Szłam na spotkanie z policją ze względu na to, że nie było mnie kilka dni w pracy co trochę mi komplikuje. Jeśli wilkołaki nie będą chcieli mnie wysłuchać to jestem w dupie. Gdy podchodziłam do drzwi wejściowych czekał na mnie ten pies, który mnie zatrzymał jak się zjarałam.
-Wow, no proszę proszę, a jednak raczyłaś się zjawić. - powiedział Taylor.
Spojrzałam na niego zirytowana.
-Nie wkurzaj mnie. - odparłam i chciałam złapać za klamkę
Taylor wyprzedził mój ruch, otworzył mi drzwi i dżentelmeńsko ustąpił mi miejsca w nich. Uniosłam brwi i poszłam przed siebie, gdy ujrzałam komendanta, skierowałam się do niego powolnym, seksownym krokiem z lekkim uśmieszkiem.
Uniósł wzrok znad jakiś papierów, lekko opadła mu szczęka, gdy usiadłam w jego gabinecie. Miał minę, jakby prosił, bym wyszła i weszła jeszcze raz.
Nie powiem, wampiryzm dodał mi trochę seksapilu i urody, dlatego łatwo te psy łapały się na wszystkie moje ruchy. Będą łagodniejsi.
Komendant nie był alfą w stadzie tutejszych wilków. Alfa nie zniżał się do poziomu podwładnych i wolał nie pokazywać się nikomu. Tak naprawdę nikt nie wie jak on wygląda, ani gdzie przebywa w mieście. Podobno jest bardzo silny i ma ponad czterysta lat. Jest legendą wilkołaków i nie tylko, wszyscy o nim wiedzą ale nikt nie wie, co jest plotką a co prawdą. Nie tylko ja marzę, by osobiście spotkać takiego ''celebrytę'' wilkołaków.
-A więc dostałem skargę ze szpitala, że nie chodziłaś tam jakiś... yhm... czas... - starał się nie patrzeć na mój dekolt.
Założyłam nogę na nogę i spojrzałam mu w oczy.
-Ależ będę chodzić, zapewniam. - uśmiechnęłam się lekko.
Nie był alfą, więc nie był odporny na zauroczenia. Jeden plus posiadania umiejętności wampira. Mogłam robić z kimkolwiek co chciałam. Ale nie nadużywałam tego. Np teraz. Jeszcze nigdy tego nie używałam, nawet nie wiem jak to się robi. Byłam typową amatorką. Miałam tylko umiejętności wampira, nawet nie biegałam tak szybko jak oni.
Uniósł brwi.
-Następnym razem dostanie pani wezwanie z sądu, a nie z policji.
Wstałam i zostałam wyprowadzona przez Taylora.
Wyglądał jak dwudziestolatek, typowy młodzik stada. Ale wiedziałam o nim to, że był najdłużej w stadzie i był synem alfy. Czyli - nietykalny.
Wróciłam do mieszkania w hotelu, wzięłam z barku wino i otworzyłam je.
Usłyszałam kroki Jansena w drugim pokoju, rozmawiał z kimś. Nie podsłuchiwałam, nie zwracałam uwagi w tym momencie na to. Piłam duszkiem i usiadłam na blacie.
Emilie, wszystko w porządku? Przepraszam za ostatnie... Kocham. Gabi.
Zagryzłam wargę i odłożyłam na bok telefon. Nie mogłam się odzywać do siostry, na razie. Powinno tak zostać dopóki nie opanuję swoich morderczych ''odpałów''.
Z pokoju wyszedł Jansen, trzymając w ręku telefon. Włożył go do kieszeni spodni, gdy podniósł wzrok, od razu spoczął na mnie i butelce wyśmienitego wina.
-Gdzie byłaś cały dzień?
-Załatwiałam sprawę z wilkołakami.
-Jakie można mieć sprawy z tymi psami?
-Widocznie jakieś można. - uniosłam brwi i założyłam nogę na nogę.
-Jesteś strasznie... - urwał.
-Co? - spytałam szeptem.
Milczał.
Zeskoczyłam z blatu i odłożyłam na bok pustą już butelkę po winie. Położyłam mu dłoń na policzku i spojrzałam w oczy. Przegryzłam wargę, ale milczałam.
Zacisnął zęby i zamknął oczy.
-Nie prowokuj...
-Powstrzymujesz się? Ty? - szepnęłam mu do ucha. - Nie poznaję cię.
Jedyne co zrobiłam, to musnęłam go lekko ustami o jego. Z uśmiechem odsunęłam się od niego powoli. Odwróciłam się plecami od niego odchodząc już w stronę barku.
Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Pocałowałam go.
Nie myślałam wtedy, czy robię dobrze czy źle. Mój głos rozsądku schował się w kąt, tylko coś szeptał nieznacznie, ignorowałam go i robiłam to, na co w tej chwili miałam ochotę.
Pierwszy raz zignorowałam rozsądek, naruszyłam swoje zasady i to perfekcyjne ułożenie w mojej głowie. I gdy pomyślałam o tej ''perfekcyjnej mnie'', która jeszcze nie została zniszczona przez Lucyfera... oderwałam od siebie Jansena i poszłam po koszulkę, którą zdjęłam. Rzuciłam Jansenowi jego, a swoją założyłam.
-Auć. - mruknął.
Spojrzałam na niego pytająco.
-Najgorszy, chyba pierwszy kosz w życiu jaki dostałem. - zaśmiał się.
-Nie mogę. - opadły mi ręce.
-Dlaczego?
-Bo nie.
-Przecież chcesz tego.
-Właśnie... od jakiegoś czasu sama nie wiem, czego chcę. To skomplikowane. - odparłam, złapałam kurtkę i wyszłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz