piątek, 1 kwietnia 2016

Od Jansen'a

Wieczorem wybrałem się do baru, postanowiłem się dobrze bawić. Korzystać z życia póki mogę.
Za drinkiem kolejny i piwa i skończyłem na parkiecie śpiewając I'm Too Sexy.
Na początku gdy jeszcze nie plątał mi się język nie śpiewałem najgorzej ale gdy procenty
uderzyły do głowy...

Nagle z tłumu buczących ludzi dostrzegłem Crowley'a, gadał z jakimiś typkami. Czego on tu chce ? 
-Wyłącz to !
-Spadaj ze sceny !
Krzyczeli ludzie w barze.
-I wszyscy razem ! - odpowiedziałem
Nagle podszedł do mnie ochroniarz.
-Koniec kolego, złaź
Nie stawiałem oporu, w sumie nie miałem jak bo nawet stanie na prostych nogach robiło mi problemy.
Poszedłem do baru, ciężko opadłem na wysokie obrotowe krzesło.
Uniosłem pustą butelkę i potrząsnąłem nią.
-Jeszcze jedno
-A Panu to już nie starczy ? - spytała podając mi kolejne
-Nope
Złapałem łyka i nagle podsiadł się do mnie Crowley.
-Czego tu chciałeś ? Nie widzisz że jestem na dożywotnich wakacjach ? - nawet się na niego nie spojrzałem,
obserwowałem ludzi na parkiecie.
-Nie obchodzi cię co sie dzieje z twoim bratem ?
-Lepiej mu be zemnie, jak go spotkam to najprawdopodobniej zabije.
Wstając klepnąłem go w plecy, wstał zaraz za mna, oboje podeszliśmy do piłkarzyków, stół był
wysoki zrobiony z solidnego drewna ale nieco przydymiony fajkami.
Naprzeciwko stanęło dwóch ludzi od Crowley'a
-Przegrany stawia piwo - powiedziałem
Zaczęła się zażarta walka
-Co to za dziewczyna, wiesz ta z parku ? ..Ładna jest, dawny ty mógłby się w niej zakochać.
-Nie martw się ona nic nie znaczy.
-Świetnie. Bo jesteśmy włuczengami. Nic nie moze nas nic rozpraszać.... - zaczęło się robić gorąco w grze
-Dawaj ! - krzyknął Crowley - Dawaj !
-Przymknij się !
-Odstawiasz fuszerkę !
Nagle piłka wleciała do naszej bramki, przeciwnicy sobie gratulowali.
-Nie moge grać gdy tak gadasz - zdenerwowałem się
Nagle zauważyłem jak jeden z naszych chcę wziąć na zaplecze kompletnie spitą babkę,
nie widziałem jej tu wcześniej pewnie przyszła z klubu który jest połączony z tym barem.
-Idziemy - powiedział Crowley
-Czekaj
Ruszyłem w ich kierunku, stanąłem między szemranym kolesiem a nią. Wymieniliśmy sie spojrzeniami.
Nie chciał odpuścić ale Crowley go odesłał.
Odwróciłem się by spojrzeć na dziewczynę a ta już siedziała przy barze.
-Dwa piwa!
-Em? - spytałem podchodząc
Dziewczyna spojrzała się na mnie, łudząco przypominała Emilie, tą dziennikarkę.
-Ktoś ty?-zapytała z uśmiechem.
-Emilie? Ta dziennikarka?
-Facet nie znam cię..
-Dean.. Nie pamiętasz? ... znaczy Jansen ! - zaraz się poprawiłem
-Spadaj koleś..
Wstała chwiejnym krokiem i ruszyła w stronę przejścia do klubu, miałem ją zostawić ale niepokojąco często ktoś szemrany się koło niej kręcił. Poszedłem za nią, trzymałem się na uboczu.
-To teraz robisz za ochronę ? - spytał Crowley - Chcesz to ci ją dam, tylko jedno słówko i jeden z moich..
-Nie dzięki. Byla u mnie niedawno, chyba to ona.
-Chyba ?
-Nie rozpoznała mnie
-Jest upita, teraz każdy może ją przelecieć
-Nie puki tu jestem
-Ty to zrobisz ?
-Może.
-Miłej zabawy.. bestio.
Crowley zniknął.
Jeszcze przez godzinę kręciłem się koło niej gdy po upłynięciu tego czasu po prostu zasnęła na ławce, przed kiblami, zasłaniała ją nieco sztuczna palma. Jej koleżanka chyba utknęła w kiblu.
Podczas jej nie obecności, zwinąłem ,,chyba Em" do auta.
Próbowałem ją przebudzić i spytać się gdzie mieszka ale zaliczyła zgon.
Ona leżała z tyłu a ja z przodu uciąłem sb drzemkę. Obudziłem sie rano, ona też coś zaczęła mamrotać.
-Ej, gdzie mieszkasz ? - ziewnąłem i potarłem twarz rękoma
-Taksówka
-Tak
-Ale ja nie mam pi... - odleciała
Szturchnąłem ją
-Gdzie mieszkasz
-Z rodzicami - zaczęła się śmiać
-A rodzice gdzie ?
-Koło sąsiadów
Zacząłem sie irytować
-A oni gdzie ?
-Koło straży, jest tam taki park.
Dziewczyna znów zasnęła a ja mniej więcej skojarzyłem gdzie to mogło być. W ostatniej chwili gdy miałem
ominąć zakręt ona się ocknęła i powiedziała.
-O mój dom!
-Który ?
-Ten najładniejszy.
Wskazała palcem i ciężko upadła.
Dom był zamknięty, już trzeci raz dzwoniłem dzwonkiem i miałem już odchodzić ją zostawić na
wycieraczce... ale postanowiłem jednak wkraść się do domu i ją zostawić w łóżku.
Nie było to trudne dla kogoś takiego jak ja. Jak sie obudzi za tydzień to i tak dobrze. 
Zmarnowany wróciłem do swojego domu. Chwyciłem za klamkę ale nagle drzwi mi otworzyła jakaś blondyna.
-Prezent od Crowley'a - uśmiechnęła się i zrzuciła bluzkę
Miałem się na nią rzucić ale zaczęła uciekać, goniłem ją aż do mojej sypialni tam pozwoliła się złapać,
zdjąłem koszulkę i rzuciłem ją na łóżko.
-Tylko szybko, mam duszę do zabrania - powiedziała odpinając mi pasek przy spodniach
Razem spędziliśmy upojne popołudnie, po czym zasnęliśmy a gdy się ocknąłem ona już się ubierała.
-Miałeś sie pośpieszyć.  Ale ty musiałeś zrobić to tym. - mówiła lekko zirytowana
-Mówisz o tym o co mnie błagałaś ?
Zaśmiała się krótko
-Błagałam ,żebyś sie pośpieszył.
-Nie kłóćmy się o dobry seks
-Było nie źle co ?
-Yhym ... - tylko się za bardzo nie ekscytuj ani nie przywiązuj. Jestem tu przejazdem.
Przez chwile była cisza, związała sobie średniej długości blond kręcone włosy.
-Mogłeś to powiedzieć na miliony innych sposobów
Przytaknąłem.
Minęło parę chwil i do pokoju wszedł Crowley. Ja jeszcze leżałem na łóżku zupełnie nagi.
-Łoł ! - wskazałem ręką na Crowley'a
-Łoł ? Co tu się dzieje ? - spytał zamotany
-A jak ci sie wydaje ?
-W moim łóżku ?!
-Co ? - Rozejrzałem się. - a tak faktycznie, jeszcze dziś myślałem że to mój dom.
-Palant
-Suka
Blondyna poszła w stronę wyjścia mówiąc
-Dajcie spokój,
-Miałem własny dopóki go nie skalaliście - powiedział z niesmakiem Crowley
-Kocham Cię Crowley - powiedziała
-Ja ciebie bardziej kotku. - odparł
Miała już wyjść ale na chwilę stanęła i odwróciła głowę w stronę Crolwey'a
-Anna Marie, dupku
-Wiedziałem - odarł nie patrząc się na nią
W tym czasie wstałem z łóżka i założyłem czarną koszulkę. Stanąłem prosto przed
królem piekieł zadowolony. On był trochę mniej, spojrzał się na mnie i natychmiast spojrzał na sufit.
Potem na moją twarz pokazując palcem na moje kroczę.
-Gatki  - powiedział
Zmieszałem sie, wywróciłem oczami i po ogarnięciu się wróciłem do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz