-Jak mogłeś mnie zamknąć w klatce?!
-Bo jesteś moją matką!
-Fergus, przeproś!
Przekrzykiwał jeden drugiego i kłótni nie było by końca gdybym im nie przerwał ale za nim,
to zaniosłem Sama do sali gdzie wcześniej leżał.
-Miałem nadzieje ,że nie wrócisz. - powiedział już spokojniej Crowley
-Ale wróciłam i domagam się przeprosin!
-Nigdy!
-Ej!!!! -wykrzyknąłem
I dopiero teraz zauważyli moją obcość, oboje się na mnie spojrzeli pytająco.
-Crowley co jest z Samem ?
-A co ma być?
-Znów mu odbiło
-Ah no tak... nie wiem czemu - powiedział nie pewnie
-Na pewno?
-Tak. - Crowley usiadł na tronie - możesz mi pomóc się pozbyć tej czarownicy?
-Rowena to twoja matka - odparłem szyderczo
-Widzisz Fergus? Bierz z niego przykład - Rowena podeszła do mnie i obeszła mnie dookoła jak kocica.
-Ona chce przeprosin
-W czym problem - spytałem obserwując ukradkiem ruchy Roweny
-Jestem królem!
-Oj Fergus nie gorączkuj się tak - podeszła do Crowley'a i pocałowała go w czoło
-Może ktoś zajrzeć do Sama? - spytałem wskazując ręką na brata leżącego w sali obok
-Ja sprawdzę - powiedziała Rowena i małymi kroczkami na wysokich szpilkach podeszła do Sama, jej sukienka była długa i obcisła więc nie mogła robić naturalnie długich kroków.
Sypnęła nad Samem jakiś proszek i pomachała ręką zmysłowo i powoli nad nim.
Zadowolona z siebie z rękoma złożonymi przy ciele i dłońmi odchylonymi na zewnątrz powiedziała.
-To Fergus go związał - uśmiechnęła się szyderczo do Crowleya
-Czyli? - spytałem
-Ma go pod kontrolą, jak sie za daleko oddali to choroba nawraca
-Możesz to przerwać - spytałem Roweny i ignorując protestującą minę Crowley'a
-Pewnie kochaniutki - podeszła do mnie, i wskazującym palcem przeleciała po mojej klacie, po czym
poszła do Sama
-Popisuje się, zauważyła ,że jesteś silny i się podlizuje, cała ona - powiedział zażenowany Crowley
Przytaknąłem mu
-Bo wiesz ona, czepia sie najsilniejszego ogniwa jakiego może, jest cwana i przebiegła.
-Wiem
-To tak samo jak było z Lucyferem, tyle ,że on ją zabił. Szkoda ,że ona jest jak karaluch.
-Yhkm. - zakrzątała Rowena stojąca już koło nas - gotowe, zaraz wstanie, poprawi włoski i możecie
robić co robiliście. - powiedziała nie przestając puszczać mi zalotnych spojrzeń.
-Dzięki
-Nie ma sprawy, mogę ci pomóc kiedy tylko zechcesz, a nawet mogę wydobyć z ciebie całe to zło
Podeszła do mnie bardzo blisko i trzymała palec na jednym z guzików koszuli.
-Radze sobie z tym
-Czy aby na pewno? Wiesz mogę zaspokoić wszystkie twoje pragnienia i potrzeby
-Yghm to ja zbieram Sama i idę. - powiedziałem wymijając Rowene
-Jesteś żenująca - powiedział Crowley.
Udało mi się zauważyć jeszcze kantem oka minę Roweny komentującej wypowiedz Crowleya
Stałem na Samem, ten jeszcze spał.
-Sam żyjesz ?
Szarpnąłem go za bark ale on tylko lekko się poruszył, więc zrzuciłem go na podłogę co od razu
dało zamierzony efekt.
-Co jest ?! - spytał rozkojarzony
-Crowley w tobie mieszał ale Rowena już cię poukładała. - po tych słowach dodałem jeszcze szeptem-omiń
ich jak najciszej możesz, uwierz nie chce się w to mieszać
Sammy przytaknął i wyszliśmy ignorując ich rozmowę.
Byliśmy już w picup'ie.
-To gdzie teraz? - spytał Sammy
-Z tyłu znajdziesz odpowiedz, muszę odnaleźć impale
-A co z tą jak jej ? Emilie?
-Ja też zgarnę, musi mi ktoś przecież uprać tapicerkę
-Pozwolisz jej?
-Jej wszarz jeździł moim autem
-Pies w impali?!
-Niestety, nastały ciężkie czasy.
-Nie poznaje cię.
W trakcje drogi zasnęłam, nawet nie wiem kiedy. Ale miałem dziwny sen.
Leżałem od kilku godzin. Jest 5:35 rano i niewiele mogę zrobić. Byłem w tym śnie 11 latkiem
Wiesz, co jest najgorsze w mojej sytuacji? Jestem w tym samym pokoju, co moi rodzice.
Wciąż na mnie patrzą, a ja nie mogę im pomóc. Mogę jedynie odwrócić się, starając się nie
płakać albo nie krzyczeć. Ich oczy są skierowane na mnie, a ich usta są szeroko otwarte.
Czuć od nich ostry zapach krwi. Jestem sparaliżowany ze strachu.
To jest tutaj. Leżę i nie daję po sobie poznać, że już nie śpię.
Jest bardzo źle. Umrę, a dookoła nie ma nikogo, kto byłby w stanie mnie uratować.
Zastanawiałem się nad wyjściem z tej sytuacji, lecz jedyny pomysł, który przyszedł mi do głowy
zakłada wyważenie drzwi na zewnątrz, wybiegnięcie na dwór i krzyczenie w nadziei, że któryś
z sąsiadów mnie usłyszy. To ryzykowne, lecz jeżeli zostanę tutaj, na pewno umrę. On czeka, aż
się obudzę i będę mógł zobaczyć jego dzieło.
Pewnie zastanawiasz się, co się dzieje.
Jakieś trzy godziny temu usłyszałem krzyki po drugiej stronie domu. Wstałem, i poszedłem zobaczyć,
co to za dźwięki. Zdałem sobie wtedy sprawę, że muszę skorzystać z toalety. Zamiast wejść tam na
chwilę, a następnie rozpocząć dochodzenie ja musiałem wejść jeszcze do łazienki. Przez ten
głupi ruch mogłem zginąć już wtedy. Wyszedłem z łazienki. Zobaczyłem krew na dywanie.
Przestraszyłem się i uciekłem do swojego pokoju, po czym schowałem się pod kołdrę jak
mała dziewczynka. Próbowałem przekonać samego siebie, żeby ponownie zasnąć. Wmawiałem sobie,
że to tylko jakiś bardzo realny sen.
Usłyszałem, że drzwi mojej sypialni otwierają się. Jak przerażone dziecko bardzo ostrożnie
wyjrzałem spod kołdry żeby zobaczyć, co się dzieje. Widziałem, że to coś wciąga moich martwych
rodziców do pokoju. Mogę cię zapewnić, że to nie był człowiek. To było łyse i nie miało oczu.
Nie nosiło też żadnego ubrania. Chodziło zgarbione i zgarbione - zupełnie jak jaskiniowiec.
To było jednak znacznie mądrzejsze niż jakikolwiek jaskiniowiec. Było świadome, co robi.
Podparło mojego ojca na krawędzi łóżka w ten sposób, że był zwrócony twarzą do mnie.
To posadziło moją mamę na krześle, również zwróconą w moją stronę. Następnie To zaczęło
pocierać rękoma o ścianę, plamiąc ją krwią. Narysowało odwrócony pentagram.
To zrobiło coś, co prawdopodobnie można nazwać jego dziełem. Żeby je skończyć, napisało
wiadomość na ścianie, której jednak nie mogłem przeczytać w ciemności.
Następnie wczołgało się pod moje łóżko, przygotowując się do ataku.
Najstraszniejsze jest to, że teraz moje oczy przyzwyczaiły się już do ciemności i mogę dzięki
temu przeczytać wiadomość na ścianie. Nie chcę na to patrzeć, ponieważ to jest straszne nawet,
gdy się o tym pomyśli. Czuję jednak, że muszę odczytać napis, zanim zostanę zabity
Popatrzyłem na dzieło tej istoty.
"Wiem, że nie śpisz".
(Źródło: http://straszne-historie.pl/story/44-dzielo)
Obudziłem się i kazałem się Samowi zatrzymać, wyszedłem zły, na wszystko, na świat, na Sama i
rodziców a najbardziej na siebie, każda wzmianka o moich rodzicach a zwłaszcza taka bardzo
mnie frustrowała, to nie powinno tak wyglądać, nie potrafię się pogodzić z tym biegiem zdarzeń.
Uderzałem pięściami w drzewo, i w auto, gdy uderzyłem w szybę poleciała na niej pajęczyna.
-Dean! Uspokój się! - nalegał Sammy
Ale nie mogłem, musiałem sie wyżyć, widzieć po raz kolejny martwe ciała rodziców, i to już nie
pierwszy taki sen, nie zastanawiałem się w tej chwili nad jego przesłaniem. Minęło parę
dobrych chwil nim się uspokoiłem i wsiadłem do auta.
-Co się stało? - spytał Sammy
-Nic - powiedziałem sztywno
-Dean, mi możesz powiedzieć
-Nie chcę
-Dobra - powiedział wyraźnie zirytowany i pojechaliśmy dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz