teraz znajdowały się tam małe fabryki i sklepy w znacznej części opuszczone. Zaparkowałem przed
jednym z budynków i wyszedłem z auta upewniając się że Emilie nadal śpi i wyjąłem w bagażnika
jeden ze szczególnie ważnych sprzętów który mógł pomóc załatwić tę sprawę, to coś znajdowało
się w drewnianym pudełku, ponieważ gdy je biorę do ręki zaczynam lekko świrować.
Podszedłem do ciążkach stalowych drzwi i pewnie je szarpnąłem, okazały się zamknięte.
Nagle małe długie okienko w drzwiach się odsunęło i zauważyłem przez nie kobietę koło 30'stki,
mocno kręcone brązowe włosy, czarnoskóra.
-Hasło - powiedziała twardo
-Jaja sobie robisz ?
-Crowley przestał cię lubić - uśmiechnęła się szyderczo
-Mam do niego sprawę.
-A ja mam zlecenie żeby cię nie wpuszczać.
-Eva ? To ty chcesz nas zabić ? - poznałem ją.
-Nie zabić, przypilnować abyście umarli już na dobre, wyrzucić w otchłań skąd się nie wraca, bo tak
powinno być ty i twój brat nie powinniście bawić się życiem, dawno powinno was tu nie być.
-Masz racje a teraz mnie wpuść chodzi o Lucka
-Hasło słodziutki
-Serio
Przytaknęła
Musiałem zaśpiewać refren jednej z ulubionych piosenek Crowley'a, było to żenujące, ale poskutkowało.
Eva otworzyła mi drzwi i jeszcze na chwilę zatrzymała.
-Nie chcesz wiedzieć czy twój łoś nadal żyje ?
Zignorowałem ją i wszedłem przez portal do piekła. Po wejściu od razu zauważyłem Crowley'a.
-Oh, przepraszam, chciałem się z tobą spotkać.

-O wróciłeś. Po tak bolesnym odrzuceniu, miałeś czelność sie tu pokazać. - powiedział
-Miałeś go kontrolować.
-Jest silny, to jak trzymanie pit bulla na nitce, myślisz ,że masz nad nim kontrole ale jednak
on ucieka.
-Kup lepszą smycz i go złap.
-Ja ? - zaśmiał się - a czemu nie wielki Dean ? Czyżbyś się bał tego co może z ciebie wyleźć podczas
walki z jednym z upadłych archaniołów?
-Przyniosłem ostrze Kaina (ono zabija wszystko ale tylko pod warunkiem ,że osoba zabijająca posiada znamię Kaina)
-Po co mi ono ? To ty masz znamię.
-Oddam ci je.
-Wiesz ,że się nie da.
-Lucyfer zagraża też tobie.
-Mi ? Królowi piekieł ! Haha !
-On tu pierwszy królował.
-Jestem lepszy od niego !
-Zobaczymy. - dodałem wychodząc z piekła, Crowley ma teraz wiele do przemyślenia, Lucyfer nie jest łatwy do pokonania już drugi raz zwiał.
Po drugiej stronie portalu Evy już nie było, po prostu wyszedłem i wsiadłem do auta.
-Gdzie byłeś ? - spytała Emilie.
-Ty mi o wszystkim nie mówisz
Odpaliłem auto i wyjechałem z biznesowej.
-Ale ci powiedziałam.
-Musiałem pogadać z kumplem
-Kumplem ? Weszłam tam do środka i nic tam nie było, 4 ściany i szafki na kable.
-Chcesz poznać mojego kumpla ? - spytałem próbując ukryć uśmiech
-Tak! Jak działamy razem to nie ukrywaj nic.
Spojrzałem się na swoje kroczę a później na Emilie uśmiechnięty, zajęło jej parę sekund aby skumać
o co mi chodziło.
-Co ? Weź! Nie.
-A już myślałem - znów patrzyłem się na drogę - to gdzie jedziemy ?
-Zatrzymaj się tu - powiedziała gdy przejeżdżaliśmy koło CPN'u
Skręciłem na parking i oboje wszedliśmy do środka. Emilie podeszła do lady i coś zamawiała,
ruchem dłoni dała mi znać ,że mam usiąść ona się wszystkim zajmie. Nie minęło 3 minuty
gdy dosiadła się do mnie.
-Nie chcę cię w to mieszać, prawda jest taka ,że przed nim nie ma gdzie się ukryć, ucieczka
jest bez celowa. Teraz odejdziesz i zapomnisz o tej sprawię, nie potrzebuje mieć cię na sumieniu.
Mówiła dość szybko i twardo, była przejęta.
Usiadłem po jej stronie stołu, przełożyłem przez nią ramie i przytuliłem do siebie.
-Ze mną jesteś bezpieczniejsza niż z kimkolwiek innym.
Przytuliła się mocniej.
-Dlaczego nie możesz się teraz wycofać ?
...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz