Życie na Ziemi podobało mi się coraz bardziej. Nowy dom, mimo, że kilka domów dalej dawało mi możliwość do wejścia w nowy rozdział. Niestety - musiałam urodzić w normalnym szpitalu. A ciąża dawała o sobie znać. Nosiłam w sobie dziecko które najprawdopodobniej może zniszczyć świat, jest tykającą bombą i tylko najwyraźniej ja mogę je wychować i zdecydować czy chcę by wiedziało o swoich mocach. Co powiem gdy spyta o tatę? Odszedł? Zniknął? Nie wiedziałam na razie co powiem... miałam na to trochę czasu. Nie okłamię go, to sobie przyrzekłam.
Udało mi się pracować w jednej z redakcji, pisałam felietony i takie tam głupoty, musiałam zacząć zarabiać a pieniądze na koncie zatrzymać na czarną godzinę gdy sprawy się pokomplikują i zainteresowanie dzieckiem się powiększy.Będę musiała uciekać. Nie obronię go sama. W moim świecie nie jest bezpieczny, a aniołom ufać nie mogę. Nikomu nie mogę.
Wróciłam z pracy i oparłam się o drzwi gdy je zamknęłam. Złapałam się delikatnie za brzuch, co jakiś czas miałam mocne skurcze, nie przepracowywałam się. A przynajmniej sie starałam.
Czułam, że poród nadejdzie niedługo... Jestem na tyle silna, że go zniosę. Tylko czy dziecko...
Nie mogłam myśleć źle, wszystko będzie dobrze.
Nawet nie znałam płci dziecka, nie chciałam jej poznać. Wolałam się dowiedzieć po porodzie. O imieniu nie myślałam w ogóle, ani jeśli chodzi o dziewczynkę czy też chłopca. Miałam zbyt wiele na głowie, musiałam wszystko poukładać. Amy jako wampirzyca mogła mi pomóc, a raczej sama odwalała robotę z robieniem obiadu, chociaż rzadko go jadłam. Nie musiałam. Nie wiem czemu nie odczuwałam głodu. Tylko smutek, strach i obawę, że ktoś wkroczy do naszego życia (mojego i dziecka) i je zniszczy. Chcę je wychować w spokoju a nie z licznymi przeprowadzkami i uciekaniem nie wiadomo dokąd. Bałam się. Ale musiałam być dobrej myśli.
Jako że było mi ciężko odwiedzać mój świat będąc w ciąży mogłam zaufać Erykowi który jako upadły anioł wszystko miał pod kontrolą. Nie był moim zastępcą, dowodził aniołami, był w tym świetny, miałam w nim przyjaciela.
-Co się stało? - powtórzyła pytanie Amy, łapiąc mnie za rękę.
Otworzyłam oczy. Spojrzałam na nią nieprzytomnie powoli wracając do rzeczywistości.
-Wszystko dobrze...
-Mówiłam, żebyś się nie przemęczała! - krzyknęła zła, tupiąc nogą jak rozzłoszczona mała dziewczynka. - Przecież nie musisz pracować! Widziałaś swoje konto bankowe?! Co ci to da, że pójdziesz do pracy!?
-To życie na Ziemi, Amy. Muszę zarabiać by płacić rachunki za ten dom. - odparłam spokojnie idąc w stronę kuchni.
-Ale co z pieniędzmi na koncie? Po co ci one? - spytała podbiegając do mnie. - I siedź na dupie!
-Nie rób ze mnie kaleki. To, że jestem ciężarna nie znaczy, że mam być tak traktowana. Poza tym pieniądze są na ucieczkę, plan awaryjny.
-Myślisz źle...Kto chciałby wam zagrozić?
-Są różne przypadki.
-Jesz coś? - opadły jej ręce.
Uniosłam brwi, patrząc na nią kpiąco.
-Nie, przestań. Nie mów, że nie masz ochoty...
-To nic nie mówię. - wzruszyłam ramionami.
W kilka minut podbiegła do mnie z talerzem pełnym w smakowitości, gotowała cudownie, zapach kusił coraz bardziej ale powstrzymywałam się. Nie jestem głodna.
-Chcesz się wychudzić?
-Spójrz na mnie, ja i szczupła? - roześmiałam się. - Wyglądam jak słonica.
-Siedź tu na tej kanapie i jedz bo nie ręczę za siebie. - posadziła mnie na kanapie.
Ja za to złapałam laptopa i zaczęłam pisać reportaż do pracy.
-Co ty...
-Piszę do pracy.
-Masz jeść!
Posadziłam laptop na moim wielkim brzuchu i uśmiechnęłam się do niej.
-Zaraz. - mruknęłam wlepiając wzrok w komputer.
Odeszła zła, wychodząc z domu.
Naszła cudowna cisza, w moim starym domu zamieszkała właśnie Amy ze Stefanem. Chyba ze sobą kręcili, fajnie, że mogłam im dać nowe życie. Troche mnie to osłabiło, oby nikt się o tym nie dowiedział... będzie afera. Mam nadzieję, że o dziecku też nikt nie wie.
Pogładziłam się po brzuchu, odłożyłam laptopa i wpatrywałam się w rosnące maleństwo we mnie.
-Kocham Cię... - szepnęłam. - I tylko Ciebie kocham...
Będę matką. To tak cudownie brzmi. Tak pięknie to brzmi, a jeszcze lepiej gdy powie pierwsze słowo i to będzie ''mama''. Nie będę latać z obiektywem i robić mu zdjęcia bo to powiedziało, nie zapiszę na kartce i nie zawieszę na lodówce. Po prostu się uśmiechnę, przytulę je i zetrę z oczu łzy. Chcę zostać matką. Może i samotną, ale matką. Zastąpię mu ojca. Chociaż wiem, że to nie możliwe, ale zrobię co w mojej mocy...
(sorry że krótkie, ale na telefonie jeszcze w deszczu szłam XDDD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz