tylko w słuchawce głos Jamiego ostatni raz...
  Wes zszedł na dół i mnie i uderzył mnie w chwili gdy zobaczył, że zniknęłam z miejsca w którym byłam poprzednio. Na szczęście zdążyłam odrzucić telefon tak, by wyglądało na to, że po prostu spadł.
-Mówiłem ci, słuchaj się mnie i masz leżeć na miejscu. - szarpnął mnie i rzucił na ścianę.
  Straciłam przytomność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz