piątek, 15 kwietnia 2016

Od Emilie

   Weszłam do domu, mama i ojciec byli w rozsypce po zniknięciu siostry, a ja nie mogłam im pomóc. Poczułam żądzę zabijania, znajomą mi bardzo. W lustrze za sobą zauważyłam Luca i swojego byłego kochanka - Damona. Mówił ze nie odpuści, ale dawno go nie widywalam. Jest jakby moim opiekunem, wkreca mnie w to wszystko a coraz bardziej zaczyna mnie to opętywać,  podoba mi się to co się dzieje w moim życiu, ta mroczna część mnie, ta nowa mała cząsteczka która wszczepili mi moi nowi towarzysze. Zawsze są ze mną, czuje ich obecność.
  Moje oczy naszly czernią, żyły zczerniały, nie byłam już sobą. Widziałam tylko uśmiechy Luca i Damona, słyszałam ich szepty i rozkazy co mam robić. Wykonywałam wszystko jak kazali, i to umyślnie. Chciałam to robić, trochę się wahałam,  ale w ostatniej chwili podejmowałam decyzję.
  Kazali mi zabic rodziców. Jednak postanowiłam zrobić coś innego. Skłócić ich.
  Weszłam do salonu i usiadłam naprzeciwko ojca, spojrzał na mnie smutnymi oczami i milczał.
-Gdzie mama?
-W kuchni... - westchnął ciężko.
-Wydaje mi się ze to wina mamy... sama paliła zioło a pewnie zostawiła je na wierzchu...
-Jak to...?
-Sprawdź jej kieszeń w płaszczu. - uśmiechnęłam się zlowieszczo a ojciec wstał i podazyl do przedpokoju.
  Wparował do kuchni i zaczął krzyczeć na matkę. Dumna z siebie i ze skutków tego co właśnie uczyniłam,  oddaliłam się gdy usłyszałam jak ojciec spakował rzeczy i próbując się dodzwonić do Gabi - zniknął z domu.
  Matka weszła do salonu i wściekła na mnie zaczęła oskarżać mnie o rozwalanie rodziny. Moje oczy aż dymiły się czernią, cała kipiałam od zła, tym właśnie się karmiłam, sprawiało mi to niewyobrazalną radość. Przestałam nad tym panować.
-Jedyna osoba która rozwala rodzinę to Gabi, ona zaczęła. Ale czekaj, przecież to Ty jako matka powinnaś nas wychować dobrze, a jedna to ćpunka a druga to wyrodna córka...
-Wynoś się i nie wracaj! Gabi, gdzie jesteś córeczko...
  Zaśmiałam sie i bez zabrania swoich rzeczy wyszłam dymiąca czarną energią.
-Dobrze się spisujesz,  na tę chwilę masz wolną rękę, ale potem będziesz oficjalnie przyjęta do nas.
-Czyli... kim będę?
-Jedną z nas.
  Damon zniknął a ja poszłam do baru w którym byłam dzień wcześniej.
   Był tam chłopak który wydał mi potajemnie piwo. Uśmiechnął się na mój widok, a ja obojętnie poprosiłam o drinka który zamówił mi Jansen wczoraj. Chłopak podał mi go i nie odrywał ode mnie wzroku.
-Masz dziwne oczy... charakteryzacja?
-Nie, tak już mam. -Uśmiechnęłam się tajemniczo, chłopak jednak zrobił dziwna minę.
-Ale jednak przyszłaś.
-No. - rozejrzałam się po barku. - A Ty czekałeś.
-Na taką warto czekać...
-Jesten o wiele starsza od Ciebie. - zauważyłam. -Ale... to nie przeszkadza nam w wielu rzeczach.
-No na przykład jakich? - spytał zalotnie.
  Naiwny słodki chłopiec.
-Jak byłam mała marzyłam o wspaniałym mężu, dzieciach i wielkim domu, a teraz chce być taka... sama, niezależna i żyć jak mi się podoba.
-Bez obowiazan? 
-Tak, taki układ jest mi na rękę. -uśmiechnęłam się pijąc drinka, zmarszczyłam nos.
-Słodko to robisz.
-Slodzisz każdy mój ruch, nie wyobrażasz sobie jak to mnie denerwuje. Ale o której kończysz?
-Zaraz.
-To jedziemy do ciebie. - uśmiechnęłam się zalotnie.

   Chłopak po pracy wyleciał jak burza z baru i pognał na swój naprawdę niezły motor, spodobał mi się. U niego w domu zaczął mnie całować po szyji, ale nie pozwalałam mu dotrzeć do moich ust. Złapał mnie za tyłek,  popchnęłam go na łóżko i rzuciłam się na niego. Rozpięłam mu koszule a potem ręką sunęłam powoli do spodni, chłopak liczył na coś, naiwny chłopaczek. 
   Ręka wróciła i skierowała się do miejsca gdzie znajduje się jego serce. Paznokciami, które nagle stały się ostre i długie jak noże, wycięłam mu skórę w tym miejscu, a serce jednym szybkim ruchem wyjęłam z jego ciała.
   Krzyczał, ale szybko go zamknęłam. Wykrwawial się a ja zabrałam kluczyki do pięknego motora i pojechałam przed siebie.

  Rano obudziłam się, niezupełnie wiedziałam co się stało, ale wiedziałam, że kogoś znów zabiłam. Jednak mnie to nie ruszyło, tak jak zwykle - nikomu nie będę o tym wspominać, nic nie wiem - gdyby ktoś pytał.
   A motor? Kupiłam. Był spoko, uczyłam się ba nim jeździć. Siedziałam w środku lasu i jedyne co chciałam teraz zrobić to zapalić sobie odebraną marihuanę Gabi. Zrobiłam to, wyjęłam z kieszeni skórzanej kurtki towar i zjarałam to co miałam. Czułam się super, śmiałam się sama do siebie, motor stał obok a ja rozkoszowalam się luźną, wesoła chwilą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz