994 dni temu zostałam wywleczona z domu rodziców i zamknięta w zakładzie dla obłąkanych za coś, na co nie mam wpływu. Nikogo nie obchodziło i nie obchodzi, że nie wiedziałam, do czego jestem zdolna. Że nie wiedziałam co robię.
Nie mam pojęcia, gdzie jestem. Jedyne co wiem to to, że ktoś przywiózł mnie tu białą furgonetką i zajęło mu to 8 godzin i 21 minut. Byłam przykuta kajdankami do siedzenia.
Przyciskam dłoń do niewielkiej, zimnej szyby i czuję, jak zimno bierze ją w znajome objęcia. Ja i ona jesteśmy samotne, obie skazane na to miejsce.
Jestem echem tego co było kiedyś.
Chwytam swoje pióro i spoglądam na nie. Rezygnuję jednak. Dzielenie z kimś celi nie było by złe. Rozmowa z żywym człowiekiem mogłaby pomóc. Codziennie ćwiczę głos. Układam wargi w wokół dawniej znajomych mi słów.
Jestem zaskoczona, że nie zapominałam ludzkiej mowy. Po tylu dniach odosobnienia powinnam.
Słyszę pukanie. Puk, puk puk...
Drzwi się otwierają odsłaniając przeraźliwą otchłań. Za nimi nie ma żadnych kolorów, światła ani nadziei na cokolwiek. Jest tylko groza.
Pora na prysznic.
W oddali słychać alarm. Jego buczenie przybliża się z każdą sekundą. Cala zaczyna drżeć od ostrzegawczego dźwięku.
Zaczynam brnąć w ciemność za drzwiami po omacku przez labirynt szpitala dla umysłowo chorych.
Moje oczy zaczynają przyzwyczajać się do ciemności nocy. Idę po omacku nierównym korytarzem.
Jeszcze tylko 2 metry do miejsca, gdzie szorstka ściana robi się gładka. Kiedy tak się stało pewnie skręciłam w prawo. Idę w stronę rzędu pryszniców i wygrzebuję wszystkie kawałki mydła, które utkwiły w odpływie.
Nigdy tak na prawdę nie wiedziałam co zamierzają zrobić ze mną w tym zakładzie. Może w mroku nocy czeka tu na mnie śmierć? Mozę ktoś kryje się w ciemnym kącie i czeka na właściwy moment aby zakończyć moje cierpienia?
Moje ruchy są mechaniczne. Robiłam to tyle razy ze pamiętam najbardziej efektywne metody szorowania, spłukiwania i wykorzystywania mydła. Nie ma tu ręczników wiec cała sztuka polega na tym aby strzepnąć z powierzchni skóry jak najwięcej wody bo długo się nie wyschnie a wtedy można zachorować.
Mi zdarzyło się się to tu tylko dwa razy i nadal zastanawiam się jakim cudem nadal żyję.
Szybko założyłam swoje stare i zniszczone ubranie po czym wróciłam tę samą drogą do celi. Położyłam się na łóżku i okryłam się swoim jedynym kocem.
Zasnęłam..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz