piątek, 1 kwietnia 2016

Od Emilie

  Damona nie było, leżałam w dużym łóżku zawinięta w białą pościel po uszy, zadowolona z dobrego seksu i kolejnej udanej nocy z moim kochankiem. Bo nie byliśmy razem - po prostu był kimś dla mnie do seksu, a wolę nie być postrzegana jako np. dziwka. Wolę być zadowolona, a noce, popołudnia czy poranki spędzone z Damonem to coś, co jest idealne i nie mam żadnych ale.
  Po chwili zadzwonił mój telefon, ale zignorowałam go. Potem drugi raz, zdenerwowana odebrałam, ale nawet się nie odzywałam.
-Emilie... - usłyszałam głos siostry w słuchawce. - Kac...
  Westchnęłam ciężko.
-Porzucam robotę. - odparowałam. - I żyję pełnią życia jak powinnam.
-Co? Matka cię zabije... auć... moja głowa... pomóż...
-Kawa i cytryna.
-Fuu...
-Działa.
-Gdzie jesteś?
  Zamyśliłam się. Nie powiem prawdy.
-U kumpeli z pracy. Monica chciała pogadać, problemy z Andree, to jej facet...
-Aha, czaje...
-Dopiero się obudziłam, nie wiem kiedy wrócę.
-Dobra... to czekam na ciebie.
-Jasne, postaram się być jak najszybciej.
  Wstałam i naga poszłam do kuchni tańczyć w rytm głośnej muzyki, która niosła się przez ulice miasta. Poszłam do lodówki i znalazłam tam pustkę, ale ujrzałam coś w dolnej szufladzie. Otworzyłam ją, moim oczom ukazało się kilka torebek krwi.
  Zamarłam, wstrzymałam oddech i zamknęłam z trzaskiem lodówkę. Wyłączyłam muzykę i pospieszyłam do swoich porozrzucanych po apartamencie ubrań. Kiedy byłam gotowa do wyjścia nawet nie spojrzałam w lustro, zostawiłam wszystko otwarte i biegiem ruszyłam do taksówki która znajdowała się niedaleko od apartamentu Damona.
  W trakcie biegu wpadłam na kilka osób, krzyczeli za mną ''jak leziesz'' , ''uważaj co robisz'' i inne tego typu rzeczy. Ja nawet się nie oglądałam, po prostu biegłam.
  Wpadłam na faceta. Kolejnego.
-Kurwa... - mruknął pod nosem zirytowany.
-Przepraszam. - krzyknęłam rzucając się do dalszej ucieczki.
  Zatrzymał mnie.
-Ta Emilie? Ja jestem J...
-Ta, pamiętam, sorry, ale naprawdę muszę iść... - powiedziałam przerażona i wpadłam do taksówki. - Niech pan po prostu jedzie.
  Dyszałam, a taksówkarz ruszył. Tylko minęłam wzrokiem apartament i zdyszana wyczekiwałam jakiegokolwiek hotelu, w którym mogłabym znaleźć schronienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz