piątek, 22 kwietnia 2016

Od Jansen'a

Miałem juz wejść i załatwić sprawe z babką ale nagle pod dom podjechał samochód.
Morderstwo przesunąłem na później a teraz podszedłem do auta i bez zastanowienia wsiadłem do niego.
Siedział w nim mąż klijętki, to on zaprzedał duszę za rzeczy materialne. Wyglądał jak typowy
ciapeuszowy bibliotekarz.
-Co halo ? Kim jesteś ?
-Pozwól że zgadnę. Lester ?
-Ja... kim jesteś - mężczyzna był przerażony
-A jak ci sie wydaje ? - spojrzałem na niego i zmieniłem oczy na demoniczne.
-OOOOoooo... no tak.
-Co u licha tu robisz typie ?
-Więc mój kontakt - mówił zniżonym głosem z głupim gestami jakby to był jego setny raz - yeah, on
uh... On mi powiedział, że, uh, że to się wydarzy. Więc po prostu chciałem tu być i upewnić
się ,ze sprawa jest załatwiona
-Aaaa. Ponieważ jesteś w tym ekspertem, hym ?
Przytaknął zdziwiony
-Słuchaj, I to pierwsza reguła z podręcznika dla morderców, kiedy zatrudniasz kogoś do zabicia swojej żony,
nie chcesz być w pobliżu kiedy to ma miejsce. To się nazywa alibi
-Ymm. Wiem czym jest alibi. Oglądam Franklin & Bash
Spojrzałem sie zażenowany przed siebie
-Super. Słuchaj, sprzedałeś swoją duszę dla tej bzdury więc...
-To nie jest bzdura. To jest moje życie. A ona spuściła je w kiblu.
Przyjrzałem mu się trochę i zauważyłem jeden fakt.
-Les... Coś ci powiem. Więc posłuchaj mnie uważnie. Jesteś frajerem. Twoja żona to solidna ósemka,
ty jesteś czwórką, cztery i pół max. Nie winie jej za skok w bok. - spojrzałem sie na Lestera- szczególnie
jeżeli dowiedziała się że to ty puściłeś sie pierwszy
Kiwał głową na nie i wydymał usta w dzióbek stanowczo zaprzeczając,
-Nie. O nie. Ja-Ja nie... Uh..

-Skąd wiesz ? - dokończył
-Poprostu masz to uh, zboczenie ,,Zrobię wszystko ,aby puknąć moją sekretarkę"
-Oh. Nie - znów próbował kręcić - to co innego kiedy facet to robi
-Naprawdę ?
-Tak, To się nazywa ,,nauka"
Zaskoczył mnie tak idiotycznym rozumowaniem, udałem ,że rozumiem.
-Aaa no
-Faceci nie są stworzeni do życia w monogamii... z powodu ewolucji. My.. my.. my jesteśmy
zaprogramowani, wiesz, do roznoszenia nasienia.
Nie wytrzymałem i uderzyłem do w twarz, wybijając mu przy tym zęba i rozwalając wargę.
Przykuł się do szyby i przykładał do rany dłoń stękając ,,ał, oh "
-Jak powiedziałem frajer, przez duże ,,F" rymuje się z ,,jesteś do niczego"
-Ej, więc ty jesteś gównianym demonem ! I pracujesz dla mnie teraz! Więc ruszaj tam i rób
co do ciebie należy, dziwaku!
Teraz przegiął, przez chwilę panowała cisza, patrzyłem mu w oczy i czułem strach który opanował go
po powiedzeniu tych słów.
-A ty co zrobisz ? Będziesz oglądać, hm ? To jest to co lubisz ? Lester ? Oglądać ?
Przysunąłem się do niego nie odrywając wzroku z jego oczu.
-Więc, oglądaj to. - Wbiłem mu ostrze w serce, nie przestawałem patrzeć mu się w oczy, bawiło mnie to,
w jakiś sposób spełniało, uśmiechałem się przy tym.


Następnego dnia przyszedłem do siedziby na ziemi Crowley'a, aktualnie znajdował sie
w bustym barze. Zastałem go jak wysłuchiwał statystyk o duszach, gdy wszedłem wstał z krzesła
i ruszył w moim kierunku.
-Dean! - powiedział entuzjastycznie -Jak zadanie? - zmienił ton na biznesowy
-Git. Git - powiedziałem - On nie żyje, a ty miałeś rację, Czuję się po tym wspaniale.
-On?
Stałem przed wkurzonym Crowley'em uśmiechnięty
-Em, Lester.
-Klijent ? Zabiłeś klijenta ?
-Co to za różnica typ był palantem, teraz jest martwym palanem.
-To ogromna różnica ! Umowa była jedna martwa żona za jedną duszę. Żona nie jest martwa,
ja nie dostanę duszy. Prosta matematyka.
-Cóż, tak wyszło.
Odwróciłem się w stronę wyjścia.
-Hey! Nie odwracaj się odemnie !
Powoli się odwróciłem, patrząc się mu w oczy i pchnąłem go tak że upadł na podłogę.  Jego
podwładni stojący obok, mocno się zdziwili, Crowley zresztą też. Ja patrząc się na niego
z góry uśmiechałem sie. Król piekieł spojrzał się na sługusów którzy się uśmiechnęli.
-Coś cię bawi ? - spytał jednego nadal leżąc na podłodze.
-Nie, sir - szybko uśmiech zniknął z jego twarzy
-Dobrze - wstał i stanął przed mną - co ty myślisz ,że robisz ?
-Oh, cokolwiek zechcę.
-Ponieważ ja myślę że ty nie wiesz czego chcesz - był bardzo wkurzony, wypluwał wręcz słowa ale
nadal tak jakby filozofował - Powiedz mi Dean, czym jesteś ? Demonem ? Jeśli tak to dlaczego
żona Lestera nie jest martwa ? Było ci jej żal ? To może jesteś człowiekiem. Z wyjątkiem tego
,że masz te ładne demoniczne gały i pracujesz u mojego boku. Więc dlaczego nie zrobisz nam
wszystkim przysługi i nie wyberzesz cholernej strony ?!!!
-Bo co ? - odparłem spokojnie wpatrując się mu w oczy, spodobała mi się jego frustracja.
Po tych słowach gniew i lekko wyszczerzone zęby znikły z jego twarzy a gdy zacząłem sie zbliżac do
niego on stał się nie pewny.
-Hmmm? śmiało - prowokowałem go - spróbuj. Zobaczymy jak to się skończy.
Wyluzował, odwrócił wzrok za siebie, spojrzał sie po sługusach i znów na mnie.
-Nie jestem twoją psiapdiółą, i nie przyjmuję rozkazów od ciebie. Kiedy będę miał potrzebe
zabić zadzwonię. Do tego czasu nie wchodź mi w drogę.
Na chwilę zapanowała niezręczna cisza, Crowley oderwał odemnie wzrok i spojrzał na coś obok.
-W porządku. - poszedł w stronę drzwi ale się znów odwrócił do mne - Cóż mogę powiedzieć ?
To był zwariowany czas. Cóż, takie są dobre na skok w bok. Ale żaden materiał na związek.
Przytaknąłem
-Skończyłeś ?
-Między nami koniec. Wiesz co, Dean ? To nie moja wina. To ty.
Minął mnie i wyszedł wraz z resztą załogi. Stałem w miejscu jeszcze chwilę zamyślony i nagle sobie
przypomniałem ,że nie widziałem jeszcze Em, nie czułem jej obecności nawet przejeżdżając koło jej domu.
Może to i lepiej.

I tak mijały mi dni, jeden za drugim, beztroskie życie dziwadła. Z każdym kolejnym morderstwem
traciłem coraz bardziej swoje człowieczeństwo ale tak się też działo gdy nie zabijałem dłuższy czas.
Była późna noc, leżałem w paru na ławce i patrzyłem się w niebo, już dawno miałem stąd iść
ale było mi tu wygodnie. Nagle wyczułem znajomą mi obecność, Em, szła gdzieś niedaleko.
Usiadłem i zamknąłem oczy, wczułem się w jej aurę i odnalazłem ją. Wstałem i pobiegłem w jej stronę. Szła chodnikiem prosto nie rozglądając się, wbiegłem na nią i przywarłem ją do muru w zaułku między dwoma budynkami, pocałowałem ją a ona to odwzajemniła.

Po czym szybko mnie odepchnęła.
-Gdzie ty byłeś? Czego chcesz?!
-Czy to ważne ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz