Po jakimś czasie przyjechała Nathalie. Amy musiała jej o mnie powiedzieć, o tym gdzie właśnie jestem. Czy ona nie zdaje sobie sprawy, że ryzykuje jej życie a tym bardziej nieświadomość tego kim jestem i co tu się w ogóle dzieje?
Czasem zazdrościłam jej tej nieświadomości. Była tak niewinna... z nikim nie chciała walczyć bo nie miała takiej potrzeby. Nie czuła się zagrożona, wystarczył po prostu facet by czuła się bezgranicznie bezpieczna. A mimo to przyjechała sama.
Spojrzałam na zdjęcia rodzinne. Powstrzymałam się resztami sił by ich nie zrzucić z kominka. Poczułam łzę spływającą mi po policzku dalej wpatrując się w zdjęcia.
-Wszystko dobrze, Em? - spytała zaniepokojona.
-Jest w porządku. - odparłam usiłując się uśmiechnąć.
-Nie wyglądasz na szczęśliwą...
Westchnęłam ciężko.
-Bo nie jestem. - parsknęłam zażenowana swoim stanem. - Jestem tu bo chciałam uciec od wszystkiego.
Musiałam kłamać jak z nut chociaż sama go nie trawiłam. Kłamstwo ma krótkie nogi ale nie pozwolę, żeby akurat to wyszło na światło dzienne do uszu Nathalie.
-Twoja mam wyjechała do Bułgarii, tak? Byłam u ciebie ale nawet twojego ojca nie było...
Serce mi się zacisnęło, gdy usłyszałam o tacie. Nie mogłam znieść myśli, że nie żyje. Nie mogłam znieść tego, że on po prostu odszedł a zabiła do Amy. Żądza zemsty narastała wraz z listą celów. Musiałam pomordować tych którzy są winni życie członków rodziny.
-Może jednak mogę jakoś pomóc? Przyjechałam... bo Amy odebrała, mówiła, że jest z Tobą ale chwilowo wyjechała...
Wiadomo. Ucieka. Tylko gdzie, skoro i tak czuję ją wszędzie? Dokąd ucieka i po co?
-Gdzie masz męża? - spytałam odbiegając od tematu.
Lubiła o nim mówić. Był chodzącym ideałem, oczywiście dla niej. Zupełnie ułożony romantyk o duszy prawnika. Super. Natka zawsze takich lubiła, była moim zupełnym przeciwieństwem. Czasem przypominała mi dawną Gabi. Tą, która nawet nie wiedziała o istnieniu różnych istot, marzyła o zostaniu lekarzem, uczelni w Chicago...
-Powiedziałam, że jadę odwiedzić Great Salt Lake ze względu twojego pobytu tutaj. Wiesz, chciałam sprawić Ci niespodziankę.
-No, sprawiłaś.
Choć wolę być sama w takim stanie. Nie pomoże mi ani ona ani Amy. Nikt nie może. Zaczynałam rozumieć, że mam problem z psychiką, ze samą sobą. Odwala mi. Instynkt łowcy szaleje, wszystko od śmierci ojca zaczęło być dla mnie coraz cięższe. Starałam się go ochronić a jak zwykle musiałam spieprzyć.
-Kiedy wracasz do Seattle? - spytała.
-Na razie nie mogę.
-Jak to?
-Czuję, że muszę tu zostać. Jakaś nieznana siła mnie tu trzyma. Przyciąga...
-Nie tęsknisz za domem? Nie chcesz tam wrócić?
-Nie mam do czego wracać.
Wszystko tam przypominało mi rodzinę. Wszędzie widziałam małą mnie, Gabi i ojca. Mamy nigdy nie było. Nigdy nie byłam z nią zżyta, nigdy nie próbowała naprawić relacji jakie zepsuła między mną a nią. Skupiała uwagę głównie na sobie a potem dopiero na Gabi. Ojciec myślał o rozwodzie, ale mama wyczuwała te momenty, najczęściej wtedy zaciągała ojca do łóżka i na następny dzień nie było tematu rozwodu. Nie wiem jak to robiła, czy mój ojciec był aż tak wpływowy i ulegał matce czy co...? Dla mnie było to dziwne. Albo się kogoś kocha i jest się do końca, albo się nie czuje nic i kończy się to co nie ma już sensu.
Rano Nathalie zrobiła mi śniadanie. Była świetnym szefem kuchni, chociaż została lekarzem. Podała mi swój telefon i kazała czytać artykuł z teorii spiskowych bajek Disneya. Miała fioła na ich punkcie, ale przyznaję, że teorie spiskowe w każdej postaci są dla mnie interesujące, ale dopiero takie, które znajdzie Natka.
-Boże, jakie to dobre. - mruknęłam czytając i jedząc jednocześnie.
-Mówiłam, że moje frytki lepsze niż z McDonalda. - uśmiechnęła się.
Delektowałam się jej kuchnią dopóki jest. Nie znam lepszej, zawsze po wykładach przychodziłam do niej i jadłam, a raczej najpierw żądałam, by mi gotowała.
-Powiem tak...
Przerwałam, gdy zobaczyłam obok nowiusieńki artykuł o Great Salt Lake i licznych ofiarach znalezionych w piwnicy. Powieszone martwe koty na suficie, dwa ciała młodych dziewczyn schowanych w workach na śmieci. Nie miałam zamiaru pokazywać tego Nathalie, ale sama zaczęłam to czytać. Potem trafiłam na trop. Plamy krwi, znalezione na ścianach i podłodze. Mężczyzna wbity w jakiś wystający pręt, jakaś martwa blondynka, zdjęć brak bo była cała zmasakrowana, tak pisali.
Ale gdy przesuwałam wzrokiem po informacjach o tej ''katastrofie'' w której sama brałam udział, a nawet byłam ich ofiarą, doszłam do ostatnich zdań. Dwa ugryzienia wokół szyi młodej dziewczyny niedaleko piwnicy w której doszło do tego syfu.
Znów nie panowałam nad sobą, wstałam i po prostu wyszłam biorąc psa ze sobą. Jak zawsze, bez niego nie mogłam się ruszyć. Gdy instynkt łowcy się nasilał i miałam takie jakby... ataki... Aiden poruszał się za mną jak wierny cień.
Wcisnęłam pedał gazu i odjechałam z piskiem opon nie zważając na zachowanie i reakcję Nathalie. Wyczułam nagle Amy, była niedaleko. Złapałam za swój telefon już nieco podładowany i zadzwoniłam do niej.
-Emilie ja...
-Uciekaj jak najszybciej i najdalej możesz.
-Co...?
-Uciekaj! - krzyknęłam i rozłączyłam się.
Gdy przestałam ją czuć i zniknęła z zasięgu mojego ''wyczucia'' skręciłam w lewo w las i zatrzymałam się.
-Czekaj tu. - nakazałam psu i ''kochance'' Deana.
Poszłam w głąb lasu. Czułam obecność wielu wampirów i wilkołaków, szalałam od tego. Nie wiedziałam od kogo zacząć, gdzie iść. Ale sam się napatoczył jeden z nich.
-Ach, to ty. Słyszałem o tobie. - uśmiechnął się uwodzicielsko.
Był wysokim brunetem, nawet przystojnym.
Mimo tego wymierzyłam w niego bronią i strzeliłam, jednak on nagle znalazł się za mną i wyrwał mi broń. Wyrzucił ją gdzieś dalej.
-W nieznajomego musisz strzelać?
Kopnęłam go wściekła. Upadł. Nie spodziewał się tego raczej.
-Zamorduję was wszystkich, co do jednego. Oczyszczę to miasteczko i lasy z was. Zamorduję! - złapałam go za głosy i uderzyłam kolanem w jego twarz.
-Niestety... ślicznotko... twoja najlepsza przyjaciółka jest wampirem...
-Dlatego kazałam jej spieprzać z tego miasta dopóki zajęłam się tobą.
-Mogłabyś zająć się nieco lepiej, a pewnie odpłaciłbym się tym samym. - błysnął zębami cicho pojękując.
Wyjęłam drugi pistolet i strzeliłam mu w nogę.
Zaczął wrzeszczeć.
-Co to jest?!
-No tak, wy nie znacie czegoś takiego jak werbena. - uśmiechnęłam się. - Wypala was od środka.
Zasadziłam mu kopa, a on resztkami sił wstał.
-Emilie. - usłyszałam znajomy głos.
Eryk.
Odwróciłam się do niego i również wymierzyłam spluwą.
-W anioła strzelasz? - spytał.
-Nie mieszaj się w to.
-Nie rób tu większego bałaganu niż jest.
-Sam doprowadziłeś mnie do tego stanu! Gdybyś świetnie dopilnował moją siostrę do niczego złego by nie doszło! Panowałabym nad sobą a ty kretynie wszystko spieprzyłeś! Musiałeś! Nie mogłeś nawet kiwnąć palcem w bucie, bo się kulisz przed tym co powiedzą te dupki z góry!
-Dobra, spieprzyłem. - przyznał rację trochę zirytowany.
-Świetnie, że przyznajesz mi rację!
-Ona i tak nie żyje! Jestem w zupełnej ruinie, rozsypce!
-To się pozbieraj! Bo ja ci nie mam zamiaru pomagać! Sama nie wiem co robię, zajmuje się tym czym w miarę umiem bo to mi daje odskocznię od tego co się dzieje w mojej głowie!
-To ja spadam, do następnego. - wampir musnął mój policzek i zniknął.
-Widzisz co narobiłeś?! - wrzasnęłam.
-Uspokój się, bo słychać cię w całym lesie!
-Mam to w dupie! Nie wybaczę Ci, że spieprzyłeś życie mojej siostry, zaginęła i...
-ONA NIE Ż Y J E! ZROZUM!
-Nie mów tak. - warknęłam.
-Bo co?! Nie możesz tego zrozumieć...
-WIERZĘ, ŻE ŻYJE! WYNOCHA ZANIM...
-Zanim co?!
-Zaraz... wiesz... jak wejść do piekła...?
-Pozamykano wszystkie wejścia. Nie ma ani jednego... a co?Nie mów mi, że chcesz tam iść. Gabi jest u nas!
-Ale mam do pogadania z tym małym, pierdzidołkiem na dole, który czuje się zupełnie bezkarny w tym co zrobił!
-Skąd wiesz, jak ona umarła?
-Ja to po prostu wiem. To moja siostra, na dodatek bliźniaczka.
-Świetnie, więc wejdziesz tam jak gdyby nigdy nic i myślisz, że dasz mu radę? Jak zobaczy, że wyglądasz jak Gabi to skojarzy fakty, rozniesie cię gorzej niż rozniósł twoją siostrę!
-Czemu jesteś tak nieczuły?!
-Bo mam takie coś jak wyłączenie uczuć?!
-Co...? Anioły tak nie mogą...
-Upadły anioł. - sprostował. - Mogę. Jestem coś pomiędzy jednym a drugim. Jestem i zły i dobry. Jestem obojętny do wszystkich, do wszystkiego. Mam to w dupie co zamierzasz, możesz się nawet iść zatłuc tam sama. Ale ja do tego ręki nie przyłożę bo kocham Gabi i wiem, że tego by nie chciała. Ale sorry bardzo, ja przecież nic do cholery nie czuję! Więc jestem tu by ci powiedziec, że góra ma już serdecznie dość twojego rozpierdolu w tym miasteczku, bo mają kupę roboty!
-Piekło ma równy zapieprz, wyświadczam jednym i drugim przysługę!
Odeszłam i ruszyłam w stronę impali.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz