środa, 14 września 2016

Od Dominica

Zaginęła.
Żadnych sygnałów.
Prawdopodobnie nie żyje.
Relacje z ostatnich godzin mnie po prostu przygniotły. Gratulacje z powodu przejęcia archiwum i powodzenia akcji były niczym w porównaniu z wiadomością, że Bella nie wróciła.
Nie wróciła z akcji.
Gdy powiedziała mi to chyba najbardziej znienawidzona osoba jaką znam w tym ośrodku - nie kto inny jak Gnashow - uznałem, że to jakiś kiepski żart mający wyprowadzić mnie z równowagi. Jednak gdy usłyszałem pewność w jego głosie i przesadny żal, a potem zobaczyłem ten dziwny uśmieszek, który miałem ochotę od razu zmyć mu z tej parszywej gęby, doszło do mnie, że to może być prawda. Stałem tak wpatrując się w niego z niewyobrażalnym bólem w oczach, sprawiając, że uśmiechnął się jeszcze szerzej, jak jakiś popieprzony psychol. Poczułem dobrze znane rozchodzące mi się po kręgosłupie i kościach dreszcze. Jednak nie mogłem się tu przemienić, więc postanowiłem inaczej dać ujścia swojej energii.
Przywaliłem mu w sam środek tej fałszywej mordy. Zaskoczony złapał się za krwawiący nos, ale nie zwlekał długo z ciosem. Uderzył - tyle że chybił. I jestem pewny, że gdyby mnie wtedy inni nie powstrzymali to przyłożyłbym mu jeszcze mocniej - i na pewno bym trafił.
Odszedł wygrażając się głośno. Noah pokręcił głową.
- Oj chłopie. On tylko czekał żeby cie sprowokować.
- No to się doczekał - mruknąłem.
- Możesz mieć problemy - zauważył Patrick.
- Załatwię to - wtrącił szybko Noah - Jakby co potwierdzicie, że to Gnashow go sprowokował?
- No pewnie - przytaknął Patrick, a pozostali przytaknęli.
- A o co w ogóle poszło?
- O Bellę.. - mruknąłem.
Zapadła cisza. Victor popatrzył na mnie tak, jakby doskonale wiedział co czuje.
- Nie podziękowałem ci jeszcze za to, że mnie uratowałeś - mruknął niespodziewanie.
- Nie ma o czym gadać - odparłem - Tylko cię odciągnąłem na bok, żeby cię nie podziurawili bardziej.
Przeszedł szmer rozbawienia. Victor uśmiechnął słabo.
- Wracam do pokoju - mruknąłem po chwili.
Namawiali mnie żebym został i żebyśmy poszli 'zatopić smutki' - choć alkohole poza uroczystościami były tu zabronione - ja wolałem jednak topić je sam.
Gdy dwie godziny później Noah wszedł do mojego pokoju załamał ręce.
- To ci nie rozwiążę problemów - pokazał na puste flaszki.
- Nie pieprz, tylko napij się - odparłem opierając się na łóżku plecami o ścianę.
- Dominic, ona żyje. Nie znaleziono jej ciała...
- Kogo ty oszukujesz? - parsknąłem udawanym śmiechem, mimo że do śmiechu wcale mi nie było. Czułem jakby zawaliło mi się całe życie, choć tak naprawdę jeszcze do mnie to nie dokońca dotarło.
- Takie są fakty - mruknął - Gnashow poskarżył się...
- Tchórz - przerwałem mu rozbawiony.
Noah spiorunował mnie spojrzeniem.
- ... poskarżył się, ale na szczęście przekonałem dowódców, że celowo cię sprowokował.
- Och to cudownie. Jak mam ci dziękować mój wybawicielu?
Noah westchnął ciężko i usiadł obok mnie.
- Odnajdziemy ją. Może nie będzie cała... Ale żywa.
Chciałbym żeby tak się stało.
Ale dobrze znałem życie i wiedziałem, że nic z tego nie będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz