poniedziałek, 5 września 2016

Od Lucy


Gdy pewnie przekroczyłam próg szkoły czułam na sobie spojrzenia innych uczniów z parkingu i nie tylko. Brooks przyczepił się, że mnie nie było, jednak zamurowało go, gdy oddałam na czas wywiad który miałam zrobić z Jamie'm, a podjęłam samodzielną pracę. Jamie również zjawił się na lekcji, co mnie zdziwiło. Jednak udawałam tak jak na początku, że go nie znam. Nawet na niego nie patrzyłam. To takie odejście? Świetnie.
  Dopiero po kilku dniach miałam okazję poznać się na Christophie, Finnickowi i jego ekipie. Cała czwórka pozostałych okazała się istotami nadnaturalnymi, o ich istnieniu powiedział mi mój ojciec, jednak od kiedy o tym wiem czuję, że wszędzie może mnie coś zabić...
  Finnick jest wilkołakiem, Dennis jako druga i ostatnia dziewczyna z naszej, jest pół aniołem, Chris okazał się być łowcą, co nie bardzo mnie pocieszyło. Jednak ufałam mu i wiedziałam, że nie skrzywdzi mnie i mogę na niego liczyć... Pozostałych trzech chłopaków (Harry, Bronx i Fill)... Harry był wilkołakiem, Bronx łowcą, wyborowym strzelcem, jakbym to nazwała, a Fill był wampirem. Byli jedynymi jak sądziłam, istotami w szkole a nawet w Portland. Ja jako człowiek z całej naszej ekipy stanowiłam hakera. Byłam w tym świetna, zanim włamię się do systemu organizacji Dantego zajmie mi to sporo czasu, jednak da nam to wiele do rzeczenia. Tym zajmę się dopiero gdy odbijemy sześć pojmanych istot.
  Gdy usiadłam w ławce wraz z moją 'ekipą' wyłączyłam się. Wszyscy na nas patrzyli, może dlatego, że nikt nigdy nie widział nas w takim zestawieniu. Dennis była nieatrakcyjną brunetką, ja byłam kujonem, na dodatek świetnym hakerem systemowym i nie tylko, Finnick był napakowanym ciemnoskórym Indianinem, Chris zawsze chodził swoimi drogami, wszyscy go uwielbiali, a teraz ograniczyliśmy się wszyscy do nas. Gdy przedstawiłam im jaka jest powaga sytuacji lekko się przestraszyli. Oczywiście, Finnick niedawno odkrył swoje wilcze geny, Chris wynalazł broń palną, z którą próbował ruszyć od roku... nie mówił mi nic o sobie bo by mnie wystraszył ale w obecnej sytuacji po prostu nie mógł dłużej tego ukrywać.
  Każdy w grupie miał swoje zadania, po szkole spotykaliśmy się w podziemiach biurowca mojego ojca, który wybudował dla nas salę treningową... jednak poleciał za bardzo z profesjonalizmem, nie wszyscy sobie z tym radzili. Osobiście, ja byłam tylko mózgiem grupy i ojciec uczył mnie strzelać, znałam się na nabojach i broniach, pojęłam wszystko w zaskakującym tempie. Nauka walki z przeciwnikiem szła równie ciężko, mój ojciec nie przebierał w środkach. Szkolił mnie brutalnie i nie mógł odpuścić mi treningów. Dawał z siebie wszystko bym była na tyle silna, że dam radę na akcjach ratunkowych.
-Lucy? Słuchasz mnie w ogóle?! - usłyszałam gdzieś w tle głos Finnicka.
  Omawiali szczegółowo plan ratunkowy jednej dziewczyny ze Seattle, której pilnowała trzyosobowa grupa z organizacji Dantego. Oczywiście ojciec nie zauważył, że korzystam z jego laptopa i wszystkie dokumenty o jego organizacji przegrałam na swój sprzęt. Łatwiej było mi opracować plan działania, choć niektórzy się bali miałam obawy, że akcja się nie powiedzie.
  Dopiero po chwili zauważyłam, że gapi się na mnie Jamie siedzący w ławce z Roksaną. Zamurowało mnie i dosłownie się wściekłam, nawet nie wiem dlaczego. Może z poczucia, że byłam wykorzystywana przez niego jakiś czas? To oczywiste, chodziło mu o morderstwo mojego ojca. Zmrużyłam oczy i zabijałam go wzrokiem, dopiero Chris lekko szturchnął mnie w ramię. Spojrzałam na niego i na całą ekipę.
-Co? - wymamrotałam.
-Musimy załatwić sprawę z towarem i... - zaczął Finnick.
-Tak,tak... ruszamy. - ponagliłam ich i zeskoczyłam ze stolika.
  Czułam na sobie wzrok Jamie'go, jednak tylko na niego przelotnie zerknęłam. Gdy wyszliśmy na pusty korytarz grupa zatrzymała się a ja zaskoczona zwróciłam się do nich na pięcie.
-Coś nie tak?
-Musimy wybrać... no wiesz, przywódcę... - zaczęła nieśmiało Dennis.
-No to wybierajcie. - westchnęłam znudzona.
  Można to zrobić potem...
-To Lucy nas tworzy, ona jest mózgiem wszystkiego, raczej bez niej byśmy nawet nie wiedzieli o tym kim jesteśmy... - zaczął Harry.
  Wszyscy nagle jednogłośnie stwierdzili, a raczej, mianowali mnie dowódcą naszej małej grupki.
-Pamiętajcie jednak, że musimy być w ukryciu. Ani jedna ani druga organizacja nie może o nas wiedzieć, postawią nam wybór. W razie konieczności podjęcia decyzji w natychmiastowym tempie będę zmuszona podjąć ją od razu. Nie spytam was wszystkich o zdanie jeśli nie będzie na to czasu.
-Oczywiście - kiwnęli wszyscy.
-Ruszamy. Mamy mało czasu.
-Lu? - usłyszałam szept Jamiego.
  Jakby bał się, że ktokolwiek może nas nakryć, jakby to miało większe znaczenie.
-Nie mam czasu Jamie. - odparłam i zwróciłam się do swojej grupy. - Idźcie do samochodu. Czekajcie na mnie, mamy dwadzieścia minut na dojechanie.
  Wyszli, a ja podeszłam do Jamiego.
-Nie mogę teraz rozmawiać.
-To pewnie jeden jedyny moment na rozmowę... Ta Roksana to...
-Jeśli zatrzymałeś mnie tylko po to, by wyjaśnić jej sprawę to nawet nie wracaj z tym tematem.
-Rozumiem, że jesteś na mnie zła...
-Nie jestem. - przerwałam. - Dawna Lucy zniknęła, Jamie. Muszę lecieć, przykro mi. Powodzenia z Roksaną - odwróciłam się i pobiegłam.
  Pchnęłam drzwi czując na sobie nadal wzrok Jamie'go. Zanim drzwi główne się zamknęły usłyszałam jak najprawdopodobniej Jamie uderza o szafkę pięścią. Przegryzłam wargę i wsiadłam do samochodu.
-Ruszamy - nakazałam. - Musimy dojechać na czas na zbocze autostrady, na granicy ze Seattle zmienia się transporter, trzeba go zatrzymać. Podjedziesz jak najbliżej będziesz mógł Bronx, Fill wtedy będziesz mógł wykazać się wampirzymi umiejętnościami i wskoczysz na dach tira... będziesz musiał bezszelestnie i nie zauważony wsiąść od strony pasażera do kierowcy a następnie zająć miejsce kierowcy. Szybko działaj, musisz zabić kierowcę, rozumiesz?
-Jeśli to będzie twój ojciec? - spytał pewnie.
-Nie ważne. Masz wykonać zadanie. - odparłam.
-Jasne szefie. - uśmiechnął się pod nosem gdy to wypowiedział. - Dziewczyna jest moim dowódcą, do czego to doszło... - zaśmiał się.
-Żebyś się nie zdziwił, że dzięki mnie akcja się powiedzie Fill. - mrugnęłam do niego.
-Co potem? - spytała jak zwykle zaspana Dennis.
-Gdy tylko martwe ciało kierowcy opadnie bezwładnie na krzesło zjedziesz z autostrady na bok. Szybko załadujemy towar do vana a następnie znajdę w dokumentach ojca gdzie jest zmiana kierowców. To będzie następny skok. Na razie trzymajmy się początkowego planu.
  Gdy podjechaliśmy najbliżej jak to możliwe, Fill wyskoczył z samochodu i trafił na dach tirowca. Ja obserwowałam kamerki które były w bazie głównej organizacji Dantego, łatwo mogłam podpatrzeć każdego kierowcę. Musieli mieć zainstalowane kamerki, jednak to nie stanowiło nam zagrożenia. Zanim Fill wkradł się do środka ja zakłóciłam kontakt ze wszystkimi kamerami, mieliśmy chwilę zanim zauważą, że mają zakłócenia. Gdy zobaczyłam jak tir zjeżdża na zjazd autostrady wiedziałam, że wszystko poszło zgodnie z planem. Gdy byliśmy daleko od jakichkolwiek istnień poza nami na jakimś polu wyskoczyliśmy z vana a chłopaki złapali się za przenoszenie pełnych pudeł broni i nabojów. Liczyłam ile ich jest i ile być powinno, analizowałam towar gdy docierał na tył drugiego vana którym z kolei dojechał Harry.
-Ciebie nie mieliśmy w planach. - zauważyłam z uśmiechem.
-Przepraszam szefie, ale pomyślałem, że potrzebujemy jeszcze jednego vana.
-Doskonale. - mrugnęłam do niego. - Nikt cię nie widział? Nikt kto mógł wyglądać podejrzanie? Pamiętasz, że musisz zachować się normalnie. Nie rozglądać się, chować broń...
-Jasne, nie jestem dzieckiem.
-Ale jesteś najmłodszy. - parsknęłam.
-Młodszy od ciebie. - mruknął pod nosem a ja pociągnęłam mu z łokcia w prawy bok.
  Parsknął śmiechem i szybko zaczął pakować resztki towaru.
-Co z ciałem? - spytałam nagle.
-Skręciłem mu kark, niczego się nie spodziewał.
-Przebiegnij się z nim do tamtego lasu - wskazałam w gęstwinę niedaleko nas. - i wyrzuć go z klifu.
-Robi się.
-Szybciej, Fill! - zerknęłam na laptop gdzie kontrolowałam sytuację kamer.
  Śnieżyło.
  Na razie było świetnie.
  Gdy towar był załadowany do obu vanów czekaliśmy jeszcze na Filla, który szybko pojawił się w aucie Harrego. Odjechaliśmy.
  Zachowaliśmy równy odstęp by nikt nas jakoś nie podejrzewał. Kolory vanów różniły się od siebie jednak wszystko szło jak powinno.
  Dopiero wieczorem podjęłam decyzję o zamordowaniu mojego ojca, który aktualnie stanowił dla nas zagrożenie. Jednak nie byłam w stanie zrobić nic innego jak usunąć mu pamięć. Dennis usunęła mu pamięć, całkowicie usunęła mu wiadomości o organizacji. Odwiozłam go nieprzytomnego pod dom, Chris położył go pod drzwiami, zapukał a gdy zniknął z zasięgu widoku matki... ona jakby odżyła. Spanikowana klepała ojca pobudzająco po policzkach a my odjechaliśmy.
  Wiedziałam, że nie byłam ich córką. Jednak na rodzinne tajemnice przyjdzie czas. Musiałam zająć biurowca ojca, nad którym nadal sprawował kontrolę. Jednak nikt nie wiedział o podziemnej sali treningowej. Chłopaki ładowali towar a ja zajęłam się strzelaniem. Zjawiła się Dennis, która zaczęła mnie pouczać.
-Jeśli mogę... - zaczęła. - mogę... pomóc... to rozluźnij ramiona. Da ci to dużo. I spokojnie wyceluj.
  Zrobiłam to co radziła, z zaskakującym efektem.
  Zwykle strzelałam zestresowana, nigdy do nikogo nie strzelałam i nie wyobrażam sobie bym to musiała robić. Dlatego zajęłam się hakowaniem bo to nam się przyda. Cała moja ekipa jest od tego, ja nie umiałam znieść trzymania tego gówna w rękach... po traumie z dzieciństwa, której nie umiałam zwalczyć...
  Przyszedł Bronx, napakowany, wielki, wytatuowany dwudziestoletni facet który był bratem Finnicka. Starszym bratem. Był specem od walki, więc zaproponował mi trening. Widział nie raz jak ojciec mnie ostro tyra i obija, nie odpuszczał. Wiedział jak ma mnie trenować.
-Będę uważał, żeby nie złapać jakiejś kończyny ale poza tym to masz się wziąć w garść. - uśmiechnął się.
-Rób co musisz brodaczu. - kiwnęłam mu i zaczęliśmy trening.
  Parę razy dostałam w żebra, nogi, głowę. Gdy się nie broniłam. Jednak po chwili odzyskałam siłę i chęć do walki i unikałam jego ciosów. Krzyczał i kazał mi się wziąć w garść, co dawało jakieś pchnięcie do treningu. Przed nami jeszcze sporo pracy ale i ukrywania się przed organizacjami i co najważniejsze - uratowanie pojmanych osób. Musiałam również zemścić się na Wesley'u, którego się bałam ale musiałam nauczyć się przed nim bronić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz