niedziela, 4 września 2016

Od Jamiego

- Aim, co z tobą? - usłyszałem gdzieś z boku.
Wyrwany z zamyślenia spojrzałem na Jasona. Podał mi piwo.
- Napij się - doradził.
- Nie chce - mruknąłem - Chociaż... Wiesz co daj.
Jass parsknął śmiechem. 
- Patrz jaki masz wybór - szepnął - Ta blondynka na ciebie zerka. O i następna. Weź stary nie zamulaj tak... Najważniejsze, że nic jej nie grozi tak?
- Nie byłbym taki pewny - odparłem zrezygnowany.
Wpatrywałem się w te wszystkie wpatrzone we mnie twarze i w każdej szukałem czegoś podobnego do Lu. Wszystkie takie puste. Wytapetowane. Wychwyciłem wzrokiem jedną rudą.. Wyglądała tak jakby nie bardzo wiedziała co tu robi. Od razu przypomniała mi Collins.  Pomysł z imprezą i 'oblaniem zwycięstwa' wymyślił któż by inny jak Jass. Ja bardziej czułem się jakbym przegrał. Z jednej strony wiedziałem, że tak będzie lepiej dla Lucy. Ale czy to miało jakiś sens jeśli i tak zamierzała w tym dalej tkwić? Wciąż myślałem jak rozwiązać ten problem. A może tak usunąć by jej pamięć? Już raz w końcu Michael to zrobił. Byłoby to najlepsze rozwiązanie, ale byłem zbyt wielkim egoistą by się na nie zdecydować. Podświadomie nie potrafiłem sobie wyobrazić jakby to było gdyby nie potrafiła nawet rozpoznać mojej twarzy. 
Nagle ruda wychwyciła moje spojrzenie. Zdziwiony dostrzegłem na jej twarzy ulgę. Po chwili zaczęła iść w moją stronę, co zdziwiło mnie jeszcze bardziej. Nawet nie starałem się ukryć ciekawości. Gdy była bliżej, wyczułem zapachem że to anielica.
- Jamie prawda? - przyjrzała mi się. 
- Zależy kto pyta - odparłem nagle rozbawiony. 
Przewróciła oczami.
- Głupie pytanie.. Oczywiście, że ty. 
Zapadła przez chwilę cisza. Jass za 'rudą' uśmiechnął się jak przygłup i pokazał kciuki w górę. Parsknąłem śmiechem.
Dziewczyna przyjrzała mi się chłodno.
- Przyszłam do ciebie z pewną ważną sprawą.
- W to nie wątpię - odparłem rozbawiony.
-  Z góry - uściśliła licząc na to, że wywoła na mnie wrażenie.
Wzruszyłem obojętnie ramionami.
- Więc słucham?
- Może poszlibyśmy w jakieś u s t r o n n i e j s z e miejsce? 
- Jeśli sobie tego życzysz - odparłem i wstałem - Prowadź.
W korytarzu do łazienek, rzeczywiście było bardzo 'ustronnie' zwłaszcza gdy mijały nas tłumy ludzi. Szybko jednak skręciła w jakiś zakamarek i wyszliśmy na zewnątrz. 
Przyjrzałem jej się  rozbawiony. Przypominała mi pod pewnym względem tak bardzo Lucy, że aż zabolało.
- Widzę, że jesteś zaznajomiona w różnych tylnych wyjściach z klubu - powiedziałem w końcu.
Puściła moją uwagę mimo uszu. 
- Więc tak. Jak już wcześniej mówiłam mam do ciebie sprawę z góry..
- Nie mogłaś mnie znaleźć w domu? Psujesz mi imprezę - odparłem rozbawiony.
- Właśnie widzę w jakim jesteś świetnym nastroju - odparła sarkastycznie - Nie mogłam czekać do jutra. Nie mogę zbyt długo przebywać na ziemi. Mam ci tylko przekazać coś od twojego ojca.
Przewróciłem oczami. 
Super. Tak bardzo stęskniłem się za tatusiem.
- No więc słucham - westchnąłem.
- Twój ojciec postanowił 'poszukać ci zajęcia'. Tak dosłownie powiedział. Widzi w jakim jesteś stanie i domyśla się, że będziesz w nim trwał nadal. Dlatego postanowił dać ci stróżostwo. 
- Co? - wykrztusiłem.
- To co słyszałeś - odparła obojętnie.
- Myślałem, że każdy człowiek ma mentalnie swojego stróża - zacząłem się bronić.
- No właśnie. Mentalnie. Ale ci mentalni stróżowie nic nie mogą zrobić, jeśli dochodzi do jakiego r e a l n e g o zagrożenia. Dlatego do ludzi którzy powinni być wyjątkowo chronieni, potrzebni są aniołowie stróżowie, którzy zamieszkują ziemię.
- Myślałem, że jestem upadły - drążyłem dalej.
- Dlatego ojciec chce, żebyś odzyskał skrzydła - odparła - Musisz tylko wykazać, że jesteś godny zaufania. 
- A może ja wcale nie.. - zacząłem protestować, lecz w tej chwili obudziła się we mnie głupia nadzieja.
A jeśli miałem stróżować Lucy?
- Komu miałbym stróżować? - przerwałem wcześniejszy wątek.
Ruda przyjrzała mi się podejrzliwie.
- Najpierw musisz się zgodzić. 
Westchnąłem.
- Dobra. Zgadzam się. Więc?
Dziewczyna uśmiechnęła się z zadowoleniem.
- Nazywa się Roksana Vess. Dokładnych szczegółów dowiesz się później. Musisz mieć na nią cały czas oko. Jakie grozi jej niebezpieczeństwo też się wkrótce dowiesz. Aha i jeszcze jedno. Żadnych 
kontaktów z Collins. I jeśli są jeszcze jakieś dziewczyny z którymi jesteś związany uczuciowo to też żadnych kontaktów. Wszystkiego dokładnie dowiesz się później. Teraz muszę wracać. Do zobaczenia - zakończyła, pobiegła w jakąś uliczkę i zniknęła.
Zaskoczony tą całą sytuacją wpatrywałem się w ślad po niej.
Świetnie. No to wpadłem na całego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz