Czas mijał. Nie wiem ile tu już jestem. Może kilka godzin? Może dzień? Albo więcej? Nie wiem, na przemian albo jestem przytomna albo nie. Moje ciało było wycieńczone. Srebrne łańcuchy którymi byłam związana powodowały wiele oparzeń które się nie goiły a bardzo bolały. Miałam kilka nacięć na skórze które także były spowodowane srebrnymi ostrzami i się nie goiły. Mój organizm przestawał sobie radzić z taką dużą dawką srebra która dla wilkołaków była trucizną. Nawet zwykła rozcięta warga nie chciała się goić i cały czas miałam w ustach metaliczny posmak krwi.
Mimo tego wszystkiego nic im nie powiedziałam.
Adama straciłam. Czułam to. Nie wiem co oni mu zrobili ale według mnie jakimś sposobem zniszczyli go. Straciłam nadzieję że go odzyskam. To bolało najbardziej. Stał przede mną, patrzył się na mnie. Rozmawiał ze mną. Ta sama twarz, ta sama postawa, te same włosy.. ale inne oczy. Kiedyś pełne życia oczy w których można było odpłynąć teraz były.. po prostu puste.
-A więc nic nam nie powiesz?-zapytał (nie) Adam.
-Nic..-wyszeptałam przez spuchnięte od uderzeń wargi.
-Trzeba dać jej więcej motywacji aby zmieniła zdanie-(nie) Adam kiwnął głową do innego łowcy a sam wyszedł.
-No to zostaliśmy sami..-wysyczał ten drugi łowca i z całej siły zadał mi pierwszy cios.
Pomyślałam o Dominicu. Wspomnienia i myśli o nim sprawiają że nie czuję aż tak tego całego bólu.
Wspominałam nasze pierwsze spotkanie.
Byłam wtedy taka samotna i zagubiona. Pomógł mi.
Kiedy pierwszy raz się przemieniłam..
Pomógł mi. Wytłumaczył wszytko.
Kiedy byłam w szpitalu..
Czuwał przy mnie.
Kiedy był pogrzeb moim rodziców.
Pojechał ze mną.. Wspierał mnie.
Kiedy postanowiłam pojechać do organizacji aby odzyskać dar i walczyć przeciwko łowcą..
Nie zostawił mnie ale pojechał ze mną.
Tęskniłam. Chciałam mu powiedzieć wszystko.. Że to co było i o ile coś był oprócz tego pocałunku z tą dziewczyną.. że to nie ważne.
Chciałam się przytulic do niego i znowu poczuć bezpieczna.
Jednak jeśli on wrócił z akcji z pewnością dowiedział się o niepowodzeniu mojej grupy. Mark został podrzucony do bazy w takim stanie aby tylko powiedział o tym ze wszyscy nie żyją i że sienie udało. Potem miał umrzeć z powodu odniesionych ran.
Nie dotrzymałam obietnicy danej Dominicowi. Nie wróciłam..
Otworzyłam oczy i spojrzałam na łowce który mnie katował.
-Nie wygracie..-wyszeptałam a on musiał usłyszeć bo zaczął się śmiać po czym wbił mi nóż w udo. Przemyślał ten ruch bo ostrze nie było ze srebra. Kiedy wyciągnął je z rany zaczęła płynąc krew.
Moje ciało na tyle jeszcze walczyło że z pewnością spowolni w jakimś stopniu wylew krwi jednak rana się nie zagoi, będzie krwawiła jednak na tyle abym przeżyła jeszcze tyle czasu na ile mi pozwolą.
-Jesteście.. słabi... przegrywacie.. wiecie.. o tym.. -wyszeptałam po czym odpłynęłam..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz