-Chcę mieć życie bez problemów. A teraz jedyne czego chcę to mieć spokój od Lucyfera...
-Jeśli pozwolisz sobie pomóc, to szybciej osiągniesz spokój od niego.
-Bez Twojej pomocy nie uda mi się nic zdziałać? To chcesz powiedzieć? Słuchaj, cieszę się, że... no wiesz... no...
-Dokończ. - uśmiechnął się złośliwie.
-No... no że jesteś tu ze mną, no! - odburknęłam. - Ale to nie zmienia faktu, że się narażasz.
-Nie marudź więcej o tym.
Zmrużyłam oczy i westchnęłam.
-A więc co proponujesz? - spytałam.
-Powiedzmy, że będę cię obserwować. Możesz być w każdej chwili pod wpływem Lucka, ale ja go wyczuję w razie czego.
-Jak?
-Mam swoje... sposoby.
-Mhm...To teraz gdzie?
-Do wynajętego pokoju przez ciebie.
-I będziesz ze mną cały czas?
-No nie cały czas, ale jeśli chcesz, to mogę być nawet i w nocy...
Przewróciłam oczami i zaśmiałam się.
-Nie tak szybko. - mrugnęłam do niego i wstałam.
-A ty gdzie? - spytał.
-No do samochodu, przecież jedziemy do mnie, co nie? - uniosłam brwi z lekkim uśmiechem.
Kasjer spojrzał się na mnie i na Jansena zaskoczony, jakbyśmy zaraz mieli się tu ze sobą przespać, na środku. Wyszłam i wsiadłam do auta a zaraz ze mną Jansen.
-Widziałaś jego minę? - zaśmiał się.
-Ludzie są głupi. - parsknęłam.
-To brzmiało dwuznacznie, wiesz o tym?
-To twoje spojrzenie - wskazałam na niego palcem. - mówi więcej niż słowa.
-No. - zaśmialiśmy się.
W mieszkaniu Jansen nawet nie musiał pytać o alkohol, miałam go w lodówce. Otworzyłam i zanim zdążył spytać podałam mu puszkę.
-Skąd wiedziałaś, że mam na nie ochotę?
-Lubisz pić. Pomyślałam po prostu, że chciałbyś poczuć w ustach trochę alkoholu.
-I przypadkiem masz tego tyle w lodówce?
-Nie. Akurat ja też lubię sobie wypić.
-Powiedz mi więcej o tym Damonie.
-Powiedziałam tyle ile mogłam... a raczej, ile pamiętam. - usiadłam naprzeciwko niego. - Był moim tygodniowym kochankiem, nie wiązałam z nim jakiejś wielkiej przyszłości...
-Byłaś z nim po to żeby się grzmocić?
-No, tak w skrócie. - kiwnęłam głową obojętni wracając do tamtych chwil. - A czemu o niego pytasz?
-Bo musimy go jakoś zwabić żebym mógł go jakoś...
-Nie, nie ma mowy.
-Dlaczego?
-To psychol.
-Co takiego robi?
-Dla Lucyfera pracuje też jako kat. Lubi torturować, szczególnie kobiety. Dlatego przez większość czasu wykonywałam jego rozkazy. Trenowali mnie i moją wytrzymałość jeśli w pobliżu będzie ktoś umierający. Miałam wysłać każdą duszę do Lucyfera, dzięki nim stawał się silniejszy. A Damon czekał tylko gdy coś spieprzę. Wtedy Lucyfer da mu nakaz na torturowanie mnie, to jedna z surowych kar.
-Ale będę tu czuwał, nic ci nie będzie. Wiesz jak go wezwać, prawda?
-Wiem...
Jansen bez słowa wyszedł za drzwi.
Zrozumiałam aluzję.
Podciągnęłam sweter i na prawej ręce był wycięty głęboko w skórze pentagram. Zamknęłam oczy i wypowiedziałam imię Damona, pentagram zaczął mocno krwawić, a to oznacza, że za chwilę powinien pojawić się Damon.
Tak też było. Czułam jego obecność. Wstałam, i krążyłam po pokoju. Odwróciłam się, a on siedział na kanapie. Oparłam się o oparcie nad nim. Sprawiałam wrażenie, jakbym nic nie miała do ukrycia. Próbowałam by to tak wyglądało. Normalnie.
-A więc co jest tak pilne? - spytał, gdy ja zabandażowałam sobie rękę.
-Stęskniłam się za nowymi zadaniami... za Tobą... - powiedziałam ciężko, czując, jak śniadanie mi się zwraca. - Za żądzą zabijania... No i wiesz... chciałabym w końcu się czegoś nauczyć. Jak zniszczyć moją siostrę.
Milczał chwilę. Obrócił głowę w moją stronę i szepnął.
-Kłamca.
Zdezorientowana wyprostowałam się, a on wstał. Uśmiechał się, ale widziałam w jego oczach lekki gniew, ale także zadowolenie.
Usłyszałam zamek w drzwiach wejściowych.
-Myślisz, że ty i ten śmieć możecie mnie oszukać? - zaśmiał się a słyszałam jak Jansen próbuje wyważyć drzwi. - Mam ją! A zanim się dobije, Ty już będziesz chodzić jak w zegarku. Dla mnie. - zaśmiał się.
Przerażona cofnęłam się, a on złapał mnie za ramię i rozwinął bandaż i dotknął pentagramu. Poczułam ból, ale zaraz potem wypełniał mnie mrok, ciemna siła którą znałam, dość dobrze. Lucyfer przejmował moje ciało bardzo powoli, czułam, jak znikam z mieszkania a w nim zostaje tylko Damon, Jansen właśnie dobił się do środka i zobaczył jak znikam.
-Idź do swojej siostry. Zrób jej jakąś krzywdę, by wiedziała, że już nie jesteś sobą i nie warto ci pomagać. - mówił Lucyfer.
Umówiłam się z Gabi. Oczywiście całą mną ''dowodził'' Lucyfer, nie byłam niczego świadoma tylko sprawiałam wrażenie normalnej. Poprosiłam siostrę by zjawiła się sama, a więc tak zrobiła. Czekałam w szkole, była niedziela, więc nikogo tu nie było. Siostra weszła do szkoły i wołała mnie. To jednak była pułapka na nią. Stanęłam za nią i rzuciłam na ścianę. Potem przerzuciłam ją na drugą stronę, a potem przeciągnęłam siłą woli na podłogę. Uderzyłam nią mocno o płytki na korytarzu, które lekko się stłukły.
-Em... Emilie... - wykaszlała.
-Zamknij się. - powiedział Lucyfer i kopnął ją.
-Em... - powiedziała ledwo co Gabi. - To nie ty... Obudź się...
-Nie ma jej! I nigdy nie wróci! - zaśmiał się Lucyfer.
-Zostaw ją... - wymamrotała.
Schyliłam się do niej.
-Słonko, ona już nie wróci. Chyba jesteś zmuszona mnie zabić... a raczej swoją siostrę, bo mnie nigdy sama nie pokonasz. Moją armię może i tak, ale nigdy mnie.
-Pokonam za to co robisz mojej siostrze. - podniosła się Gabi mimo bólu pokazując, że się go nie boi i że jest silna.
Uniosłam brwi i podniosłam się, uderzyłam ją w plecy kijem od szczotki.
-No cóż, w takim razie muszę ci pokazać jak trzeba kogoś znienawidzić. - odgarnęłam włosy.
-Ciebie nienawidzę, ale moją siostrę kocham bo wiem, że to nie ona mi to robi!
Odrzuciłam ją na drugi koniec korytarza.
-To ona ma mnie pokonać?! MOJĄ ARMIĘ?! - Lucyfer zaśmiał się. - POKAŻ MI CO UMIESZ GABRIELO, NIE PRZYNOŚ WSTYDU ANIOŁOM, SWOJEMU OJCZULKOWI!
Gabi wstała i wyrwała mi z ręki kij. Wbiła mi go w serce, odepchnęła na ścianę. Rzucała mną po korytarzu bez opamiętania, zapomniała nawet, że to Lucyfer jest w moim ciele, i cierpię ja, a nie on. Zrobił to specjalnie. Nie po to by sam na sam porozmawiać z Gabi ale po to, by nas rozdzielić przez ostrą wymianę zdań bądź bójkę. Chciał w niej wybudzić agresję, której nigdy w Gabi nie było. Udało mu się to.
Leżałam nieprzytomnie na ziemi a Gabi padła obok.
-Emilie... - usłyszałam jej głos przez ciemność. - Przepraszam... Boże... nie chciałam... Tak bardzo, bardzo przepraszam...
Nie mogłam się wybudzić. Jedyne co to czułam się na siłach wymamrotać coś.
-Zadzwoń... do... - wyszeptałam ledwo co.
-Emilie! Gdzie mam dzwonić!? GDZIE?!
-Jansen... - wymamrotałam. - Jansen...
-Do niego tak!? Nie mam do niego numeru!!!
Zaczęła grzebać mi po kieszeniach kurtki i spodni, znalazła telefon. Znała mój kod, więc szybko wybrała numer Jansena.
-Słuchaj, tu Gabi...Tak... Tak... - płakała. - Jest ze mną ale... Nie, nie wiem czy jest dobrze... NIE WIEM! NIE WIEM COŚ JEJ... coś jej zrobiłam... NIE WIEM CO! Wymamrotała twoje imię... nie wiem co z nią! Jest nieprzytomna... Szkoła obok... tak, to ta...
Całkowicie straciłam przytomność.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz