Obudziłam się z niewielkim kacem. Rozejrzałam dookoła, jakieś fotele, bardzo mi znajome... Jestem w samochodzie. Powoli przypominałam sobie co tak naprawdę się stało. Upiłam się - to byłam w stanie pamiętać.
Podniosłam się, leżałam bez koszulki. Zaczęłam jej szukać, leżała gdzieś na dole pod siedzeniem kierowcy. Założyłam ją i lekko w szoku oparłam podbródek o siedzenie na którym był Jansen i tykałam go dwa razy palcem wskazującym w ramie. Obserwowałam go kiedy się obudzi, a on jednym okiem wreszcie spojrzał na mnie lekko zaspany.
-Hej Em... O, założyłaś koszulkę. Szkoda...
-Czy my właśnie się ze sobą przespaliśmy? - spytałam prosto z mostu.
Zaśmiał się, zaskoczony moim brakiem ''owijania w bawełnę'' i odwrócił w moją stronę.
-Nie, tylko się mizialiśmy.
-To dobrze...
-Dobrze? Cholernie szkoda.
-Zabiłabym cię, gdyby było coś więcej.
-No nie mów, że Ci się nie podobam! - parsknął.
-Ja nie mogę z nikim... nic... po prostu nie mogę.
-Ale dlaczego?
Zamilkłam, wysiadłam z samochodu i usiałam na ziemi plecami do samochodu. Wpatrywałam się w las, uwielbiałam takie miejsca. Mogłam się zrelaksować, nienawidziłam miasta, moja rodzinka wręcz przeciwnie...
Usiadł obok mnie, odwróciłam się do niego.
-Dlaczego jesteś tak tajemnicza?
-Nie potrafię nikomu zaufać.
-Nie potrafisz, czy ktoś Ci zabronił?
Westchnęłam.
-Nie mogę powiedzieć...
-Bo... ktoś Ci zabronił. - dokończył.
Wzięłam w palce źdźbło trawy i bawiłam się nim owijając i rozwijając w okół palca.
-Hej, możesz mi powiedzieć. - przerwał ciszę.
-Nie mogę. Naprawdę, nie mogę.
-Dlaczego nie możesz?
-Dlaczego wałkujesz temat?
-Pierwszy zadałem pytanie! - uśmiechnął się.
-Beznadzieja. - mruknęłam pod nosem.
-Przecież nie pamiętasz naszej nie-wspólnej nocy.
-Podły jesteś!
Zaśmiał się a ja dałam mu dwa razy mocnego kuksańca w ramię i wyrzuciłam wymiętolony kawałek trawy.
-Ale no co? - dalej się śmiał.
Poczułam pieczenie w żołądku, wzięłam do ręki telefon by sprawdzić godzinę, a na czarnym ekranie ujrzałam swoje odbicie. Moje oczy zachodziły czernią, a lekkie, mało widoczne wory pod oczami znikały, zastąpione czarnymi żyłami.
Odwróciłam wzrok i zakryłam się od Jansena. Wstałam, podążyłam do samochodu.
Co robić?!
-Coś nie tak powiedziałem?
-Nie,nie... tylko... możemy już wracać?
-Coś nie tak?
-Przepraszam, po prostu muszę wrócić... mieszkam...
-Wiem, gdzie mieszkasz... dobra, odwiozę cię.
Słyszałam za plecami jego kroki, wsiadłam szybko do samochodu odwracając wzrok a on ruszył i pojechał przed siebie, tym razem nie jechał tak jak ostatnio. Może ze względu na to jaka nastała atmosfera.
Po dwudziestu minutach jazdy dotarliśmy na miejsce, a moja twarz odzyskała dawny, normalny wygląd. Spojrzałam na Jansena i z lekkim uśmiechem podziękowałam za wieczór i przeprosiłam, za to że stało się to co się stało.
-Przecież nie spaliśmy ze sobą. - zaśmiał się.
-Ale się całowaliśmy, tak?
-No nie zgrywaj takiej świętej.
Zaśmialiśmy się.
-Dziękuję Ci jeszcze raz... że mogłam się oderwać od wszystkiego.
-Może kiedyś powiesz mi co Cię tak dręczy.
-Ale Ty jesteś ciekawski...
-I uroczy. - przerwał mi.
-Eh... dobrze, i uroczy. - uśmiechnęłam się. -To do... zobaczenia kiedyś?
-Kiedyś?
-Zapisałam Ci mój numer na masce samochodu...
-CO?! - wybuchnął.
Roześmiałam się.
-Żarcik Panie uroczy. Twój skarb jest nietknięty. Ale numer zostawiłam w kieszeni Twoich spodni.
-Kiedy niby to zrobiłaś? - zdziwił się.
Mrugnęłam do niego z uśmiechem.
-Tajemnica.
Sięgnął do kieszeni.
-Prawa kieszeń. - nakierowałam go.
Wyjął z prawej biały kawałek kartki z napisem ''Możesz pomarzyć''.
-No ej... - zaśmiał się.
-Znów żartowałam, druga strona. - uśmiechnęłam się i odeszłam.
Gdy weszłam do domu siostra siedziała w salonie i z kimś rozmawiała. Wyczułam ewidentnie zapach marihuany i wszelkiego zielska i papierosów. Weszłam do salonu a tam siedziała z jakąś dziewczyną.
-Ho ho ho, no proszę. - siostra odwróciła się zaskoczona w moją stronę i odskoczyła z kanapy jak poparzona w ręku trzymając jointa.
-Co tu robisz?!
-Przyszłam wcześniej, jak widać. Robisz z domu meliniarnię czy jak?
-Sama jarasz! - parsknęła Gabi.
-Ale raz na jakiś czas, a nie co chwilę!
-Skąd wiesz, że...
-Wcześniej znalazłam w twoich kieszeniach od kurtki tytoń. Nie grzebałam Ci w rzeczach, po prostu mamy prawie takie same kurtki. Wiem dlaczego nie ma cię w domu, dlaczego to robisz...
-Nie twój interes.
Spojrzałam na nic nie przejmującą się koleżankę siostry.
-Ty. Wypieprzaj. - warknęłam.
-Nie masz prawa... - zaczęła siostra.
-Wstań i wyjdź. - powiedziałam powoli i stanowczo.
-Nie, Meg, czekaj...
-Jak jej nie pasuje to wychodzę, nara.
-Nie, czekaj! - dziewczyna spojrzała na mnie nienawistnie.
-Jakiś problem? - spytałam jej.
Milczała.
-Wypieprzaj, bo zrobi się nieprzyjemnie. - moje oczy zaczęły czernieć, dziewczyna lekko wystraszona ulotniła się z domu.
-CO TY ROBISZ?! - krzyknęła siostra.
-Wyrzucam śmieci. - odparłam.
-NIE NAZYWAJ JEJ TAK!
-Dobra, sorry. Wkurzyłaś mnie, nie dość, że jarasz to jeszcze robisz z domu meline. Co gdyby... rodzice tu weszli? Co?
Milczała.
-Następnym razem chcesz jarać? Idź do meliny, a nie do naszego domu.
-Moja sprawa kogo zapraszam.
-Ja o niebie, ty o gównie. Zastanów się co robisz i jak to robisz. Nie zakazuję ci jarać i palić, jesteś dorosła. Ale... Kurwa mać Gabi, myśl czasem co robisz i gdzie.
-MOJA SPRAWA!
-Nie twoja, bo to też mój dom. Nie rób z rodzinnego gniazdka miejsca do staczania się na samo dno.
-Nie jestem na samym dnie...
-Ale na nie idziesz. - odparowałam.
-Uważasz, że jestem jakimś ćpunem?!
-Nie to chciałam powiedzieć. - powiedziałam oburzona.
-Własnie to próbujesz powiedzieć...
-Kurde, byłaś taka dobra... chciałaś wyjechać, chciałaś... chciałaś być na uczelni w Chicago... a Ty to zepsułaś. Spieprzyłaś sobie życie.
-Eryk tu był. - zmieniła temat i zaczęła się śmiać. - Mówił, że jest... moim aniołem stróżem... jestem kimś wyjątkowym... czaisz? Haha!
Zbladłam. Ręce zaczęły mi dymić na czarno, czułam w sobie złość, wokół Gabi nie widziałam białej otoczki, ale wyczułam kogoś pukającego do drzwi.
Szybko wyszłam z salonu by nie zrobić siostrze krzywdy, otworzyłam drzwi, a tam aż białe światło uraziło moje czarne jak węgiel oczy. Biała otoczka - Eryk. Wszystko zaczynałam rozumieć. Złapałam go za koszulkę i wypchnęłam spod drzwi na ziemię. Uderzył plecami o chodnik.
-Gabi!?
-Emilie, psie. - odparłam. - Wypieprzaj stąd.
-Nie wierzę... Ciebie omamili, rozumiesz? Nie jesteś dobrą osobą... oni chcą...
-Chcą dobrze! Gówno wiesz. Nie mieszaj Gabi do tego.
-Nie chcesz jej zabić? Eh... pewnie nie uświadomili cię o co chodzi...
-Nie skrzywdzę siostry... - odparłam zdziwiona.
-Ta, jak ci będą kazać to zabijesz ją bez mrugnięcia.
-Nie zrobię tego. - warknęłam. - WYNOCHA STĄD! - krzyknęłam.
-Jakiś problem? - usłyszałam głos Jansena wysiadającego z samochodu.
Zamurowało mnie.
-Ee... Ty... co tu... robisz...?
-Jak odjechałem stwierdziłem, że wrócę. Zapomniałaś z auta telefonu... Czy mam go stąd grzecznie wyprosić?
-Tak, proszę... - szepnęłam a Jansen złapał chłopaka za koszulkę i jednym machnięciem ręki sprawił, że Eryk znalazł się na środku ulicy.
-Do widzenia panu. - powiedział Jansen a Eryk się ulotnił.
-Dzięki... za to i za telefon...
-Co się działo? Kto to był?
-Były mojej siostry... Same z nim problemy.
-I przyszedł do Ciebie?
-Gabi jest w domu... całkiem zjarana... Nie mam siły na nią... Jest na mnie wściekła... z domu zrobiła melinę, cały salon jest w dymie...
-Mogę jakoś pomóc?
-Może zobaczymy się wieczorem... co? Wrócą rodzice... będę musiała ich powiadomić o tym co się stało a wtedy zostawię ich z nią... będzie pewność, że Gabi nic głupiego nie zrobi. A ja muszę sie oderwać... znowu.
-Będę tu o 18. Pasuje?
-Jasne. - westchnęłam zdenerwowana.
-Wyluzuj. - zaśmiał się i poszedł.
Wróciłam do domu.
-Dawaj klucze.
-Co?
-KLUCZE MI DAJ. TWOJE. DO DOMU.
Poszła, całkiem roześmiana i podała mi swoje.
Każda z nas miała jedną kopię kluczy. Zamknęłam wszystkie drzwi, wrócili rodzice, byli zaskoczeni zapachem unoszącym się po domu.
-Mamo, tato... Gabi popadła w... złe towarzystwo. Zaczęła jarać, ćpać i palić... przeszukałam jej kieszenie i szafki. Znalazłam tylko paczkę papierosów - wyjęłam ją na stół jak i następne rzeczy. - marihuanę.. Wychodze wieczorem, mam jej klucze i chciałabym by nie zostawała sama w domu. Wiecie co macie robić...
Sama nie byłam święta, zabrałam jedną porcyjkę marihuany dla siebie... tak na gorszy wieczór. Rodzice nienawidzą takiego zachowania, napewno zrobią jej ostrą jazdę. Mama pracuje w fundacji dla osób uzależnionych od narkotyków, wie co robić, a ojciec... ojciec chyba zabije Gabi za to co zrobiła. Nie chciałabym być na jej miejscu, napewno nie będą delikatni. Musiałam to zrobić, nawet jeśli siostra będzie na mnie wściekła...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz