niedziela, 4 września 2016

Od Belli

Kiedy dojechaliśmy na miejsce Mark kazał mi się udać do naszego mini szpitala. Niechętnie tam poszłam nadal w wilczej postaci.
Dopiero tam się przemieniłam i kiedy już byłam ubrana poszłam aby lekarz opatrzył moje rany.
-No ładnie.. Ciesz się że srebre ostrze nie tkwiło w twoim ciele dłużej.. Jak nic będzie blizna.
Jęknęłam. Usłyszałyśmy pukanie.
-Proszę..-powiedziała lekarka opatrując moją ranę na lewym boku.
Do gabinetu wszedł a raczej wpadł Dominic.
-Bella nic ci nie jest?
Uśmiechnęłam się.
-Takie tylko powierzchowne zadrapania.-odparłam ukrywając szczegóły.
-Twoja.. Koleżanka? Miała sporo szczęścia..-wydała mnie lekarka.
-Jak to?-zapytał zmsrtwiony Dominic.
-Nic, to na prawde nic. Normalne że odniosłam drobne rany...
Dominic spojrzał na mnie.. Dobrze że przynajmniej byłam w ludzkiej postaci. Widok krwi na moim białym futrze mógł go zaniepokoić. Co prawda była tam nie tylko moja krew ale i tego łowcy.
-Dominic na prawde nic mi nie jest.-odparłam-Poczekaj na korytarzu. Zaraz wyjdę.-uśmiechnęłam się aby zapewnić go że na prawde nic mi nie jest.
Niepewnie wyszedł.
-Martwi się o ciebie. Nie dziwię się.. On jest trenerem a ty wyruszasz na akcje.. Też bym się martwiła.
-Jak to się mówi? Ryzyko zawodowe?
-co fakt to fakt..
Kiedy już moje rany zostały opatrzone wyszłam na korytarz. Dominic oczywiście tam był.
-Na pewno nic ci nie jest?
-Na pewno..
-Dobrze że to już koniec..
I jak mam mu powiedzieć że to dopiero tak na prawde początek? Nie zrozumiałby...
Poszliśmy w stronę pokoi. Weszliśmy do mojego. Byłam wykończona. Położyłam wię na łóżku a Dominic usiadł obok mnie.
-Co tam się tak na prawde stało?
-Nic.. Normalna akcja..
-Widzę że o czymś myślisz..
Miałam mu już powiedzieć o tym że zamierzam aktywnie wyruszać na misje.. Jednak nie miałam serca mu tego dziś mówić.
Poklepałam miejsce na łóżku tuż obok mnie.
Położył się i objął mnie ramieniem.
-Martwiłem się..
-Nie potrzebnie..
-Jak tylko się dowiedziałam że wróciliście a ty jesteś w szpitalu.. Bałem się..
-Spokojnie.. Jak widać za szybko się mnie nie pozbędziesz..-uśmiechnęłam się ale zaraz ziewnęłam.
Wtuliłam się w niego i zasnęłam wyczerpana...

***

Kiedy się obudziłam zobaczyłam że Dominic śpi. Niebudząc go wyszłam z pokoju i skierowałam się do gabinetu naszego dowódcy głównego. Musiałam mu coś powiedzieć.
Jednak na korytarzu spotkałam Gnashowa.
-Julia!-powiedział i podszedł do mnie-Jak tam? Misja się udała !!
-Dobrze.. Słuchaj.. Ty masz znajomości u dowódcy.. Mógłbyś mi załatwić tak abym wyruszała na wszystkie akcje?
-Yhm? Na prawde byś chciała?
-Tak.
-Spodobało ci się?
Zawahałam się.
-Trzeba w końcu działać a nie siedzieć tu..-odparłam z uśmiechem starając się go do tego przekonać.. Że na prawde tak myśle.
-To świetnie! Jeszcze dziś porozmawiam z kim należy w tej sprawie.
-Dzięki! To ja już idę..
-Może byśmy gdzieś poszli dziś wieczorem? Jakaś kolacja?
-Dziś nie mogę
Zobaczyłam na jego twarzy zaskoczenie i coś jeszcze.. Ale dziś nie mogłam mu towarzyszyć. Chciałam wrócić do pokoju..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz