Wybudziłam się po niedługim czasie. Odzwyczaiłam się od spania, więc nie długo byłam nieprzytomna. Na krześle leżały ułożone w kostkę ubrania a obok mnie siedziała jakaś blondynka.
-Spokojnie, jestem z organizacji, żeby ci pomóc. - uspokoiła mnie.
-Gdzie jestem? - warknęłam.
-W pokoju Jamiego... - przerwałam jej natychmiast.
-Nie mogę tu być. - wstałam a ona mnie zatrzymała.
-Straciłaś dużo krwi, rana na brzuchu jest...
-Nie twój interes. - spiorunowałam ją wzrokiem.
Zabrałam ubrania i weszłam do łazienki obok. W mgnieniu oka doszłam do siebie, jednak nadal czułam, że jestem słaba. Nie mogłam tu zostać z jednej zasadniczej przyczyny... o której ta cała popieprzona organizacja nie mogła wiedzieć. Tak będzie lepiej. Jak zniknę.
Wyszłam z łazienki i wyszłam z pokoju kierując się do drzwi wyjściowych. Dopiero gdy dopadła mnie dziewczyna która wcześniej była gdy się obudziłam, wpadłam na Jamiego.
Nie to, że byłam na niego wściekła... mój widok gdy patrzyłam w stare, zakurzone lustro w piwnicy mnie paraliżował. Byłam cała we krwi, wyczerpana i wyssana z życia. Teraz postarałam się to nadrobić delikatnym makijażem i prysznicem.
-Jamie! Tu jesteś, ona chce teraz wyjść... - zaczęła ale nie słuchaliśmy jej.
Patrzyliśmy sobie w oczy w milczeniu. Domyślił się, że chcę zniknąć z jego życia, jednak ja nie domyśliłam się od razu, że on chce odejść.
-Zostaw nas samych. - rozkazał Jamie, a dziewczyna zrobiła co kazał. - Usiądź na chwilę...
-Nie. - zaparłam się. - Nie mogę tu zostać.
-Ja też nie. Nie mogę dłużej być w twoim życiu.
Coś we mnie się rozpadło. Jakby rzucił w resztkę mojego kruchego serca i zbił je na kawałeczki nie zdolne już do sklejenia. Jednak zachowałam poważną minę. Nawet gdybym chciała, żeby został nie posłuchał by mnie. Nie ma powodu by zostawać. Poza tym ściągnę na niego i organizację kłopoty.
-Świetnie, ja w twoim też nie. - odparłam powoli. - Wiem, że od początku chodziło ci o zabicie mojego ojca... na razie się powstrzymaj. - zaczęłam oficjalnie, jakbym mówiła w sprawie biznesowej. - Potrzebuję przechwycić każdą dostawę ojca na swoją korzyść.
-Jak to na swoją? - zdębiał na moment.
-Zemszczę się na Rush'u za to co mi robił przez ostatnie kilkanaście dni. Ojciec też zasłuży w odpowiednim momencie na karę. Nie jest już moim ojcem za to w co mnie wpakował... Zresztą nie ważne...
-Nie możesz walczyć z kimś takim jak Wesley... - zaczął.
-Jamie... ja mu nie odpuszczę tego co mi robił. Pozwól, że sama zadecyduje. Rozumiem, że chcesz zniknąć z mojego życia i nie mam prawa cię trzymać na siłę... ale pozwól mi, że ja postanowię co zrobić.
-On jest chory psychicznie, Lucy. Nie dasz sobie z nim rady, co mu zrobisz? Jesteś tylko człowiekiem...
-Właśnie. Dla was jestem człowiekiem, nikim. Ale pozwól, że udowodnię sobie i innym, że jednak to nie prawda. On jest chory, Jamie, ale ja nie mogę żyć z faktem, że w każdej chwili może po mnie przyjść.
-Jak to przyjść? Lucy...
-Nie mogę tu zostać bo wiedzą gdzie jestem. Gdziekolwiek się udam on mnie znajdzie. Jeśli nie wiesz o co mi chodzi to się możesz łatwo domyślić, jesteś w tym długo... zrobił coś... co przechodzi ludzkie pojęcie. Jestem żywym lokalizatorem, nie mogę tu być. Przyjdzie po mnie kiedy zechce, i dobrze. Ja poczekam. Wtedy zrobię z nim to samo co on ze mną.
-Lucy...
-A jakbyś chciał kiedyś mnie zobaczyć a nie będziesz wiedział gdzie jestem znajdź dobrego hakera... na pewno mnie znajdzie, jestem lokalizatorem. - uśmiechnęłam się do niego kpiąco i wyszłam.
-Pozwól mi cię chociaż odwieźć... ostatni raz... - szepnął, ale usłyszałam.
Odwróciłam się do niego na pięcie. Kiwnęłam głową. Bez słowa zeszłam do samochodu Jamie'go, gdy w nim siedziałam w milczeniu, starałam się nie rozkleić. Byłam tak słaba, że trudno mi było oddychać. Jednak musiałam szybko odzyskać siły... zemszczę się na tym skurwielu jak tylko do mnie przyjdzie. Zaczęłam dostrzegać plus, że wtedy gdy żywcem mnie rozcinali zaaplikowali we mnie to coś... ten czip...
-Przepraszam. - szepnął, gdy nawet jeszcze nie ruszyliśmy.
Spojrzałam na niego i położyłam mu dłoń na policzku. Zacisnęłam zęby.
-To wina mojego ojca. Gdyby nie on nawet by mnie tam nie było - patrzyłam mu w oczy. - Będzie mi ciebie bardzo brakować. Ojciec z czasem zasłuży na swoje, jednak po tym jak zgarnę większość broni...
-Co z nią zrobisz?
-Jeśli będziecie jej potrzebować przekażę wam część... wykorzystam ojca i poproszę by mnie nauczył tego co umie... strzelać... to wszystko co przez lata potajemnie trenował...
-Co? - wycedził.
-Nie przejdę na ich stronę. Ja wykorzystam wszystko czego dowiedziałam się o tamtej organzacji... wiem, gdzie przebywają, ilu ich jest, kto jaką ma pozycję... ile potrzebują naboi... wykorzystam wszystko i rozpracuję ich.
-Nie pakuj się w to. Zrób to dla mnie.
Spojrzałam mu w oczy.
-Nie mogę, Jamie. - szepnęłam. - Jestem na razie nikim... słabym człowiekiem...
-Nie jesteś, Lu... gdybym wtedy od razu w niego strzelił...
-Spróbuj się o to obwiniać jeszcze raz a ci przyłożę. - uśmiechnęłam się lekko. - Nie mogę cię zatrzymać tutaj na siłę... wrócisz jeśli zechcesz... jeśli nie to nie... takie życie. Na razie... muszę zrobić to co do mnie należy. Poczekam aż Wes wróci do Portland...
-Nie dasz mu rady... - przerwałam mu.
-Muszę sobie z nim poradzić. Albo zginę albo wygram. Skończę szkołę i... i zacznę się szykować do walki z nim... trzymaj się. - westchnęłam i otworzyłam drzwi samochodu.
Pociągnął mnie za rękę delikatnie, jakby bał się, że mnie może jakkolwiek zranić. Spojrzałam mu znów w oczy i im dłużej to trwało tym gorzej sobie z tym radziłam.
-Nie obwiniaj się. Nigdy o tobie nie zapomnę. - uśmiechnęłam się pocieszająco.
Nagle byliśmy ze sobą zbyt blisko. Wplótł mi palce we włosy, pogładził kciukiem po policzku a ja nie mogłam się oderwać... nie dawałam rady. Delikatnie musnął moje usta, ujrzałam na jego twarzy grymas bólu, na mojej też nie było niczego prócz rozpaczy. Skoro to nasze ostatnie spotkanie... po prostu go pocałowałam nie czekając. Od razu gdy oderwałam się od niego spuściłam wzrok i wbiegłam do domu.
Była w nim tylko matka. Czułam swąd alkoholu i mocnych perfum. Gdy zobaczyłam jak matka całkiem pijana układa różne rzeczy na swoje miejsce, nie uszło mojej uwadze, że się stoczyła z powodu ojca. Tak jak mnie opuścił wtedy tak zostawił Simona i mamę. Nie miałam jednak dla niej serca po tym co mi robiła... musiałam odejść.
-Lucy... - szepnęła i wpadła mi w ramiona. - On odszedł...
Co miałam powiedzieć? Nie było mnie tyle czasu aż matka z ułożonej pracoholiczki zrobiła się alkoholiczką i zrozpaczoną kobietą?
-Gdzie Simon? - spytałam nawet jej nie obejmując.
-Na górze...
Odepchnęłam obcą już dla mnie kobietę. Nie była moją matką, miałam inną i musiałam wiedzieć kim była i co się z nią dzieje. Ale to na końcu. Najpierw mój brat.
Siedział w pokoju zrozpaczony, wystraszony dźwiękiem tłuczonych butelek. Przegryzłam wargę zrozpaczona, zanim doszłam do siebie brat objął mnie.
-Gdzie byłaś...!?
-Już jestem, Simon... Spakuję cię i znikamy stąd...
-Co z mamą? - spytał. - Codziennie z kimś rozmawia... wszędzie są zgaszone światła...
Usłyszałam falę rosnących głosów kobiety.
Demon - pierwsze co wpadło mi do głowy.
Matka była już na krańcu wytrzymałości. Na razie musiałam ją zostawić, Simon nie mógł tu zostać ani chwili dłużej. Nie radziłam sobie po ostatnich wydarzeniach i umierałam z tęsknoty za Jamie'm od kiedy wyszłam z jego samochodu... jednak musiałam zaakceptować jego decyzję czy tego chciałam czy też nie.
Byłam rozdarta. Jednak weszłam do garażu i zaczęłam szukać zestawu broni które ojciec zawsze trzymał w tym miejscu. Znalazłam, od razu wyjęłam walizki, spakowałam swoje rzeczy i Simona, następnie zabrałam kartę kredytową matki. Nie miałam wyjścia, moja zaginęła w domu, do którego musiałam wrócić na dniach i ją odnaleźć. Teraz nie miałam wyjścia... musiałam skorzystać z karty matki. Wynajęłam pokój w hotelu wraz z bratem. Po chwili otworzyłam laptopa i zaczęłam grzebać w dokumentach ojca, był to jego sprzęt z którego korzystał niedawno. Dokumentów było wiele ale nie zajęło mi długo, by go odnaleźć. Zadzwoniłam z telefonu w recepcji do niego... Simon nie mógł zostać dłużej ze mną. Nikt nie mógł. Na początku odzyskam kontakt z tatą a następnie postraszę go, że wydam go organizacji, czyli pewnie prosto w ręce Jamie'go. Jeśli się oczywiście nie zgodzi... Ale ostatecznie powiedział, że mnie nauczy wszystkiego co potrzebne. Był sukinsynem, ale musiałam skorzystać tylko z jego pomocy. Nikt nie mógł przebywać ze mną dopóki groziło mi niebezpieczeństwo ze strony psychopaty, który chorobliwie miał na moim punkcie obsesję... musiałam go znaleźć, to była aktualnie moja obsesja. Dzięki niej zemsta powinna powieść się doskonale...
Rozterka z Jamie'm bolała. To był najgorszy ból jakiego mogłam doświadczyć. To nie to co rozcinanie brzucha na żywca, bicie... to nie to. To co jest teraz jest o wiele gorsze. Musiałam być silna i dać mu normalnie odejść, pozwolić mu zrobić to co chce zrobić. Gdy dowiedziałam się, że nie jestem pierwszą planowaną ofiarą ze strony Wesa... postanowiłam, że znajdę wszystkich których on pojmał. Wszystkiego się dowiem. Na razie przede mną długa droga. Jamie na szczęście sam powiedział, że musi mnie opuścić... inaczej również jemu groziłoby niebezpieczeństwo, takie samo jak mnie samej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz