środa, 7 września 2016

Od Lucy


  Stała przede mną kobieta, ciemna blondynka. Była piękna, wysoka i biło od niej jasne światło, jakby zamiast jasnego tunelu pojawiła się ona. 
-Gdzie jestem? Umarłam? - spytałam lekko przerażona.
-Nie. Jesteś pomiędzy. Straciłaś dużo krwi, Lucy... Przyszedł czas, by zainterweniować...
-Co? - wycedziłam zaszokowana. - Kim jesteś?!
-Twoją matką, Lu... - westchnęła smutno. 
  Zmroziło mnie, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
-Jednakże zjawiam się tylko wtedy gdy naprawdę muszę... a nie możesz wiedzieć o mnie ani o tym świecie wiele...
-Mamo... - wyjąkałam.  - Nie usuniesz mi pamięci, nie możesz...
-Tylko ja mogę to zrobić ale w ważnych przypadkach i wyjątkowych, a to jest właśnie ta chwila. 
-Porzuciłaś mnie... 
-Musiałam. Byłam aniołem, gdy zjawiłaś się ty, jako dziecko z nieślubnego związku... musiałam cię oddać i odkupić winy...
-Nie wierzę w to. - pokręciłam głową zła. - Kłamiesz.
-Przykro mi, że mi nie wierzysz... jednak nie będziesz wiele pamiętać z tej rozmowy... usunę ci wspomnienie o mnie, agencjach... twoi znajomi również o niej zapomną. Finnick, Harry, Dennis, Christoph, Bronx i Fill. 
-Nie rób tego... 
-Przez swoją złość i chęć zemsty zabiłaś młodego chłopaka i zraniłaś ojca...
-Nigdy nie będzie moim ojcem! - krzyknęłam w rozsypce.
-Będziesz wiedziała o jego istnieniu. Z nim już rozmawiałam, nie mogę usunąć mało istotnych dla mnie rzeczy, tylko najważniejsze i te które nam zagrażają. Przepraszam córko, jednak muszę to zrobić.
-Kiedyś cię zobaczę? - spytałam ze łzami w oczach. - Kiedykolwiek? 
  Tylko się uśmiechnęła słabo, co mnie kompletnie załamało. 
  Świetnie, jestem niechcianym dzieckiem od początku do końca...
-Kiedy się wybudzę? Po usunięciu pamięci?
-Nie wiem. - pokręciła głową zmartwiona. - Może za parę dni...
-Ile tam leżę? Tam gdzie jestem teraz?
-W szpitalu leżysz już trzeci dzień. Zrobię co w mojej mocy by jakoś pchnąć cię do wybudzenia. Jednak pamięć stracisz o mnie jak i o agencjach bo gdy będziesz miała styczność z prawdziwym ojcem dowiesz się ponownie prawdy zapadając w kilkuletnią śpiączkę. 
-Skąd to wiesz? 
-Jestem aniołem. Twoją matką. Wiem takie rzeczy. 
-Szkoda, że nie będzie cię na Ziemi. - mruknęłam zasmucona.
-Będzie wujostwo.
-Wujostwo? - powtórzyłam nie rozumiejąc.
-Ci, których uważałaś za rodziców to twoje wujostwo, moja siostra i jej mąż z synkiem Simonem. Musieli się tobą zająć po moim odejściu. 
-Wszyscy o tym wiedzieli? - spytałam zrezygnowana. - Tylko nie ja? 
-Zgadza się. 
-Simon...?
-Kiedyś się dowiedział...
-Ale usunęłaś mu pamięć. - dokończyłam.
  Kiwnęła głową.
-Jesteś bardzo mądra, jednak nie możesz żyć w tym świecie... wiem, że biologiczny ojciec nie dopuści do spotkania twojego z Mariką byś nie odzyskała znów części pamięci. 
-Zapomnę też o niej?
-Tego nie wiem. Zależy jak bardzo to cię dotknęło, wieść o siostrze przyrodniej.
-Chcę się obudzić. - zamknęłam oczy zrozpaczona. - Zrób co musisz... proszę...
-Możesz się obudzić w różnym miejscu, różnym stanie i tak by nikt nic nie podejrzewał. To musisz wiedzieć... i nie martw się... - pogładziła mnie po policzku i... 
   Ciemność...

  Nie wiem co się stało i jak straciłam przytomność. Jednak nie obudziłam się. Nie słyszałam wokół siebie głosów, nikogo nie widziałam, tylko ciemność. Miałam wrażenie, że byłam związana w koszmarze, jakimś złym śnie w którym jest tak przerażająco zimno, że atmosfera tworzy upiorny klimat. Drżałam, z niewiadomego powodu... miałam dziurę w głowie... 
-... wypadek samochodowy z pijanym Finnickiem Odairem i Fillem Clearsonem. Poważne uszkodzenie głowy... być może utracić pamięć panowie, więc chciałbym aby śledztwo przeprowadzono nieco później po przebudzeniu pacjentki - najpewniej usłyszałam lekarza. - Nie wiem czy ma kogoś bliskiego...
-Panie doktorze, jakaś kobieta z małym chłopcem domagają się widzieć z dziewczyną. Twierdzi, że jest matką poszkodowanej.
  Usłyszałam nerwowe stukanie wysokich obcasów mamy. Zirytowana mamrotała coś pod nosem na recepcjonistkę.
-Owszem, jestem matką! I według kodeksu prawneg....
-Proszę usiąść. - zaczął spokojnie lekarz. - Córka jest w stanie krytycznym... podobno samochód dachował, kierowcą był Finnick Odair, jej kolega ze szkoły. Byli pijani, jednak dziewczyna była trzeźwa. Chłopcy mieli więcej szczęścia, jakimś cudem...
-CO Z MOJĄ CÓRKĄ? - wycedziła mama.
-Nie wiemy kiedy się obudzi...
-Zabiję tego gówniarza. - warknęła. - Gdzie ten Finnick?!
-Prosze się uspokoić... wyszedł ze szpitala z badań kilka godzin temu. Dziewczyna utraciła dużo krwi, ma złamaną rękę, dwie rany otwarte i gdy tu dotarła była przygnieciona...
-Proszę skończyć... - wycedziła. - Mogę tu zostać?
-Jednak nie za długo... prosiłbym o przemieszczeniu się w ciągu dziesięciu minut na korytarz. - usłyszałam kroki oddalające się dość szybko i trzask drzwi.
  Poczułam, bardzo niewyraźnie jak mama łapie mnie za lodowate dłonie i lekko je ściska.
-Jesteś blada, cała sina... dlaczego z nimi jechałaś...? Kochanie... - szepnęła i zaczęła płakać, wtedy się kompletnie odłączyłam od rzeczywistości.
  Na razie byłam w szoku, a co dopiero gdy się obudzę...?
  Pamiętałam wszystko oprócz wypadku... co było przed i jak znalazłam się w samochodzie z nimi? Z tą dwójką, skoro nigdy z nimi nie jeździłam...? Czemu się nie mogę obudzić...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz