Damon zabronił zawierać nowe znajomości, nawet nalegał bym zignorowała rodzinę i zapadła się pod ziemię... jednak nie mogę tego zrobić siostrze. Nawet nie wiem co ona teraz robi, oddaliłyśmy się od siebie. Ja ostatnio czuję, że coś z nią złego się dzieje, stacza z toru, z tego dobrego... ja zresztą robię dokładnie to samo.
W pracy napisałam artykuł o porwanym/uratowanym dzieciaku i wyświetlenia wzrastały, na dodatek dodałam felieton który spodobał się wszystkim a wyświetlenia rosły z każdą minutą. Nie wiedziałam, że aż tyle osób mnie śledzi na portalu.
Dorota nie zgodziła się na wypowiedzenie, dała mi wolne. Nie chce stracić kogoś takiego jak ja, ale wolałabym odejść i nie zawracać sobie głowy redakcją. Wpłynęły pieniądze, jeszcze troche brakowało mi do mieszkania które chciałam kupić. Na razie mieszkałam w nim drugi dzień ale znajomy mojego ojca kazał pośpieszyć się z wpłatą. Musiałam zrobić wszystko by Dorota mi zapłaciła, musiałam czymś zabłysnąć, ale dziś nie miałam do tego głowy.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam wychodząc od Jansena... oszalałam! Dobrze, że tak zrobiłam - wyszłam bez wyjaśnień i zamknęłam drzwi. Wolałabym nie mieszać go w takie sprawy. Sama nie wiem kim tu jestem i jaką rolę odgrywam...
Wróciłam do domu, chciałam odwiedzić siostrę. Też właśnie zdejmowała buty i chyba skądś wróciła. Jednak ona pierwsza zadała pytanie, a ja musiałam odpowiedzieć.
-Byłam na wywiadzie.
-Z tym facetem?
Była jakaś dziwna, ale nie zwróciłam na to zbytniej uwagi. Może jest zmęczona? Nie ważne.
-Tak, Jansen.
-Ale sprawy służbowe, ta?
-No. - westchnęłam. - Jeszcze... tak... oficjalnie... się nie widzieliśmy.
-Bo?
-Bo... Bo nie mogę się z nikim spotykać.
-Masz kogoś? - wyprostowała się i odeszła od lodówki.
-Nie. - odparłam zirytowana. - Nikogo nie mam.
-To może czas na kogoś?
-Nie. Nikt nie może wejść do mojego życia. Poza tym czuję, że to nie typ faceta na dłuższą metę.
-Booooo?
-Boooooo... bo to czuję.
-Jesteś głupia. - zaśmiała się.
Uśmiechnęłam się.
-Spakowałaś ostatnie rzeczy z szafy jak prosiłam?
-Zapomniałam. - odparła obojętnie.
Zignorowałam ją i zła poszłam na górę.
Sama się spakowałam i bez żadnego ''cześć'' wyszłam z domu zostawiając ją na kanapie. Nie wiem co się z nami dzieje, ale ja na pewno nie mam zamiaru być jej niańką. Jest dorosła. Pomogę jej jeśli... ona sama będzie tego chciała.
Weszłam do mieszkania, a przede mną stał... Luc.
Luc to... Lucyfer ale w ciele człowieka. Tak, udało mu się wreszcie zapanować nad czyimś ciałem i wejść do świata ludzi.
-Co tu robisz? - spytałam zaskoczona.
-Mam zamiary zabrać cię do piekła. - odparł.
-Załóż koszulkę...
-Z szacunkiem, Emilie. - nakazał.
-Panie. - dodałam w pełni świadoma powagi sytuacji.
Jednak nie posłuchał.
-Nigdzie się nie ruszam. Będę wykonywać tutaj polecenia Panie.
-Niech będzie. Wychodzisz gdzieś?
-Na imprezę.
-A więc jeśli zauważysz kogoś z białą aurą masz zabić.
-Co...?
-Pamiętaj, że chodzi o moje bezpieczeństwo. No i całego piekła. Biali to nie anioły. To inne, nieznane nam istoty.
Uwierzyłam mu. Dlaczego niby miałby kłamać?
Zniknął, a ja wybrałam się na imprezę.
Idąc chodnikiem, minęłam dziewczynę którą otaczała delikatna, niewidoczna biała aura. Zatrzymałam się, odwróciłam za nią i poszłam w jej ślady. Napadłam na nią i przygwoździłam do ściany. Chciała krzyczeć, ale spojrzałam jej w oczy, krzyczała, że moje są czarne, jak dziura, jak pustka. Jednak nie obchodziło mnie to, że jest przerażona, miałam ją zabić... miałam zabić takie osoby jak ona.
Lewą ręką trzymałam ją, a prawą wycelowałam w miejsce gdzie ma serce. Jakbym ją przeniknęła, czułam jej serce w swojej dłoni, ścisnęłam i wyjęłam jej je z piersi. Dziewczyna dusiła się ale w kilka sekund była martwa.
Po całym zdarzeniu byłam... normalna. Ale nie byłam spanikowana, czułam, że dobrze zrobiłam... że mimo wszystko że to Luc kazał mi to zrobić... to dobrze było mu pomóc.
Na następny dzień wracałam z pracy, od razu było poruszenie wczorajszą sytuacją a ja udawałam równie zaskoczoną i podekscytowaną nowym tematem do napisania, jednak wcale nie miałam zamiaru wyrażać opinii w tym temacie. Poszłam do banku wypłacić resztkę pieniędzy i spotkałam Jansena.
-Masz zamiar napisać o zdarzeniu z zeszłego wieczora i przeprowadzić ze mną wywiad? - spytał, a ja się uśmiechnęłam.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem w niego, że nie odpuszcza.
-Mało jest kobiet w mieście do podrywania? Albo samochodów?
-Mój skarb jest tylko jeden, jasne? - udał powagę. - Ile razy można cię prosić o jedną rand... o jedno spotkanie?
-Nie bawie się w randki.
-A więc nazywasz to randką?
-Sam przecież...
-Ja nie dokończyłem!
Zaśmiałam się i kiwnęłam głową.
-Dobra. Jedno SPOTKANIE. Jedno.
-Ekstra. - uśmiechnął się i poszłam tam, gdzie mnie prowadził.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz