niedziela, 4 września 2016

Od Dominica

Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Trening przeprowadziłem normalnie, choć moi podopieczni zauważyli, że coś jest nie tak.
- Wszystko w porządku? - podeszła do mnie Elise, gdy reszta ćwiczyła na torze z przeszkodami.
Zmierzyłem ją wzrokiem.
- Czemu nie ćwiczysz? - burknąłem.
Po ostatniej akcji źle mi się kojarzyła. To przez nią prawie straciłem Bellę. Zbita z tropu przez moje spojrzenie przez dłuższą chwilę nie odpowiadała.
- Przez widzę, że coś się stało - mruknęła niepewnie.
- To nie twoja sprawa - odparłem.
- To przez tą dziewczynę prawda? - drążyła dalej.
- Powiedziałem już, że to nie twoja sprawa - opowiedziałem rozdrażniony.
Pozostali zaczęli już na nas dziwnie patrzyć. Wiedziałem, że zaraz posypią się pytania 'Czemu ona nie ćwiczy?', więc czym prędzej postanowiłem temu zapobiec.
- Wracaj na tor - mruknąłem.
- To przez ten pocałunek prawda? - spytała nadal stojąc w miejscu.
Popatrzyłem na nią z kamienną miną. Inni zaczęli się przysłuchiwać.
- Powiedziałem, wracaj do ćwiczeń - powtórzyłem stanowczo.
Posłała mi długie spojrzenie, po czym odwróciła się i posłusznie wróciła na tor.
Po treningu miałem odebrać nowych. Wraz z Noahem, Gregiem, Patrickiem, Victorem i resztą załogi której bliżej nie znałem stałem w punkcie przejścia.
- Nie masz jakiś informacji na temat akcji? - mruknąłem do Noaha.
Pokręcił smutno głową.
- Usłyszałem jak Gnash mówił, że Mark poinformował go, że już dojechali. To było jakąś godzine temu.
Pokiwałem głową.
- Nie martw się. To silna dziewczyna. Da radę - mruknął z boku Victor.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Chyba już wszyscy zaczęli być wtajemniczani w moje pokręcone 'uczucia'.
Miałem nadzieję że Gnashow też. Zamierzałem się z nim rozmówić w najbliższej przyszłości.
Nagle coś do mnie dotarło.
- Noah, ale jak to Mark go poinformował? To on nie jest z nimi?
Noah parsknął śmiechem.
- Ten dupek nigdy nie ryzykuje. A jeśli już musi to odstawia pokazówki i to ze słabymi przeciwnikami.
- Wysłał ich tam samych? - spytałem z niedowierzaniem.
- Nie martw się. Mark jest naprawdę doświadczony. Nie pozwoli żeby komuś stała się krzywda - wtrącił Patrick przysłuchując się rozmowie - Choć sam wiesz... To jednak akcja. Ryzyko zawsze jest.
Rozmowę przerwało nam wejście Very, która prowadziła za sobą grupę nowych. Vera.. Przypomniał mi się Flynn i cała reszta. Uśmiechnąłem się lekko, choć ten uśmiech szybko zgasł. Od jakiegoś czasu prześladowała mnie myśl, że mogę ich już nigdy więcej nie zobaczyć.
- Dominic, może dokonasz prezentacji? - wyrwała mnie z zamyślenia Vera, błyskając zębami.
Wystąpiłem przed nich. Popatrzyłem każdemu po kolei w oczy. Różne zapachy, różne rasy. Wampiry, wilkołaki, anioły, a nawet ludzie. Ale jedno ich łączyło. Wszyscy byli przestraszeni.
Zastanawiałem się czy ja też tak wyglądałem. Chyba nie..
- Witamy w ośrodku - zacząłem.

Z grubsza wytłumaczyłem im wszystko, przedstawiłem załogę, a potem przejęli ich Vera, Patrick i Noah oprowadzając po wszystkim i przydzielając pokoje.
Gdy miałem ruszyć do siebie, podbiegł do mnie mój zadyszany 'asystent'. Joe był młody, ciekawski i aż zanadto uczynny.
- Przełożony kazał mi przekazać, że właśnie przyjechali - powiedział szybko - A Julia jest w szpitalu.
- W  szpitalu? - zamarłem - Chodźmy tam jak najszybciej - rozkazałem i ruszyłem prędko w stronę sali leczniczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz