każde miejsce na kanapie.
-Zrozum ,że muszę pomścić Gabi
-Co ci to da? Czy zemsta kiedykolwiek doprowadziła do czegoś dobrego?
Kręciłem się po pokoju i oglądałem wszystkie drobiazgi w nim.
-Nooo a więc, na pewno kiedyś
-Wiesz co? Są różne dziewczyny takie które nie pozwalają wyjść na piwo albo obejrzeć mecz
a ty chcesz zabić mojego kumpla
-Jestem niezwykła- powiedziała dumnie
-Co ty chcesz mu zrobić?
-Zabić
-I kto niby utrzyma piekło w całości?
-Emm.. ktoś się znajdzie- zakłopotała się
-Lucyfer może? On jeszcze żyje dlatego bo mu na to pozwalamy.
-Nie wiecie jak go zniszczyć - powiedziała kpiąco
-Oczywiście ,że wiemy, bo jak to my mamy nie wiedzieć? - kręciłem
Wstała uśmiechnięta, nie odrywając wzroku od mnie.
-Ha! wy serio nie wiecie. - śmiała się
-Nie wszyscy powinni zgnać, go trzeba zamknąć może się przydać przy zniszczeni większego zła.
-Czyli?
-Za dużo pytań - wyminąłem ją i położyłem się tak jak ona wcześniej
-Nie ma większego zła
-Jest, na pewno jest ktoś gorszy.
-Przypuśćmy ,że masz rację, to nie zmienia faktu że Crowley zabił Gabi
-Nie ma jej w piekle
-Nieważne
Podeszła do kanapy, i chciała usiąść ale na puste miejsce położyłem nogę, spojrzała się na mnie krzywo a ja się uśmiechnąłem. Usiadła mi na tej nodze, i się zaczęła śmiać, była dziś nieco rozbawiona przez procent promili w jej krwi.
-Gdzie siadasz?!- powiedziałem próbując ją zrzucić
Miedzy nami rozegrała się wojna o miejsce na łóżku, raz ona spadała raz ja, w tej walce
nie było reguł, kopanie, przepychanie, bicie, szczypani i łaskotki, w końcu gdy Em traciła siły,
położyła się obok.
-Nie dotykaj mnie kłamco, odejdź.
-To ty mnie pierwsza dotknęłaś
-nie e
-A tak
-To twoja noga dotknęła mnie
-Chciałaś na niej usiąść
-Jesteś dziecinny
-Lubisz to
-Ciebie nie lubię
-OOOOooo to zabolało, cios w serce
-Spadaj
Leżeliśmy bardzo blisko siebie, przylegaliśmy do siebie ciałami.
Przypomniałem sobie że dość dawno nie byłem z nią tak blisko. W tym romantycznym momencie, gdy nasze oczy się spotkały i słychać było bicie naszych serc, delikatnie odgarnąłem
jej włosy z twarzy i chciałem ją pocałować, nasze usta były już blisko gdy ta zaparła się nogami
i mnie zrzuciła. Leżałem na podłodze, nieco zszokowany a ona dumnie się uśmiechała.
-Uf, w końcu mam czym oddychać, czasami po prostu trzeba się pozbyć kłamców, żeby atmosfera
się polepszyła - mówiła to kładąc się na plecy i patrząc w sufit, szczęśliwa.
-To było niemiłe
-Wiem
Nagle za sofą pojawił się Crowley, stał prosto i patrzył sie na mnie zażenowany.
-Co się gapisz? Właśnie stoczyłem walkę z największym złem świata i wygrałem! a nagrody nie dostałem-Opadłem ciężko na podłogę.
Emilie szybko odwróciła się by wyjrzeć zza kanapę i dostrzegła kolesia w czarnym graniaku.
Westchnąłem i wstałem.
-Co jest?
-Nie do ciebie, to Emilie chciała mnie widzieć - spojrzał się na nią.
-Crowley?
Rozłożył ręce w odpowiedzi
-Czemu zabiłeś Gabi? - Em zbierały się łzy
-Mieszała się w nieswoje sprawy

-To była moja siostra
-Tak wyszło
Emilie z niesamowitą furią rzuciła sie w stronę Crowley'a, czegoś takiego jeszcze nie widziałem,
i skąd ona wyciągnęła nóż? Przeskoczyła przez oparcie sofy i szybkim ruchem dźgnęła Crowley'a
znaczy jego imaginacje, prawdziwy Crowley stał już kilka kroków dalej.
Em spojrzała sie na sztylet i znikającą zjawę króla piekieł, a gdy dostrzegła go ponownie
znów się na niego rzuciła tym razem bardziej taktycznie, ponieważ zatrzymała się w połowie
drogi, patrzyła się na niego i tak jakby obmyślała plan, szukała słabego punktu, może
wołała wsparcie ale Crowley to przerwał, przeniósł gdzieś Em. Zniknęła za jego sprawą.
-Gdzie ona jest? - spytałem powoli się wkurzając
-Nie w piekle.
-To gdzie? Gadaj! - drugi etap wściekłości
-Taka cela, ale nie bój się nie będzie się nudzić, będzie myślała ,że trafiła do
innego świata, pozwiedza trochę nie ruszając się z miejsca.
-Czemu?
-Przecież do piekła jej nie wpuszczę, ona ma kategoryczny zakaz.
-Czemu ją zabrałeś?
-Później ci powiem
-Oddawaj ją! -trzecia faza
Twardym krokiem podszedłem do Crowley'a, powoli zbierając siłę na spranie mu futra.
-Jeśli Lucyfer nie wie gdzie mogłem ją wysłać to mamy czas
-Na? - uspokoiłem się, może muszę go wysłuchać?
-Zebranie reszty Lucyfera, wtedy zdołamy go zamknąć
-Po co? Jak to?
-Panoszy sie niepotrzebnie i zbiera siły.
-Wszystko rozumiem ale do cholery albo puścisz ja po dobroci albo po tobie.
-Ty nadal nie rozumiesz, ja albo Lucyfer, wolisz ,żeby kto ją miał przy sobie?
-Ja!
-To sie nie dogadamy
Zniknął. A ja pojawiłem się koło Casa, dziś mieliśmy wyprowadzić Gabi.
Od Crowley'a
Siedziałem w swojej klitce na ziemi. Popijałem whiskey i patrzyłem na Emilie siedząca przed mną.
-Dupek!
-Crowley

Rozglądała się chwilę dookoła nie wstając w krzesła i już myślałem ,że spyta mnie gdzie jest
ale ta paskuda od razu z oskarżeniami wyskoczyła.
-Morderca! Dupek! Syfiasz! Złodziej!
-Czekaj czekaj czekaj, czemu tak brzydko mówisz? Nigdy nie byłem złodziejem
-Wszystko co złe to ty
-Ale jesteś nie miła
-Powiedz dlaczego? Co ona ci takiego zrobiła?
-Chciała mnie zabić. Chcesz coś jeszcze wiedzieć to pytaj
po to tu jestem i może dobijemy targu. Nie robię tego za free. - podałem jej Whiskey.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz