Lucyfer zagraża kolejnej bliskiej mi osobie, przy ostatnim spotkaniu omal nie zabił Sama,
chodź i tak zmienił go, sprawił mu takie piekło ze bracina do teraz ma problemy z odròżnieniem
rzeczywistością od fikcji, przeżył tylko dzięki silnemu duchowi którego posiadają Winhesterowie.
Emilia to co innego, jest silna ale nie dość aby na dłuższą metę
znosić Lucyfera, boje się ze poprzewraca jej w głowie.
Idealny porządek w piekle utrzymuje Crowley który sam w sobie nie stanowi
zagrożenia jest rozsądnym negocjatorem.
lucyfer najpewniej juz zbiera swoich zwolenników by odbić tron Crowley'a.
Jakbym wiedział jak od razu bym zabił Lucyfera ale gdzie pójdzie taka osoba ?
Do piekła ? Czysta ? Jest to bez celowe on po tych światach może poruszać się jak chce
Teraz działam na własną rękę nie pomoże mi Bobby ponieważ nie żyje, Sam dla mnie
nie istnieje, wszyscy moi bliscy źle kończą tylko Crowley jest nie
tykalny w gruncie rzeczy on jest symbolem zla. Jeśli ma mi ktoś pomóc to
tylko on i to właśnie do niego pojechałem.
Stałem już przed wrotami gdy nagle pojawiłem sie w barze, koło mnie siedział Crowley
-Wole rozmawiać na osobności. - powiedział i poprosił niską szatynkę o dwa piwa.
-Nie to ,że się boje ale wszyscy zaczynają gadać ,że nie daje sobie rady z utrzymaniem porządku.
Jestem ich autorytetem, władcą absolutnym. Nie mogą ani na chwilę zwątpić w moją władzę.
-Jakby go dźgnąć pierwszym ostrzem ? Ono zabija wszystko.
-Pewnie utknął by w czyśćcu, ale jak ty dałeś radę z niego wyjść i zabrałeś na dodatek wampira
to on też sobie poradzi.
-Dałem radę tylko dlatego ,że byłem człowiekiem, (tylko człowiek może uciec z czyśćca) a mu daleko do człowieka
-Ale przeniosłeś wampira
-Schowałem go w swoim ciele
-On też może to wykorzystać
-O ile wiem żadnego człowieka nie ma w czyśćcu.
Crowley tylko mruknął pod nosem. ,,mhm"
-Musimy spróbować. - powiedziałem bawiąc się etykietką od piwa.
-A u ciebie wszystko w porządku ? - spytał biorąc łyka i na chwilę zawieszając wzrok na moich dłoniach, które aktualnie zrywały płat papierka.
-Ta jest super - powiedziałem po czym się napiłem i wstałem.
-Gdzie idziesz ?
-Wziąść się za robotę.
-??
-Lucek sam sie nie znajdzie
-Wiesz ,że jesteśmy w Rosyjskim barze ? To pół świata - powiedział bez przebłysku uśmiechu.
Obruciłem sie na pięcie i spojrzałem na niego.
-Masz racje, szybciej będzie jak ty to zrobisz.
-To mamy dila, pomożemy sobie ze wspólnym wrogiem a ja będę utrzymywał twoją bestje w klatce.
Kiedy ostatnio...
-Wczoraj.
-Człowieka ?
-..Zapomniałem ci powiedzieć, wczoraj ktoś zabił twojego sekretarza.
-Suka
-Dupek
Nagle po chwili pojawiłem się już u siebie.
Później...
Emilie brutalnie mnie spławiła, jest to bardzo irytujące, w takich chwilach złość
aż we mnie kipi, ona może tego tak nie odczuwa ale jak już się rozpaliło potwora
to trzeba go zaspokoić. Zaraz po jej wyjściu, ciężko upadłem na krzesło przy stole,
oparłem łokcie na blacie i schowałem twarz w dłoniach, chwilę tak myślałem, musiałem się uspokoić, po tym przetarłem twarz przesuwając dłoń w duł, przeczesałem włosy przez palce ale to nie pomogło.
-Crowley ! - krzyknąłem będąc w pustym domu.
Po chwili przed mną pojawiła się ciemna sylwetka Crowley'a, powolnym krokiem wyłonił się z cienia ukazując swoją krępą posturę.
-Masz coś dla mnie - spytałem nie wstając
Wyjął z marynarki zdjęcie i rzucił mi je na stół tak ,że wylądowało tuż pod moim nosem.
-Jennifer 22 lata wzięła ślub z 87 latkiem, miała nadzieje ,że szybko uderzy w kalendarz
a ona przejmie jego kasę. Zabijesz kolesia to kolejna dusza wleci na moje konto a ty
się uspokoisz. Tylko ! to on ma zginąć nie ona, jasne !?
-Taaa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz