niedziela, 10 kwietnia 2016

Od Jansen'a

Nie spodziewałem się że Emilie się zgodzi na to spotkanie, nie byłem przygotowany
na szybko wymyśliłem pobliską restauracje, usiedliiśmy przy stolikach na dworze.
Czekaliśmy właśnie na nasze zamówienie, na początku była trochę napięta atmosfera.
-A więęc kawa i sałatka po grecku? - zacząłem
-No jak widać
-Fit style ? - uśmiechnąłem się
-Tylko przy ludziach - uśmiechnęła się
Drętwa rozmowa była do czasu gdy donieśli nam zamówienie.
-sportowiec i hamburgery ?
-Jaki tam sportowiec - powiedziałem gryząc bułe
-No niby chodzisz na siłownie
-To praca
-Ach tak
Po zjedzeniu jakoś tak nic się nie układało nie mieliśmy sobe nic do powiedzenia,
albo raczej nie wiedzieliśmy jak zacząć, chciałem to zmienić i to spotkanie wrócić
jeszcze na dobry tor.
Wstałem, podałem jej rękę aby pomóc i jej wstać.
-Co jest ? -spytała
-Nie moje klimaty
-Sam wybrałeś to miejsce
-Tak na szybko
-To jakie są twoje klimaty ?
-Pokaże ci
Wsiedliśmy do impali i ruszyłem z piskiem opon. Zajechałem na CPN. 
-Potrafisz wlewać paliwo ? - spytałem siedząc na miejscu kierowcy i patrząc się na Emilie
-No raczej ! - odparła lekko oburzona
Wysiadłem i otworzyłem klapkę.
-Tu masz klapkę tam dozwonik wlej do pełna.
Wysiadła z auta i wzięła się za wlewanie, ja szedłem tyłem do sklepu aby móc patrzeć sie jak dziewczyna
sobie poradzi.
-Dobrze wyceluj ! Wątie że masz pojęcie o trafianiu w dziurki ! - krzyknąłem gdy byłem już przy sklepie
Wszedłem do budynku, wziąłem kilka schłodzonych piw, chipsy, truskawki i wino, przechodząc koło
pułki z magazynami przykuła moją uwagę okładka play boy'a. Trzymałem gazetę jedną ręką i też tą samą
ręką z trudnością przewijałem strony, ponieważ drugą trzymałem zakupy.
-Kupuje Pan ?! - odezwał się łysiejący, w niebieskim poplamionym fartuchu koleś za ladą.
Gdy do niego podszedłem, czułem niewyobrażalny smród, widziałem jak z samego końca fartucha spływa
jakaś ciecz, kropla zawisła na skraju materiału, chwiała się chwilę i rozciągnęła jak rzadka guma
po czym spadła na posadzkę. Koleś był tak odrażający ,że aż poczułem ciarki na ciele.
Położyłem zakupy na ladzie i modliłem się aby nie utytrał mi ich swoimi łapskami.
Jego łapy nie widziały mydła chyba od 10 lat, paznokcie były połamane w pionie i jedne były zbyt krótkie
inne przypominały szpony, a brud spod nich zaczynał żyć własnym życiem, nie zdziwił bym się jakby
tam wylęgła się choroba zdolna zniszczyć cały świat.  Moją uwagę przykół niestety jeden z jego gili,
spływał mu powoli w stonę ust, zawisł na szpiczastym końcu spierzchniętych warg i chlupnął na ladę,
szczęśliwie omijając moje zakupy.
-Za zakupy 80 za paliwo 90
Zaskoczył mnie gdy sięgnął po jednorazową reklamówkę, delikatnie ją otworzył i ułożył w niej zakupy
chronologicznie od najcięższych do najlżejszych, robił to tak starannie jakby od tego zależało jego
życie. Jego zewnętrzny wygląd przerażał, brudny grubas ale jego oczy mówiły coś innego, był intrygującą
postacią.
Wróciłem do auta, obszedłem go do okoła, otworzyłem klapkę by upewnić się że wszystko w porządku,
zamknąłem ją, dozownik też był cały a w aucie siedziała zadowolona z siebie Emilie. Wsiadłem do auta.
Położyłem zakupy na tyle.
-Łał gratuluje.
-Pestka - uśmiechnęła się
-Pomógł ci ten motocyklista - wskazałem kciukiem za siebie w miejsce gdzie stał motor.
-Em.. nie !
-Taaa na pewno - uśmiechnąłem sie i pojechałem przed siebie.- Gabi tak ?
-Co ?
-To twoja siostra
-Geniusz
-Niezła sprawa mieć sobowtóra
-To nie mój sobowtór, jesteśmy zupełnie inne.
-Ach tak, byłem w stanie was pomylić a rzadko mi się to zdarza.
-Leszcz jesteś i tyle - uśmiechnęła się
-Spadaj - też sie uśmiechnąłem
-Wiesz jak to jest, spotykasz się z kimś, rozmawiacie i nagle zdajesz sobie sprawę ,że jesteś starsznie nudny-
Uśmiechała się, patrząc na mnie, i lekko przechylając głowę w stronę oparcia.
-Ach tak ? - uśmiechnąłem się i ostro skręciłem na plac pod mostem. Emilie poleciała na mnie, i uśmiech
jej z twarzy momenalnie zniknął, za to mój był jeszcze większy.
Żeby wiecheć na plac musieliśmy przejechać przez ziemię z licznymi wybojami, dziewczyna skakała
w samochodzie i obijała się o bok. Gdy wjechaliśmy na asfalt, spojrzała sie na mnie wkurzona,
ale nic nie powiedziała poprawiła włosy które leżały jej na twarzy, zapieła pasy.
-Tak lepiej - powiedziałem komentując zapięcie pasów.
Na placu była kałuża, wjechałem w nią przez nie uwagę i niestety okazała sie błotnista,
poczułem ukłucie w sercu ale w końcu moje kochanie też może czasami zaszaleć.
-Wymyjesz mi ją - powiedziałem z uśmiechem, oczywiście nie na serio, nie pozwolił bym jej tknąć.
Wjechałem na niewysoką wyskocznie, przez chwilę lecieliśmy w powietrzu a gdy wylądowaliśmy
ostro skręciłem tak ,że Emilie przykleiła się na chwilę do bocznej szyby.
Co chwilę patrzyła się na mnie wkurzona myśląc ,,co to za idiota"
Znów zawróciłem z piskiem i Emilie upadła na mnie, nie mogła się wyprostować ponieważ non stop skręcałem w jedna i tą samą stronę z porządną mocą, leżała na moim ramieniu zirytowana a ja się na nią spojrzałem z uśmiechem. Skręciłem w inną strone i się odemnie odkleiła upadając na szybę, zrobiłem kilka bączków w trakcie których to ja byłem przechylony w jej stronę.
-Zatrzymaj sie ! Stój !
Zatrzymałem sie na jej prośbę a ona niefortunnie upadła twarzą na moje nogi. Spojrzałem sie w duł trzymając jedną ręką kierownicę.
-Myślałem ,że nie robisz tego na pierwszej randce.
Podniosła się oburzona zarzucając włosami do tyłu.
-Nie cierpię takich kolesi
-Pociągających ? - uśmiechnąłem się a ona wkurzona się na mnie spojrzała.
Gdy jechaliśmy w kolejne miejsce nie za wiele rozmawialiśmy, (ale wystarczyło by powidziała mi powierzchownie o swoich problemach, o jakieś misji i szefie.) ona przestała się denerwować ale
nadal gdzieś w głowie miałą tę sytuację. Wjechałem autem na górę, z której było widać miasto.
Wysiadłem z auta, wyjąłem piwa i chipsy położyłem wszystko koło auta biorąc po dwa, usiadłem
na masce i zaprosiłem na nią Emilie poklepując w miejsce obok. Było ciemno a na niebie wyraźnie było widać gwiazdy. Wysiadła z auta, i podeszła do klifu, bez słowa się rozglądała do okoła a ja tylko
ją obserwowałem jej ruchy i zachowanie.
-Full romantick - powiedziała
-Nie spadnij z klifu bo ziemie zaplamisz - dodałem złośliwie.
-Spadaj
Usiadła obok mnie na masce. Podałem jej piwo.
-Taki romantyk z niebie - spytała po czym wzięła łyka
-Nie do końca - teraz bez przerwy myślałem o tych chwilach gdy tak z Samem po ciężkim dniu, jeździliśmy
w podobne miejsca i tak jak teraz w ciszy siadaliśmy na masce, popijaliśmy piwa i wpatrywaliśmy
się godzinami w gwiazdy, takie chwilę łączyły nas, umacniały więź pozbywaliśmy się wewnętrznych
wyrzutów sumienia zapominaliśmy o problemach.
-Zrobiłeś się strasznie cichy - powiedziała patrząc się mi w oczy
Nawet nie zauważyłem ,że zamilkłem, poczułem sie tak jak wtedy z Samm'im
-Emm. sorry, zamyśliłem się.
-Każdą tu zabierasz ?
-Jesteś pierwsza
-Ah tak ? Jesteś doskonale przygotowany, piwa, chipsy siedzenie na masce, jakbyś o robił setki razy.
-Kiedyś z bratem.
-Gdzie on teraz jest ?
-.. nie żyje.
-Przykro mi. - powiedziała i położyła obok koła pustą już butelkę a ja jej podałem kolejną.
-Ty masz siostrę, musicie być sobie bliskie, jak to bliźniaczki.
-A wiesz... kiedyś może i tak, ale teraz... teraz to ona jakoś się zmieniła.
-Ona? Może ty.
-Ja ? Czemu?
-Tak sugeruje
-Nie ja to nie.

Rozmowa ciągła się jeszcze przez 2 godziny, do momentu gdy skończyły się piwa i ostatnie opakowanie
po chipsach lądowało wepchnięte w pustą butelkę. Byliśmy już nieźle wkręceni, i rozmowa się owiele bardziej
kleiła, Emilie stała się wygadana i bardziej otwarta. O to mi chodziło.
-I co teraz - powiedziała Emilie chwiejną mową potrząsając pustą butelką.
Zszedłem z maski i z auta wyjąłem wino i truskawki.
-Miały być na inną chwilę ale..
-Ooo! Daj ! - powiedziała podbiegając do mnie i zabierając mi wino, truskawki też.
Położyła owoce na masce i próbowała otworzyć butelkę ja w tym czasie z bagarznika wyciągnąłem wkręt.
Podszedłem znów do maski, oparłem się o nią i patrzyłem jak pijana dziewczyna tańczy
z butelką zaraz koło klifu próbując ją otworzyć, wyglądało to komiczne, ale gdy podeszła do kamienia i przymierzyła szyjkę butelki do niego zareagowałem.
-Czekaj ! Pozwolisz ? - pomachałem wkrętem
Podała mi butelkę i z niecierpliwością czekała. Wbiłem wkręt w korek i wyciągnąłem go lekko zadrapując
sobie przy tym dłoń.
-Proszę madam - dałem jej butelkę a ona zaraz ją przechyliła. Próbując wrócić na maskę upadła pod nią
i już nie wstała, usiadła tam i piła.
-Chodz tu - powiedziała do mnie
Ześlizgnąłem się z maski wziąłem truskawki i usiadłem obok. Emilie prawie całe wino wypiła sama,
traktowała je jak piwo i nie była skora się dzielić, ja jadłem truskawki. W pewnym momęcie Emilie
osunęła sie w moją stronę.
-Śpiąca jestem - powiedziała zamykając oczy i zasnęła.
Chwiejnie podniosłem ją, dwa kroki do tyłu jeden w bok i trzy do przodu ale udało mi się ją położyć w samochodzie.
Ciężko upadła a mi się nogi załamały i upadłem na nią, wtedy się przebudziła i zaczęła mnie przytulać, wkręciłem się w jej gierkę, za jej pomocą ciągnąłem bluzkę, jej i sobie. Atmosfera była gorąca, namiętna, niepowtarzalna,

ale w ostatniej chwili gdy dobieraliśmy się sobie do rozporów przytuliłem ją, i cicho szepnąłem ,,dobranoc" Przesiadłem się do przodu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz