czwartek, 8 września 2016

Od Belli

Dziś szykowałam się na akcje. Nie była to jakaś ważniejsza tak jak ostatni atak ale ta też miała znaczenie. Mieliśmy odbić dwóch naszych. Dowódca był steptycznie nastawiony do mojego udziału ale przekonałam go.
-Dobrze.. I tak szykuje się większa akcja więc nic się nie powinno stać jak wyśle dodatkowo kilku z was.
-Większa?-ożywiłam się.
-Tak ale nie jesteś na liście.
-Może da się to zmienić?-zapytałam.
-Nie możemy zyzykować aż tak utraty utalętowanych żołnierzy. Idą tylko trenerzy.
Dominic też??-ta myśl pojawiła się nagle.
Nie.. Nie chce o nim myśleć..
-Na pewno nie mogłabym..
-Nie. Nie możemy cię stracić..
-Panie Dowódco.. Jestem tu po to aby walczyć.
-Tak to oczywiste ale nie możemy ryzykować utraty ciebie czy innych utalętowanych. To jeszcze nie jest ostateczna bitwa.
Westhnęłam.
Wraz z Markiem wyszłam z gabinetu. Na korytarzu spotkałam Wiktora. Był trenerem..
-Wiktor poczekaj!-dogoniłam go.
-Tak?
-Ty idziesz na tamtą akcje prawda?
-Yhm.. Niestety.
-Wiesz kto jeszcze?
Wiedział o kogo mi chodziło.
-Jest na liście..
Mimo złości.. Nie chciałam aby mu coś się stało
-Będziesz na niego uważał?
-Myślałem że.. Ale dobrze. Rozumiem.
-Dziękuje. Na ciebie zawsze mogę liczyć.
Pomachałam mu na pożegnanie i poszłam się przejść.
Kolejna akcja na którą idę oznaczała kolejną szansę na spotkanie Adama.
Musiałam go wyciągnąć z tego.
Wybrałam się na schody w skrzydle gdzie nikogo nie było. Ta część jeszcze nie była używana.
Tu odnajdowałam zawsze spokój. Usiadłam na schodach w cieniu i oparłam się o ścianę.
Rozmyślałam o różnych sprawach.. Nie udało mi się jednak odgonić myśli o Dominicu.. Chciałam go zobaczyć, porozmawiać..
Może by wszystko było dobrze? Ale czy mogę mu od nowa zaufać?
Westchnęłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz