poniedziałek, 12 września 2016

Od Lucy

  Wieczorem szukałam brata. Mama wołała na kolację, a ja wolałam spędzać ostatni tydzień z rodziną, mój brat lekko był załamany tym, że się wyprowadza i będziemy osobno. Ostatnio bardzo się ze sobą zżyliśmy...
  Weszłam do jego pokoju, śmierdziało pizzą, ostrym kebabem i chińszczyzną. Wszędzie był syf i ubóstwo, stąpałam powoli po małych skrawkach podłogi, której nie zaśmiecały papierki po batonach, opakowaniach po chipsach czy ubrania. Spojrzałam na wieżę stereo, która dudniła basem po całym piętrze niosąc przez otwarte okno piosenki Beatlesów. Wyjrzałam przez okno, mając widok na całą dzielnicę domów, a na dachu siedział Simon w chmurze rosnącego dymu.
  Wyszłam z pokoju na dach, starając się nie zabić. Prawie się ześlizgnęłam i zjechałam tyłkiem po dachówkach. Powoli podeszłam do brata milcząc. On palił zielsko, zupełnie nie wzruszony tym, że jego starsza siostra go nakryła. Jednak postarałam zachować się jak przystało i nie kłócić się z nim, po prostu zaczęłam pytać by wiedzieć więcej.
-Pamiętam jak bolało gdy na nią patrzyłem - zaczął, a ja usiadłam obok niego. - jest taka piękna... - urwał i parsknął śmiechem.
-Katia? - spytałam patrząc na pięknie oświetlone ogrody bogatych sąsiadów.
-Ta. - mruknął. - Wyobraź sobie, że jest z tym fagasem od dwóch miesięcy, przez niego się stacza...
-Może nie jest dla ciebie, co? Bycie singlem ma dużo plusów.
  Powoli wypuścił dym delektując się chwilą. Z dołu słyszałam nawoływania mamy, jednak ja, jak i brat ignorowaliśmy to.












-Miłość jest jak wrzód na dupie. - skomentował krótko.
-Trzeba unikać miłości. Albo ją ignorować. Jedno z dwojga. - westchnęłam.













-Ignorować Katię? - parsknął śmiechem. - Nigdy.
-Jest zajęta, Si. Prawo faceta zakazuje ci sympatyzować z zajętą laską.
-Skąd znasz prawo faceta? - oburzył się. - To wychodzi z czystego założenia...
-Ale też nie przeszło do historii. - spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami. - Miłość to jak to pięknie ująłeś, wrzód na dupie którego się trudno pozbyć a finalnie boleśnie to znosisz. Miłość... - wypuścił dym z płuc robiąc wielki dym nad naszymi głowami. -... jest jak sraczka, szybko przemija ale dupy nie urywa. Musisz przecierpieć, znajdziesz wkrótce inny obiekt zainteresowania i pójdzie już z górki.
-I trafię na (N I E)Katię i wtedy mogę się zabić. Albo zaćpać.
-Jesteście popieprzeni. - westchnęłam. - Jesteście jak zdobywcy, musicie zdobywać, a jara was to, że laska jest zajęta. Jest szczęśliwa, tak? To się nie wtryniaj.
-Nie jest szczęśliwa, Lu.
-Bo wciąga do nochala kupę koksu? Skoro jej to odpowiada to się usuń.
-Lucy! Simon! KOLACJA, DO CHOLERY! 
-Lecimy, młody. - wstał i podał mi rękę.
  Jego temperatura nadal była gorąca, jednak przywykłam.

  Rano do drzwi zawitała policja. Dwóch uzbrojonych, wysokich i umięśnionych policjantów stało przed moim domem, ludzie z sąsiednich domów wyglądali przez okna badając co takiego się stało, że przyjechał ktoś taki jak gliny. Na te dzielnice nigdy nie przyjeżdżały żadne policje, straże miejskie... a ja to zmieniłam. Bo z mojego powodu się tu zjawili.
-My do Lucy Collins. - zaczął policjant.
-Jest... ale o co chodzi...? - spytała zdezorientowana mama.
  Tak jak ja myślała, że policja dała sobie spokój z przesłuchaniami. Bo podobno dała. Jednak Finnick musiał ich porządnie podkręcić jak i Fill.
  Wyszłam zza ściany i stanęłam przed wysokim czarnoskórym policjantem.
-Jest pani aresztowana za współudział w nielegalnym handlu narkotykami.
  Zamurowało mnie. Moja przyszłość momentalnie legła w gruzach. Wpatrywałam się w policjanta ze łzami w oczach i rozdziawioną buzią.










-To... to...-t-to po-pomyłka...k-ktoś mnie... mnie wrabia... - wyjąkałam zaszokowana próbując się jakoś wybronić.
-Przykro mi ale pozwoli pani z nami.
-Nie, nie, to pomyłka, ja nie mam z tym nic wspólnego... - zaczęłam się opierać.
  Policjant bez skrupułów odwrócił mnie twarzą do ściany i przygwoździł do niej zakuwając w kajdanki. Załamana zaczęłam płakać i histeryzować... teraz to dopiero sobie zrujnowałam życie. A raczej Finnick i Fill to zrobili. Fill został uznany jakimś cudem jako niewinny a jednak ma wpływ na to, żeby uznać mnie zamiast niego za winną.
  Byłam przerażona i kompletnie samotna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz