niedziela, 3 kwietnia 2016

Od Jansen'a

Byłem w klubie, trzymałem kij od bilarda i wziąłem łyka piwa obczajając śliczną brunetkę i jej koleżankę.

Speszyły się i zaśmiały, odwróciłem się do nich tyłem i przymierzyłem się do bili ukradkiem przez
ramie jeszcze zerkając za siebie, uderzyłem. Wycelowana bila powoli wpadła do dołka. Z satysfakcją, uśmiechem i lekkim przytakiwaniem odwróciłem się jeszcze raz ale ich już tam nie było, uśmiech powoli zeszedł mi z twarzy, odwróciłem się s powrotem w stronę stołu spojrzałem na przeciwka i znów się uśmiechałem. Wycelowanie, trajektoria i... strzał! niestety bila nie wpadła do dołka zawiesiła się na skraju. Teraz to gruby przeciwnik sie uśmiechnął. Gra trwała dalej. Szanse na wygraną były równe każdemu zostało 3 bile i czarna. Nachyliłem się nad stołem, starannie wycelowałem kij w białą bile a tą w brązową.
-Możesz już iść po piwo - powiedziałem skupiony do grubasa który tylko odburknął
I strzał, brązowa leci, leci i pach uderza w czerwoną i brązowa wpada zabierając ze sobą bile zawieszoną na skraju dołku, czerwona tez wpada teraz kolej na czarną, z nią nie było problemów, prosta droga.
Wygrałem. Odwróciłem się zostawiając kij na stole i słyszałem w głowie okrzyk tysiąca fanek.
,,Jesteś najlepszy! łoooooooł ! " uśmiechałem sie do nich, czułem się królem.

-Dogrywka ! - wrzasnął grubas
Odwróciłem się i wziąłem łyka browara.
-Jasne, czemu nie. Ale teraz moje piwo - szyderczo sie uśmiechnąłem.
Od samego początku, kiedy tylko wszedłem do tego baru czułem czyjś wzrok na sobie, przeszywał mnie i mocno irytował.
Gdy grubas poszedł po piwa ja rozstawiłem bile, nagle ktoś trącił mnie barkiem.
-Co jest kurw...
Odwróciłem się i złapałem tego kolesia za koszulę, uniosłem lekko nad ziemię i przysoliłem gonga.
On mi się wyrwał, opadł na ziemię, wytarł krew spod nosa i oddał mi, nie zdążył się zorientować
jak kolejna buła leciała w jego stronę, wywrócił się. Miałem ochotę go wetrzeć w posadzkę.
Podniosłem go łapiąc za koszulę.
-Dobra kolo, sorry ! postawie ci piwo - zasłonił twarz rękoma
Dostał jeszcze raz i kolejny, za trzecim wypały mu zęby, ochrona już do nas podeszła i próbowała
zareagować. Koleś znów leżał i nie wstawał, stałem nad nim z szeroko rozstawionymi nogami,
ciężko oddychając, czułem moc, i żądze zabijania, chciałem z nim skończyć tak jak i z każdym tu obecnym.
Czułem jak krew rozsadza mi żyły, jak coś chce ze mnie wyleść, ominąłem skatowanego kolesia i wyszedłem na zewnątrz przez zaplecze. Trochę się uspokoiłem ale znów poczułem czyjś wzrok na sobie.
-Możemy to rozegrać jak tylko chcesz - powiedziałem nie szukając go wzrokiem, patrząc tylko przed siebie. Nie udawajmy ,że nie zauważyłem cię wcześniej. Przyjrzałeś się ? Widziałeś, jak sie ruszam ?
 Liczę na to bo przydałby mi się rywal.
Nagle zza zaułka wyszedł koleś pokazując sztyletem w moją stronę.

-Myślisz ,że co mi zrobisz ? Ty dupek. Już raz zaatakowałeś mnie na stacji paliw
 i nic z tego dobrego ci nie wyszło. Nie możecie pogodzić się ze śmiercią królowej. - mówiłem to
patrząc na niego z lekkim uśmiechem i zadowoleniem
-Raczej z tym że zabił ją taki gnojek jak ty. - wskazał sztyletem na moją twarz
Westchnąłem, spuściłem na chwile głowę i znów się na niego spojrzałem mówiąc.
-Taak, to musi boleć, co ?
Wyciągnąłem powoli mój sztylet, w przeszłości w sumie nie dalekiej wpadłem w posiadanie takiego
cacka które zabija wszystkie stwory co by to nie było. Gdy zauważył to ten koleś, zmienił oczy
na smolisto czarne.
Rzucił sie w moją stronę wysoko unosząc sztylet z zamiarem dźgnięcia mnie, złapałem go za nadgarstek tej ręki i uderzyłem w brodę od dołu potem jeszcze raz, wytrąciłem mu anielski nóż z dłoni i dźgnąłem go swoim w brzuch. Gdy on upadał słychać było jeszcze kołysanie się na betonie anielskiego sztyletu.
Po chwili z drzwi za mną wyszedł Crowley.
-Nasłałeś go na mnie ? - spytałem poirytowany
-Żebyś utrzymał formę - wzruszył ramionami
-Serio ?
-Gdybym ja ich nie podsyłał co by się stało twoim zdaniem ? Trzeba zaspokoić bestie inaczej...
-Wiem wiem... wylezie
Wszedłem s powrotem do baru przez zaplecze mijając po drodze Crowley'a. Usiedliśmy przy ladzie.
-Próbuje pomóc - powiedział
Wziąłem łyk piwa
-Skłamałeś - powiedziałem nie wypuszczając butelki z ręki.
-Myślisz ,że z kim rozmawiasz ? A czy blaszany drwal ma metalowego siusiaka ? - mówił marszcząc się na twarzy
-Okej
Wstałem zabierając piwo ze sobą.
-Czekaj, usiądź
On jeszcze siedział, teraz oparł łokcia o ladę która była aktualnie za nim.
-Siadaj - nalegał
Spojrzałem się na niego z góry, on się zakłopotał i oderwał wzrok.
-Musiałeś być w formie, chodzi o przyszłość, o której zaraz porozmawiamy.
-Naszą przyszłość - spytałem zaskoczony ,,co on bredzi ?'
-Zawodową. Jak to ująć... jeśli będę musiał spędzić jeszcze jedną noc w tej cuchnącej spelunie pełnej
 niespełnionych marzeń i smrodu sam odetnę sobie twarz.
-Nie wiem o czym mówisz, mnie sie podoba - rozejrzał się po lokalu oceniająco zaciskając wargi.- jest mi tu świetnie - spojrzał się na niego z uśmiechem
-Naprawdę ?
-Ile skrzydełek możesz zjeść ? ile możesz męczyć jeden utwór ?
-Nie było między nami żadnej umowy.
-To mój obowiązek.
-Że co ?
-Jesteś zasranym demonem.
-Żeby tylko - napiłem się piwa nie wzruszony
-Ale czas zaakceptować to czym jesteśmy i wracać do pracy.
Usiadłem obok niego opierając łokcie o ladę i biorąc łyka piwa.
-Ja pasuje
-Pomyśl. Dean Winchester u boku króla piekieł. Razem będziemy rządzić i stworzymy idealne piekło.  Nie kończymy imprezy tylko ją przenosimy. Zmienimy bar na tournee
Wstał nie zabierając ze sobą piwa i poszedł gdzieś zostawiając mnie.
-Jeszcze jedno proszę - podniosłem piwo pokazując barmance

...

Następnego dnia po południu miał miejsce dziwny incydent, wpadła na mnie ta dziennikarka Emilie,
uciekała przed czymś, i wsiadła pośpiesznie do taksówki. Spojrzałem się na apartament z którego wybiegła i od razu wiedziałem ,że mój spokój właśnie został naruszony i będę musiał zmienić miejscówkę. Ale dawny ja czuł nieubłaganą chęć rozwiązania problemu Em. Poszedłem dalej prosto na siłownie a po pracy zadzwoniłem do dziennikarki.
-Emilie ? Może chcesz wpaść, obgadać tę sprawę z dzieciakiem ?
-Jansen ? Może innym razem, dzięki że dzwonisz i w ogle, odezwę się jeszcze. - mówiła nadal lekko
przerażona, to co widziała musiało być naprawdę przerażające.
-A może na kawę wpadniesz ? Chyba ,że wolisz wishey.
-Cześć Jansen.
Rozłączyła się a ja dziś zostałem w domu, nalałem sobie szkockiej i słuchałem utworów kansas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz