-Słuchaj, ona jest dorosła, niech robi co chce. Nie odgrywaj za nią matki i ojca.
-Teraz to moja wina...
-Siadaj, a ja... wezmę coś do picia. Co chcesz? - spytał, a ja naburmuszona odwróciłam wzrok.
-No nie obrażaj się, przecież mam rację, no nie?
Westchnęłam i kiwnęłam głową.
-Coś mocnego.
-To mi się już bardziej podoba. - uśmiechnął się i poszedł.
Po chwili poczułam parzący dotyk na moim ramieniu. Parzący oddech dotknął mojego policzka drażniąc moją delikatną skórę.
-Nie możesz się z nim widywać.
-Będę robić co będę chciała.
Luc zaśmiał się przerażająco.
-No, akurat tu się mylisz.
-Nic nam nie zagraża. Jest zwyczajny.
-Zobaczymy, co przyniesie Ci ta znajomość. Tylko pamiętaj, nic mu nie mów. Jesteś ważna, a on to zniszczy.
-To zwykła znajomość, przysięgam.
-Mam taką nadzieję, Emilie.
Gdy zjawił sie Jansen, Luc zniknął z pola widzenia i słyszenia. Odetchnęłam, a przy Jansenie mogłam się trochę rozerwać. Piłam najmocniejszego drinka w tym lokalu i przy każdym łyku marszczyłam nos i brałam coraz większe łyki.
-Zajebiste, nie? - spojrzał na mnie rozbawiony, najwyraźniej moim marszczonym nosem co kolejny łyk.
-Lubię mocny alkohol.
-A to nowość.
-Myślałeś, że wolę delikatniejsze? - zaśmiałam się dokańczając drinka. - Chciałabym jeszcze...
-Przyniosę...
Zatrzymałam go za ramię.
-Mam pomysł. - uśmiechnęłam się tajemniczo.
-Oświeć mnie.
-Chodźmy stąd. - wstałam z krzesła jak oparzona i podeszliśmy do baru gdzie facet robił drinki.
-Co podać?
-Hej... - spojrzałam mu zalotnie w oczy, opierając się o blat. - Mam nietypową prośbę...
Chłopak był młody, lekko zakłopotany i oczarowany spojrzał na mnie a ja wiedziałam do czego zmierzać.
-Głupio mi tak o to prosić...
-Zrobię co się da...
-Mógłbyś użyczyć nam jedną butelkę wódki...? Tak wiesz... tej mocnej... mogę nawet dopłacić troszkę...
-A umówisz się ze mną?
-Bywam tu prawie codziennie, przyjdę jutro. - mrugnęłam do niego a za plecami krzyżowałam palce.
Chłopak rozejrzał się dookoła, podał mi wódkę a ja puściłam do niego oczko i wyszłam z baru z Jansenem.
-Niezłe to było. - roześmiał się. - A na randkę z nim pójdziesz?
-Nie, chciałam tylko to, na co miałam ochotę. Teraz druga faza... zabierz mnie tam gdzie wczoraj.
Zaskoczony zrobił to, o co poprosiłam.
Na miejscu otworzyliśmy wódkę. Byłam trzeźwa, jak na to ile wypiłam w barze.
-Patrz...
Przechyliłam butelkę i z gwinta pijąc, kręciłam się dookoła, po czterech sekundach podałam Jansenowi butelkę.
-Ohyda, ale spróbuj.
-Co...? - zaśmiał się.
-No daaaawaj. Proszę!
Zrobił to, ale sam wytrzymał sześć sekund. Zaskoczona wpatrywałam się w niego i tak zapowiadał się ten wieczór. Bez żadnych zmartwień... jak najlepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz