poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Od Emilie

  Otworzyłam oczy. Głowa mnie bolała, wszystkie kości nie wspominając już o tym, że czułam jakbym właśnie umierała. Przewróciłam się ledwo co na drugi bok, otworzyłam oczy i zobaczyłam obok siebie Jansena.
-Co tu... robisz...? - szepnęłam.
-Przez sen mówiłaś moje imię, nie wiem co tam robiłem, ale chyba Ci się to podobało. - roześmiał się.
  Poprawiłam głowę pod nią podkładając dłoń.
-Co się stało i czemu wszystko mnie boli? - spytałam lekko się przeciągając.
-Zrobiłaś małe zamieszanie. Nic nie pamiętasz?
-Nie. - pokręciłam głową.
-Jesteś może głodna?
-Nie no, Jansen będzie moją pielęgniarką. - uśmiechnęłam się kpiąco.
-Tobie byłoby lepiej w tym przebraniu.
-Wizja erotyczna? No co Ty, zupełnie nie o to mi chodziło. - zaśmiałam się. - Aua... moja głowa... Która godzina?
-Dziewiąta...
  Podniosłam się nagle i ruszyłam do szafki by się ubrać.
-A Ty gdzie?!
-Praca!
-Jaka praca?
-Muszę odpracowywać karę... już mnie tam nie było dwa dni... jezu...
-Jaką karę?
-Ktoś wrobił mnie w narkotyki...
-Kto?
-Nie wiem... byłam tak zjarana, że nie pamiętam kto i kiedy mi wrzucił towar do torby...
-Ktoś próbował zniszczyć twoje relacje z rodzicami?
-I tak są już wystarczająco zniszczone. Tak jak z Gabi. - wzruszyłam ramionami.
-Nie żal Ci?
-Ostatnimi czasy nie jest mi żal niczego. - spojrzałam na niego. - Możesz wyjść z pokoju? Chcę się przebrać...
  Uśmiechnął się.
-Ależ ja chętnie popatrzę.
  Wzruszyłam ramionami i zdjęłam koszulkę odwracając się do niego plecami.
-Ej, ale dlaczego się odwracasz? - zaśmiał się.
  Odgarnęłam włosy do tyłu i spojrzałam na niego odwracając się w jego stronę
-Nie igraj z ogniem. - powstrzymywał się od czegoś.
  Złapałam w ręce koszulkę i podeszłam do niego, patrząc mu w oczy.
-Dobrze. Nie będę.
  Powstrzymywał się by nie spuścić wzroku na dół. Zaśmiałam się i założyłam koszulkę.
-Fajnie się bawisz? - spytał lekko zirytowany.
  Kiwnęłam głową.
-No. - uśmiechnęłam się. - Chodź bo się spóźnię.
  Wyszłam z hotelu do samochodu. Jansen przyszedł zaraz za mną i wsiadł do środka.
-Doigrasz się kiedyś.
-Ehe. - mruknęłam pod nosem poprawiając skórzaną kurtkę.
  Gdy dojechaliśmy pod szpital szybko wysiadłam z samochodu.
-Czekaj... - zatrzymał mnie Jansen. - Tu mogą cię dopaść.
-Kto?
-Lucyfer.
-Damon też...
-Dostał po mordzie, szybko się nie pokaże.
  Uśmiechnęłam się kącikiem ust.
-Dasz sobie tu radę? - spytał mrużąc oczy.
  Przybliżyłam się do niego.
-Kończę pracę o 15.
  Milczał.
-Będę tu na ciebie czekać.
  Odeszłam. W szpitalu panował lekki chaos, po korytarzach biegało paparazzi, przy okazji kilku zrobiło mi zdjęcia, a potem chciało wywiad. Jednak odmówiłam im i skryłam się w... gabinecie ordynatora.
  Odwróciłam się niezadowolona.
-Jednak raczyłaś się pojawić w szpitalu. - westchnął.
  Miał około trzydziestki. I chorobliwie zauroczony we mnie.
-Niech pan nie mówi, że się stęsknił.
-Jeszcze jak. - mrugnął.
-Wracam do pracy. Panu też to radzę. - odparłam kończąc rozmowę której tak bardzo unikałam bywając tu. Jeszcze parę godzin...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz