niedziela, 12 czerwca 2016

Od Emilie

   W domu byłam pod czujnym okiem Amy. Czułam się jak chora umysłowo, całodobowa obserwacja doprowadzała mnie do szału. Zachowywałam się normalnie, ale przyjaciółka cały czas wolała mieć mnie na oku, nic innego nie robiła, oprócz dziwnych nocnych zniknięć a wracała dopiero w południe. Mówiła, że chodzi na polowania, ale jakoś trudno było mi w to uwierzyć.
-Słucham? - Amy odebrała mój telefon i przyniosła mi go. - Jakiś Eryk.
  Niechętnie wzięłam telefon w dłoń i powoli przyłożyłam do ucha.
-Co jest?
-Gabi potrzebuje pomocy...
-Jaka Gabi? - zdziwiłam się.
-No... Twoja siostra...
-Nie mam żadnej siostry, co ty gadasz?
  Zamilkł.
-Bardzo śmieszne, Em. Pogratulować. Ale teraz poważnie, to kiedy mogłabyś ruszyć dupsko z fotela i zjawić się u mnie?
-Po pierwsze, nie wiem o kogo ci chodzi. Po drugie - mam już zajęcie.
-Niby jakie?
-Wampiry coraz bardziej pozwalają sobie na więcej, od chwili gdy próbowali mnie tu zabić wampiry mordują. Chcą mojej ofiary, nic innego. A teraz się mszczą. Pójdę, zabiję i tyle. Poza tym, jesteś aniołem, możesz robić co ci się podoba...
-Upadłym. To nie to samo. Nie mam wstępu do nieba ani do piekła. Ostatnio zaczyna mi odwalać, zabijam bez przyczyny...
-Witaj w klubie. - zaśmiałam się. - Tobie mogę pomóc, ale nie jakiejś tam Gabi...
-Co ci sie stało?
-Nic.
-Niech ci będzie... ale możesz jej pomóc?
-Nie. Jestem od zabijania nadnaturalnych istot.
-Muszę przyjechać i aż sprawdzić, co ci tam zrobili. To wina tego Jansena? Tak?
  Przewróciłam oczami.
-Dobra. Jedyne co to mogę pomóc tobie. - odparłam.
-Tak mi dobrze.
-Zabijając? - zdziwiłam się. - Nie mnie jest zabijać upadłego anioła, nawet nie wiem, kim dokładnie jesteś i do czego byłbyś zdolny, ale chyba mógłbyś...
-Chodzi tylko o Gabi. Przy niej byłbym inny...
-Skoro zabijasz niepohamowanie, mógłbyś ją zaatakować. Nie pomyślałeś?
-Wierzę w to, że mnie zmieni.
-Ojej, jakież to romantyczne, nie uważasz, że to miłość cię zmienia? Nie wyłączyłeś czasem uczuć, czy coś?
-Archanioł Gabriel ma mnie na oku, sam je... jakoś... uruchamia.
-Więc się z nim rozmów. - odparłam niewzruszona.
-Słuchaj, albo mi pomożesz z Gabi...
-Albo co?
-Jesteś aż tak pewna, że nic Ci nikt nie zrobi?
-Ależ skąd. - parsknęłam. - Sama sobie dam radę. Słuchaj, nie chcę pomagać w ten sposób. Co chcesz zrobić, skoro nie masz wstępu do nieba ani piekła? Wiesz gdzie jest ta dziewczyna? Więc sam sobie poradzisz. Nigdy nie prosiłeś mnie o pomoc.
  Nagle połączenie się przerwało.
 
  Zjawiłam się w lesie. Rozejrzałam się. Dziwne, zaczynało się nagle ściemniać, zaczął wiać zimny wiatr. Czujnie obserwowałam drzewa, patrzyłam dookoła czy ktoś mnie nie obserwuje. Ktoś musiał mnie tu przenieść.
-Przepraszam, że przeszkodziłem, Emilie. Ale nie mam czasu a mi się spieszy. - stał przede mną Crowley.
-Nie jestem zainteresowana żadną umową.
-Nie chcesz Deana?
-Nie. - wzruszyłam ramionami.
-Przecież był dla ciebie ważny, kochasz go, prawda?
-Prawda. Ale nie jestem zainteresowana żadną ofertą, którą mi składasz.
-Lucyfer, to jego wina, prawda? Usunął ci pamięć.
-Tego chciałam.
-Jesteś świadoma...
-Jestem. Ale mówił o tobie. Ostrzegał mnie.
-Dziwnie mu na tobie zależy. - pomyślał głośno. - Co zmieniło decyzję, hm? Przecież jesteś tak oddana, tak dobra, że chyba uratowałabyś każdego, gdybyś mogła, a szczególnie Deana.
-Trochę się pozmieniało.
-Ale ci namieszał. - parsknął.
-Zdaje się, że to nie twój interes.
-Charakterek też masz. Nie dziwię się, że Dean...
-Coś jeszcze?
-Prędzej czy później przyjdziesz do mnie. Gdy wszyscy zawiodą. To Lucyfer jest ostatnią osobą, której powinnaś ufać.
  Zniknął.

  Pojawiłam się w domu. Wzięłam broń, zwinęłam samochód Amy i pojechałam do lasu. Aiden się niepokoił, trochę mnie to martwiło, ale ważne było załatwienie wampirów i wilkołaków. Najpierw dowiem się ile ich jest i czy mam szansę. Sama powinnam dać radę, jeśli dobrze to rozegram.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz