Wsiadłam do taksówki w mieście i pojechałam do Gabi. Mimo zakazów tymczasowego widywania się z nią musiałam się spotkać z siostrą. Wiedziałam gdzie mieszka - o ile nie zmieniła miejsca zamieszkania przez tego swojego wyfiokowanego facecika. Denerwował mnie, nigdy nie trafiłam Eryka. To jedyna rzecz o której siostra nie wiedziała o mnie.
Zapukałam do drzwi. Czekałam chwilę, zakryłam palcem wizjer. Usłyszałam szepty Gabi a potem głos Eryka. Przewróciłam oczami zła i zapukałam drugą ręką.
-Dajże spokój, no! - przymarudziła siostra i otworzyła drzwi. - Emilie... - powiedziała zaskoczona.
Ja nic nie mówiłam. Wpatrywałam się w nią chwilę, a potem rzuciłam się na szyję z uśmiechem. Tak tęskniłam, w końcu czuję, że nie jestem obserwowana przez nikogo. Na tę chwilę jestem sobą i jestem wolna.
-Co tu robisz? - spytała zadowolona ale i zaskoczona.
-Przyszłam Cię odwiedzić...
-Zdecyduj się, czy chcesz zabić moją Gabi czy jednak nie. - rzucił oschle Eryk nie spuszczając ze mnie wzroku.
Oderwałam się delikatnie od siostry i spiorunowałam go wzrokiem.
-O ile się nie mylę, Gabi nie jest już dawno twoja.
Siostra spojrzała na mnie z lekką dezaprobatą ale potem lekko się uśmiechnęła. Poprosiła, byśmy zostały same, ale nie mogłam i nie umiałam zaufać komuś takiemu jak Eryk. Mógłby podsłuchiwać, więc nic specjalnego nie mówiłam.
-Jak się czujesz? - spytała. - Lucyfer odpuścił?
-Nie wiem... na razie... chyba tak. - chrząknęłam zdenerwowana tym tematem. - Nie potrafię zrozumieć jak mogę być jego córką.
-Jestes córką Lucyfera?
-Jestem jego... eh.. mm jego część siebie... gdzieś w środku... Nie wiem czy mogę ją jakoś dezaktywować...
-Jansen ci nie pomoże?
-A co on się na tym zna? Nawet nie wiem kim on jest... czy też demonem, czy wampirem, czy cholera wie czym jeszcze. Poza tym... nie wie o tym że mam jego część w sobie i chyba lepiej żeby nie wiedział. Jeszcze powymyśla coś... dość mu powiedziałam.
-Pokłóciliście się?
-Nie, czemu?
-No bo mówisz o nim tak...
-E tam... takie nasze bardziej prywatne sprawy. - machnęłam ręką wymijająco i wzięłam łyk kawy. - Boże, chyba wreszcie załapałaś o co chodzi z robieniem naprawdę dobrej kawy... - zaśmiałam się.
-Jesteście razem? - wypaliła ciekawsko Gabi.
Zakrztusiłam się kawą, gdy doszłam do siebie a z policzków starłam łzy które w wyniku zakrztuszenia cisnęły mi się do oczu.
-Oszala...oszalałaś!?
-To co jest między wami dokładniej?
-A co?
-Ciekawość, no! Kiedyś... pamiętasz? Kiedyś godzinami mówiłyśmy o chłopakach... od gimnazjum po liceum...
-Ty mówiłaś o chłopaku, i tylko o jednym jedynym.
Zamilkła i spuściła wzrok a z twarzy zszedł jej uśmiech.
-Co jest między wami? - nacisnęłam na ostatnie słowo.
Westchnęła.
-Nic. I nie chcę by coś znów było.
-Jeśli czujesz się z nim dobrze to próbuj...
-Planowałam tyle rzeczy! Piękną przyszłość...
-Możesz dalej mieć normalne życie...
-Tylko co? Nie da się nic zrobić, jestem kim jestem.
-Wycofaj się raz na zawsze.
-Nie mogę. - pokręciła głową.
-Gdy ja się wycofam... będzie prościej?
-Ale... ale nie masz jeszcze rozwiązania, jak uniknąć starcia z Damonem czy Lucyferem...Musisz mieć plan jak uniknąć ich złości...
-Powiem im prosto, że nie zgadzam się na życie w ten sposób. O mnie się nie martw, Ty będziesz miała mniej na głowie a więcej spokoju i czasu na ćwiczenia, ale życie będziesz mogła prowadzić jak normalniej byś mogła...
-Nie chce chyba go prowadzić z Erykiem...
-Przemyśl to. On wtedy był pijany i zagubiony, myślisz, że wtedy był świadomy swoich obowiązków nad Tobą? To uczucie wróci i zapewniam Cię... chociaż zupełnie nie znam się na miłości... to jako doświadczona znana z portalu felietonistka obiecuję, że ta miłość wróci. - mrugnęłam do niej.
Skontaktowałam się z Damonem, zjawił się jak burza i z lekko podbitym okiem spojrzał mi w oczy. Nie było mu głupio, ani nie było mu wstyd przed tym, jakie świństwa mi robił i robi do tej pory. Jak usiłuje zniszczyć moje życie.
-Po co chciałaś się spotkać? Podjęłaś decyzję? Miesiąc minie niedługo.
-Tak. Podjęłam decyzję. - westchnęłam, obawiając się jego reakcji.
-Pamiętaj, że masz pełne prawo do jej podjęcia.
-Nie będę dla was dłużej służyć ani... ani robić nic co związane jest z Lucyferem.
Damon zrobił się czerwony, oczy zapaliły się żywym, piekielnym ogniem a we mnie urósł niepokój i strach przed nim. Jednak stałam twardo i stanowczo, pokazując, że jestem pewna swojego wyboru i nie przestraszy mnie na tyle, bym była w stanie je odwołać.
-Żartujesz chyba. - syknął.
-N-nie... - zająknęłam się.
Złapał mnie za rękę i poprowadził za parking obok nas.
-A wiesz kto doprowadzi do ruiny twojej siostry i twojej rodziny? Kto uwięzi ich dusze? Kto będzie się żywił ich wiecznym cierpieniem?
Wściekłam się i chciałam go uderzyć. Spodziewał się tego i przechwycił moją dłoń.
-A wiesz, kto będzie nas błagał byśmy przestali ich gnębić i przywrócili ich do życia na Ziemi? - ciągnął.
Zacisnęłam zęby.
-Ty jesteś tak malutką, ale za razem niebezpieczną istotką, że nie zdajesz sobie z tego sprawy. W tobie jest część Lucyfera. A wiesz, co się dzieje gdy Lucyfer ucierpi?
Milczałam w dalszym ciągu rozumiejąc, kim ja właściwie jestem dla nich. Jedna z najważniejszych RZECZY. Bo nie byłam jak pomocnik, nawet jak sługa. Ja byłam rzeczą. Jestem bronią którą Damon ma za zadanie szkolić. Ale spieprzył sprawę gdy pojawiła się siostra z odsieczą i Jansen.
-Ale pozwolisz - ciągnął. - że zabiorę cię do siebie i objaśnię co stanie się za karę z Tobą, jeśli zignorujesz mnie, Lucyfera i całe piekło które dla ciebie jest w stanie stanąć na nogi i pracować znów dla nas.
Byłam w jego, jak się domyśliłam, tymczasowym mieszkaniu. Było tu ponuro, jak do Damona przystało. Wszędzie stare obrazy, biurko, nic poza tym ciekawego co przykuło by moją uwagę. Zaszedł mnie od tyłu a ja nie mogłam sie ruszyć.
-Wiesz, co się z tobą stanie? - spytał szeptem i unieruchomił mnie. - Jeśli się nie będziesz ruszać, nic ci się nie stanie, ani twojej rodzince.
Milczałam.
-Dobrze... a więc... Formy kary - wykonywanie ich i wymyślanie - należy do mnie. To moje główne, ulubione zadanie. A Lucyfer pozwolił mi na przygotowanie czegoś specjalnego dla jego małej cząsteczki... czyli Ciebie. Najpierw... zdjąłbym z Ciebie tą sukienkę... - przybliżył dłoń do zamka z tyłu. - Rozpinał bym ją, powoli.
Drgnęłam, a on mną lekko szarpnął.
-Nie ruszaj się, bo zaboli... - szepnął.
Powoli rozpinał sukienkę, a ja lekko uderzyłam go łokciem w klatkę piersiową. Zasunął sukienkę i kontynuował.
-Potem, gdy byłabyś już zupełnie naga związałbym cię. Nogi i ręce. Tak, że nie sposób byś mogła się wydostać. Wcisnąłbym ci na siłę tę oto - wziął z biurka czerwone, niewielkie coś. - kulę, która robi sztuczkę, gdy pociągnie się za sznurek.
Zmrużyłam oczy wpatrując się w niego z nieukrywaną ciekawością. Co taka mała, szklana, czerwona kuleczka może zrobić?
-Wkłada się ją do ust. A z niej wystaje ten sznurek.
-Co się stanie, gdy pociągnę? - spytałam, sama dziwiąc się moim zainteresowaniem tym przedmiotem.
Złapał mnie za rękę i dotknął pentagramu.
Zobaczyłam związaną, nagą kobietę która ma w ustach tą kulkę.
-Tylko nie pociągaj za sznurek - mówi Damon z uśmiechem psychopaty.
Kobieta oddychała bardzo ciężko, męczyła ją kulka w ustach, której nie mogła wypchnąć językiem ani wypluć. Przeszkadzały jej w tym zęby. W końcu gardło tak bardzo wyschło, że czuła nic tylko cierpienie, pragnęła wypchnąć kulkę i przełknąć ślinę by nawilżyć gardło. Jednak przypomniała sobie słowa Damona, by nie pociągała za sznureczek. Wpadła na pomysł, że może specjalnie tak mówił, że jak pociągnie za sznurek to będzie uratowana. Mówił tak, by wahała się i jednak zginęła z własnej głupoty, że nie skorzystała ze sznurka który ją tak kusił.
W końcu ujrzałam na własne oczy co ta niewinna z pozorów kulka jest w stanie uczynić. Gdy kobieta pociągnęła za sznurek wysunęło się z niej w sekundę siedem mini ostrzy, które przebiły jej gałki oczne, gardło, i wszystko co tylko było możliwe.
Wykrwawiła się wewnętrznie, utopiła we własnej krwi. Gdy Damon wyjął kulke nie było śladu krwi, wyglądało to tak, jakby dostała niewyobrażalnie silnego, niemożliwego krwotoku wewnętrznego w całym ciele. Podrzucił ciało jej rodzicom, a gdy wezwali policję stwierdzili, że popełniła samobójstwo.
-Taka była kara jednej, i ostatniej z cząstek Lucyfera. Ty, jesteś ostatnią. Ale nie niezastąpioną.
Przerażona wpatrywałam się w Damona.
-Zostaw mnie, nie podchodź..
Złapał mnie za dłoń i ścisnął mocno, zostawiając na niej ślad.
-Załatwię każdego z twojej rodziny tak, byś za zawsze pamiętała ich widoki jak cierpią przez ciebie. Przez twój egoizm.
Wyrwałam mu się a on mnie uderzył.
-Jeszcze raz wtrącisz kogokolwiek do naszych spraw a pożałujesz nie tylko ty.
Wróciłam do mieszkania późnym wieczorem. Zastałam w środku pustkę, nie było Jansena. Usiadłam w ciemnej kuchni patrząc w ciemną i ponurą przestrzeń mieszkania. Po jakimś czasie wrócił Jansen ciężko wzdychając, jakby zmęczony.
-Kur... ale mnie wystraszyłaś... - nie zapalał światła, stanął nade mną. - co jest?
Wstałam i podeszłam do niego.
-Wszystko. - spuściłam wzrok z lekkim uśmiechem.
-To znaczy?
-Mam dość. - szepnęłam i pocałowałam go. - Wszystkiego mam dość. - znów go pocałowałam.
Nie miałam zamiaru przestać. Teraz już nie. Po sytuacji z Damonem byłam roztrzęsiona i wolałam nie ''kablować'' tylko odreagować w taki sposób.
Rano musiałam zbierać się ostatni dzień pracy w tym szpitalu. Jansen spał, a ja zbierałam swoje rzeczy po pokoju. Zerknęłam na niego ostatni raz.
-No nieźle, Em. Zaszalałaś trochę aż ZA. - mruknęłam do siebie.
I wyszłam do ''pracy''. Potem odbiorę od ulubionego komendancika i jego psów papierek i pieczątkę że jestem wolna zaniosę to do sądu i mam to wszystko... w dupie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz