Stresowałam się przed wejściem jako pierwsza. Spotkanie odbywało się jak gdyby nigdy nic, zwykli biznesmeni, żeby nie wzbudzać podejrzeń u cywilów, a w Seattle ciekawość roiła się i mnożyła na ulicach z każdą chwilą. Miałam zaraz spotkać Wesleya, teoretycznie wchodził ze mną jeden z profesjonalnych ochroniarzy. Reprezentowałam ojca, co było zapowiedziane wcześniej przez email mojego tatuśka. Wszystko poszło sprawnie i jak dzieci nabrali się na to, lub też Wesley maczał w tym palce i specjalnie dał pozwolenie na córkę Collinsa bo chce właśnie mnie... a potrzebny jest mój ojciec bo zawsze bywał na tych spotkaniach jako szef towarowy, a oni myślą, że ja jestem następczynią.
Zauważyłam Wesa i zmroziło mnie. Miałam wejść jak gdyby nigdy nic a... po prostu tamto wróciło.
Śmiał się, podrywając jakąś młodą kobietę. Wyglądała bardzo poważnie, każdy z nich miał na boku broń czy dwie, a ja w rękawie trzymałam asa. Powinnam czuć się pewnie i bezpiecznie, jednak nawet nie wiedziałam kto bierze udział w zasadzce. Teoretycznie mogłam przypuszczać, że nikogo nie znam, chociaż Ash mógł mi mignąć przez krótki odstęp czasu, jednak na nikogo nie zwracałam uwagi. Moja grupa była przydzielona do konkretnych zadań i wierzyłam, a raczej byłam przekonana że nie nawalą. Nigdy mnie nie zawiedli, teraz też tego nie zrobią.
Wes nie widział mnie, więc przemknęłam do córki Dantego szybko i nie zauważona. Wiedziałam, że obserwuje mnie dowódca, jednak nie stresowałam się tym. Wiedziałam co do mnie należy i jaką odgrywałam rolę...
Podeszłam do dziewczyny i chcąc wziąć ją na stronę wtrącił się Dante. Na widok jej ojca, a dowódcy tych wszystkich łowców ogarnął mnie szok. Miał to samo znamię na szyi co ja i ta dziewczyna obok, w kształcie komety. Dante nie zauważył tego, jednak młoda dziewczyna, może starsza o parę lat zauważyła. Mroziła mnie wzrokiem, lekko zdezorientowana jak i ja.
Co jest grane, do cholery!? To żart?!
Pchnięto mnie w stronę wyjścia tylnego, wszystko poszło nie tak jednak wiedziałam, że mają plan B. I po chwili usłyszałam odgłos bitych szyb i okien, zaczęła się walka i strzelanina.
-Co to ma znaczyć, tato? - wycedziła dziewczyna.
-To jest córka...
-Twoja, a moja siostra. Ma to samo znamię co ja!
-Spokojnie Mariko...
Marika.
To z nią rozmawiała tamta dwójka, Wes i Paul gdy mnie porwali. Ona rozkazała im mnie zabić. Ona nimi kierowała.
Ogarnęła mnie wściekłość, wysunęłam z jej boku pistolet i wycelowałam w nią jednym, a w drugiej ręce miałam swoją broń i wycelowałam w jej ojca, a on we mnie niewzruszony.
-Nie jesteś moim ojcem - odezwałam się w końcu, niewzruszona.
Musiałam jak najdłużej przytrzymać tu tę dwójkę.
-Jestem. Tylko jesteś niechcianą córką. Twoja matka była aniołem, zdecydowała cię oddać a ja nawet nie kiwnąłem palcem.
Zacisnęłam zęby i powoli naciskałam spust.
-Nie strzelaj, bo cię zabiję, rozumiesz? Wes to będzie wisienka na torcie.
Strasząc mnie nim rozjuszyła mnie zupełnie. Strzeliłam w alarmowe ''zraszacze'', pistolety w tym pomieszczeniu nie działały, naboje również. Znając się na broniach mogłam śmiało podjąć decyzję o uruchomieniu alarmu pożarowego w suficie. Mokre krople zimnej wody kapały na mnie, stałam przemoczona do suchej nitki, strzeliłam ze swojego w nogę Dantego by upadł bez możliwości poruszania się. Marika krzyknęła i rzuciła się na mnie próbując strzelić, jednak z uśmiechem przypatrywałam się, jak panicznie próbuje wystrzelić pocisk w moje serce.
Broń palna - nie mogła jej użyć gdy namokła.
-Suka... - wycedziła wściekła i zaczęła mnie okładać pięściami.
Oczywiście broniłam się, unikałam jej ciosów jednak była ciężkim i doświadczonym przeciwnikiem. Padła ignorując mnie zupełnie, obok ojca i wyprowadziła go innym wyjściem. Ja oparłam się o ścianę i słyszałam jeszcze trwającą walkę. Do środka wszedł Wes, który wycelował we mnie. Strzelił, dostałam w udo. Krzyknęłam, ogarnięta bólem i paraliżem. Jednak gdy kretyn rzucił pistolet na ziemię, myśląc, że jestem bez ratunku ja chwyciłam szybko swój pistolet pod którym siedziałam. Strzeliłam w niego, w ramię. Wstałam, mimo bólu uda i całej nogi. Płakałam z bólu, a on się uśmiechał. Wykorzystując ostatnią kulę strzeliłam mu w kolano, upadł, bez możliwości powstania z powrotem. Zadowolona podniosłam się ledwo i wzięłam metalowe krzesło które stało obok. Zaczęłam go okładać do momentu gdy śmiech ustał, zamilkł zupełnie. Miał roztrzaskaną czaszkę, a ja odrzuciłam krzesło na bok.
Zemsta dała mi wiele, jednak widok zmasakrowanej głowy martwego już wroga dało mi tylko szok, nic więcej. Upadłam na mokrą podłogę... moja matka jest aniołem a ojcem Dante, przywódca tej złej organizacji? Jeszcze jestem i byłam niechcianą córką, a czy ktoś w ogóle mnie kiedykolwiek chciał? Zacisnęłam pięści i wstałam, nie mogłam tu zostać. Wyszłam prawie na salę, gdzie martwi leżeli już niektórzy, a wszyscy ludzie od Dantego. Jedynie dwóch zabrali do przesłuchania. Coś co było w naboju sprawiło, że szybko, zanim weszłam na salę, jeszcze w korytarzu straciłam przytomność. Pamiętam jedynie krew, wielki ból uda... byłam cała we krwi, moje ubranie było we krwi Rusha. Wiedziałam, że Dante zechce na mnie i na organizacji zemsty... jednak po tym jak straciłam przytomność nadal czułam wielki ból rozprzestrzeniający się po moim ciele. Jednak wygraliśmy. Moi przeżyli, widziałam ich jeszcze, może lekko rannych...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz