W momencie gdy miałem wstać i zacząć jej szukać weszła do pokoju.
Gdy mnie zauważyła, uśmiechnęła się lekko.
- Gdzie byłaś? - podźwignąłem się na łokciu - Jeszcze nawet nie doszłaś do siebie.
- Nie zapominaj, że wciąż jestem wilkołakiem. Moje rany goją się nieco szybciej - założyła ręce na klatce piersiowej w buntowniczym geście.
Roześmiałem się i podniosłem się z usta. Stanąłem naprzeciwko niej.
- Mimo to nie chce żebyś dalej ryzykowała.. - wyszeptałem.
- A co? Zamkniesz mnie tutaj? - uśmiechnęła się złośliwie.
Szybko, acz delikatnie żeby nie urazić ran popchnąłem ją na ścianę i zablokowałem obie ręce przy głowie.
- Żebyś wiedziała - odparłem i tym razem to ja uśmiechnąłem się złośliwie.
Zmrużyła oczy.
- Czy to czasem nie podchodzi pod molestowanie?
- Hm.. - udałem, że się zastanawiam - Z całą pewnością nie - dokończyłem zdecydowanie i pocałowałem ją w szyję.

- Muszę iść zaraz na trening - zaprotestowała.
- Nigdzie nie musisz iść - odparłem i pocałowałem ją w usta - Zwłaszcza że wróciłaś z akcji i jesteś poszkodowana.
- Ty też masz za niedługo grupę - wymamrotała.
- Nie są dziećmi, poradzą sobie - mruknąłem.
- Tobie może nic się nie stanie jeśli się nie pojawisz. Ale mi? Zamkną mnie w piwnicach za to zobaczysz.
- Tam też cię znajdę - odparłem rozbawiony i pocałowałem ją mocniej.
Parsknęła śmiechem.
- Wiesz że nie możemy tak. Jeśli ktoś zobaczy.. - zaczęła coraz słabiej protestować.
Złapałem ją za uda i podciągnąłem wyżej na ścianę.
- Kto ma niby zobaczyć? - wymruczałem sunąć ustami coraz niżej.
W odpowiedzi tylko jęknęła. Gdy wsunąłem jej ręce pod bluzkę od strony pleców, nagle rozległo się pukanie.
Odsunęła się ode mnie gwałtownie.
- Mówiłam? - syknęła - Schowaj się gdzieś - powiedziała przestraszona.
Rozbawiony zerknąłem na szafę.
- Jak kochanek przyłapany przez męża.. - mruknąłem.
Bella parsknęła śmiechem ale zmierzyła mnie surowym spojrzeniem.
- Już idę! - krzyknęła do drzwi i ponagliła mnie wzrokiem.
Zamknąłem się w szafie usiłując nie wybuchnąć śmiechem, choć tak naprawdę jeśli to był np. dowódca sytuacja mogła być poważna.
- Gnashow? - spytała zaskoczona Bella.
Po moim dobrym humorze zniknął ślad.
- Tak, wiem, że się przez chwilą widzieliśmy, ale.. Przechodziłem obok i usłyszałem jakieś głosy.
- Tak? - spytała obojętnie Bells.
- No i wiem, że widzieliśmy się wcześniej, ale pomyślałem jednak, że może zmieniłaś zdanie co do dzisiejszego wieczora.
'Widzieliśmy się wcześniej'? Dzisiejszego wieczora? Że co do cholery?
- Gnashow bardzo mi miło, ale nie dzisiaj... Naprawdę jestem zmęczona po tej akcji.
- Hm.. No cóż. Więc może jutro? - usłyszałem jakiś dziwny cień w jego głosie.
- Powiedzmy że wstępnie się zgadzam - odparła cicho.
Zgadzam?!
- To doskonale - odparł zadowolony.
Zapadła cisza.
- Może jednak wpuścisz mnie teraz na chwilę? - zapytał w końcu.
- Ehm... Nie chce być niemiła, ale jestem naprawdę zmęczona...
- I co, rozmawiałaś sama ze sobą? - spytał ironicznie.
- No tak. Czasem tak mam... - zadrżał jej głos.
Wybuchnął sztucznym śmiechem.
- No jeśli tak to w porządku Julio. Ale jutro już nie odpuszczę - powiedział żartobliwym tonem, ale podejrzewałem, że to 'nie odpuszczę' miało jakieś drugie dno.
- No dobrze.. Więc do zobaczenia Gnashow - zakończyła.
Gdy wyszedł przez dłuższą chwilę panowała cisza. Gdy opuściłem swoją 'kryjówkę' Bella rzuciła mi się w ramiona, jednak nie odwzajemniłem uścisku.
- Nareszcie poszedł - wymamrotała szukając moich ust.
Ja jednak bezceremonialnie odsunąłem się. Popatrzyła na mnie zdezorientowana.
- Muszę iść na trening - powiedziałem pustym głosem.
- Dominic co się stało? - szepnęła - Chyba nie myślisz, że..
- Muszę iść - uciąłem i zanim zdążyła powiedzieć coś więcej wyszedłem z jej pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz