piątek, 15 kwietnia 2016

Od Jansen'a

Siedzieliśmy oparci o samochód i piliśmy, mdliło mnie, ją też, ale non stop było o czym rozmawiać.
Nagle poczułem nieprzyjemny ścisk w pęcherzu.
-Przepraszam - powiedziałem wstając, zachwiałem się i upadłem
-HAHA uważaj - powiedziała Ema biorąc butelkę do ręki.
-Dam radę - skwasiłem się, ucisk był coraz silniejszy.
Poszedłem niedaleko w krzaki, i zacząłem robić swoje, ta ulga, ten WULKAN ! procenty robią swoje,
jej jakie to przyjemne uczucie, nagle przed sobą zauważyłem Crowley'a. Nie speszyłem sie,
sikałem dalej.
-Jezu ! Schowaj to - powiedział na chwilę odwracając wzrok do góry
-Nie skończyłem. Co chciałeś ?
-Nie będziesz rozmawiał z królem piekieł z tym w ręku. - wskazał notesem na moje krocze
-Mogę bez trzymanki - uśmiechnąłem się puszczając pytonga i zacząłem kręcić na boki biodrami - patrz ! Umiem ! ty pewnie już nie z tym swoim kapciem - powiedziałem i schowałem interes do spodni.
-Jacy wy ludzie jesteście obrzydliwi
-A pamiętasz jak zmieniłeś się w kobietę i miałeś orgię z jej mężem, sąsiadem
i żoną sąsiada ? -zaśmiałem się
-Skąd.. ? - zmazał się
-Wiele wiem - powiedziałem i odwróciłem sie aby wrócić do Emilie
-A ty gdzie ? - zatrzymał mnie
-Do Em
-Skończ z tym, przyszedłem zabrać cię do piekła, pamiętasz ? Mieliśmy zmienić lokal.
-Ej, nie umawiałeś się z tobą na nic, pomogłem ujarzmić Lucyfera po tym jak zbił cię z tronu, to tyle.
-Pomyśl jakie wspaniałe piekło możemy razem stworzyć
-Nie zabijam
-Nie musisz
-W piekle ? - spojrzałem się na niego jak na idiotę
-Oj tylko czasami - pokręcił znużony głową
-Nie
-Rozkazuje ci !
Odwróciłem się do niego i pokazałem na siebie palcem.
-Ty ? Mi ? Żartujesz ? Mogę cię w jednej chwili zmieść tak jak i to całe twoje piekło, więc uważaj
na słowa.
-Nie możesz - powiedział pewny siebie - zabijesz i przestaniesz panować nad swoją żądzą, zrobisz drugie
piekło, bardziej bezwzględne, okrutne i zabijesz wielu ludzi których tak bardzo kiedyś chciałeś ratować.
-Więc mnie lepiej nie denerwuj - znów się odwróciłem i zacząłem iść w stronę Em
-Nie męczy cię to ? Już drugą noc spędzasz z tą dziewczyną i cały czas nie pragniesz niczego innego
jak tylko zabić ją własnymi zębami, czujesz jej każde bicie serca, przepływającą krew, w umyśle
widzisz wiele sposobów na jej zabicie a jednak się powstrzymujesz.
-Potrafię nad tym panować.. - powiedziałem już mniej pewny, on miał racje.
-Nie potrafisz, chodz ze mną zanim ją zjesz.
-Jutro przyjdź. Zobaczymy co masz do zaoferowania.
-Dean, nie będę czekał.
-Na mnie poczekasz
Wróciłem do Em i usiadłem na swoim miejscu. Teraz gdy o tym myślę mam jeszcze większą ochotę ogrzać się wnętrznościami Em, moja żądza jest podzielona, w większej części jest we mnie zło ale jest mały odrębek anioła który chce pomagać ludziom za wszelką cenę ,tylko on pozwala mi panować nad tym.
Nagle rzuciłem się na nią ,dokładnie nie wiem w jakim celu.
-Em.... co ty robisz - spytała zaskoczona
Zmieszałem się i jedyne co przyszło mi do głowy to..
-Szukałem butelki - uśmiechnąłem się i wziąłem alkohol który niedługo wypiliśmy.

Rano wsadziłem Em do samochodu i siedziałem w nim obserwując jak śpi, zawiesiłem wzrok na jej
żyle pulsującej na szyi, biła swoim własnym rytmem, jednym nie zmiennym.
Emilie najwyraźniej za dużo pije, a gdy mnie poznała to już w ogóle, czuje się winny jej
czarnej aury, pewnie to jakiś podrzędny demon, musze omówić tę sprawę z Crowley'em,
odciągnę ją jak tylko mogę od spraw nadnaturalnych, może jeszcze nie wiele wie, może da radę zapomnieć, wmówić sobie jakieś racjonalne wytłumaczenie.
Po chwili dziewczyna zaczęła sie budzić, przeciągnęła się i ziewnęła.
-Fuuu... poranny oddech - pomachałem ręką przed twarzą i się uśmiechnąłem
-Spada - powiedziała chcąc mnie odepchnąć ręką ale nie trafiła, a dłoń ciężko upadła na fotel. -dzięki
-Za co ?
-Mogłam zapomnieć
-Aaaa za to... dobra jesteś w zapominaniu ?
-Hmmm? co jest ? - zdziwiła się i od razu jakoś tak sie przebudziła
-Wyjeżdżam dziś, nie wiem kiedy wrócę.
-Co ? gdzie !
-Dość daleko i tak nie będziesz wiedzieć gdzie to jest.
-To nie fer- spuściła wzrok i odwróciła sie w stronę oparcia, przytuliła sie do koca.
-Ej, nie kazałem ci się przywiązywać
-Nie powiedziałeś też żebym tego nie robiła, nie możesz po protu zniknąć
-Wrócę...
-Serio
Pokręciłem głową nie zauważając ,że zerknęła na mnie.
-Kłamiesz ! - rzuciła we mnie bluzą która robiła za poduszkę i usiadła.
Zbliżyłem sie do niej, pogłaskałem dłonią jej policzek i usta.
-Wrócę.
-Kiedy ?
-Jak tylko przyjdzie taka potrzeba ale musisz mi coś obiecać.
-Mianowicie ?
-Nie zadawaj się z ciemnymi typami, jeśli już się w coś zamieszałaś zrezygnuj z tego, a jeśli
ten ktoś ci powie ,że się nie da to zadzwoń do mnie.
-Spuściła wzrok
-Pomyślę...
Odpaliłem auto i ruszyłem w stronę domu Em. Całą drogę panowała cisza przerywana tylko od czasu do czasu pytaniami Em dotyczącymi wyjazdu, nie powiedziałem jej nic szczególnego.
Wiedziałem ,że sie obraziła, pewnie myśli ,że kolejny typek który nawywija, zabawi się i ucieka,
nie mam po prostu wyjścia.
Dojechałem pod jej dom, wysiadła z auta nic nie mówiąc.
-Do zobaczenia - powiedziałem a ona się obejrzała pokiwała głową na nie i znikneła za drzwiami.
Przejdzie jej, mam nadzieje, może przecież na mnie liczyć.


Wróciłem do domu. Poszedłem wziąć prysznic ale przed tym stanąłem przed lusterkiem,
przyjrzałem się z lewego profilu prawego, i odsunąłem się o pół kroku, spojrzałem na całe
popiersie. Irytowała mnie osoba w lustrze, zniszczyła wszystko, jako człowiek chciałem
być pieprzonym bohaterem, ratowałem brata którego teraz z chęcią bym zabił. Teraz mam skutki swoich poczynań, jestem czymś nie określonym, mojego rozdarcia nie da się opisać, mętli mi tylko w głowie, nie mogę pozbierać myśli, nie czuje się sobą, mam uczucie ,że gdy się zabije obudzę się w jakimś szpitalu ze śpiączki albo ocknę się w impali po drzemce a to wszystko to tylko sen.
Spuściłem wzrok i zbiłem lustro.
Nagle za mną pojawił się Crowley.  Był ubrany w garniak z tandetnym kwiatkiem.
Spojrzał się na mnie i naglę znalazłem się w ciemnej komnacie, rozejrzałem się dookoła nie ruszając się z miejsca i spostrzegłem przed sobą króla piekieł.
Siedział na żelaznym tronie a na obu jego bokach stały demony. Crowley bawił się latawcem. 

Po krótkim kontakcie wzrokowym zacząłem zwiedzać komnatę, była wysoka i pełna żelastwa.
Podszedłem do jednej ze ścian i wysunąłem z samego dołu szufladę znajdującą się za kratą.
W szufladzie przywiązany był łańcuchami jakiś człowiek, był zgarbiony i mocno wystraszony.
-A to co ? - spytałem
-Piesek - powiedział i dmuchnął w zabawkę a ta zaczęła sie kręcić
Zasunąłem szufladę.
-Aaaaha zapowiada sie ciekawie...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz