poniedziałek, 6 czerwca 2016

Od Emilie

  Grzebałam w książkach w bibliotece wraz z Amy, ona czytała jedną książkę legend a ja poszukiwałam na półkach legendę o Great Salt Lake, po godzinie odnalazłam niezbyt grubą książkę w twardej oprawie. Otworzyłam na pierwszej stronie i zaczęłam czytać.

   W 1346 roku przeprowadzano co miesiąc palenie czarownic. Sądzono, że gdy małżeństwu urodzi się pierwsza córka nieparzystego dnia oznacza to, że jest czarownicą. Czekało się, aż osiągnie wiek dojrzały (14 lat), po czym najczęściej rodzina dziewczyny musiała zwabić ją do tego samego miejsca w którym zawsze je palono. Ojciec musiał to zrobić, w przeciwnym razie zginęłaby cała rodzina. 
  Ostatnią spaloną czarownicą była Katherina Heisenberg, miała piętnaście lat. Spalił ją jej ojciec wraz z całą rodziną. Zgodnie z wierzeniami, koty pomagały czarownicom i dawały im moc, dlatego też zawsze w tzw. palarni znajdowały się powieszone za łapy, martwe koty. Odprawiano przy tym czarną mszę, kobiety używały różnych sztuczek by przechytrzyć ojców i matki by powstrzymać ich przed śmiercią. Zwykle ogłuszano je i wiązano, potem podpalano. 
  Gdy rodziło się natomiast bliźniaczki wybierano tą, która urodziła się nieco później. Pierwsza była wyjątkowa, czczono ją i pilnowano, by wyniszczyć w niej zło. Wierzono, że może zbawić rodzinę i miasteczko, dać im wieczną chwałę i szczęście. 
  W 1548 roku zakończono obrzędy czarownic, satanistyczne organizacje i wymordowano wszystkich w miasteczku, którzy mieli coś wspólnego. Niektórzy uciekli, ale gdy przekroczyli granice miasta stracili pamięć, ale żądza mordu czarownic podobno powraca. 
  Legenda głosi, że w Great Salt Lake w dalszym ciągu ludzie, którzy tam powrócili żyją wiecznie, nie starzeją się. Zatrzymują się w różnym wieku, powracając do miasta wraca pamięć a wtedy całe miasto staje się palarnią czarownic. 
  Również wierzono, że w lasach Salt Lake grasują nadnaturalne stworzenia, inni widzieli a inni nie, podobno byli czczeni, dawano im ofiary, dziękowano im za ochronę miasteczka. Za to odpłacano im właśnie obroną Great Salt Lake pod warunkiem, że nigdy nie przestaną składać im ofiar i palić czarownic, które są największym wrogiem stworzeń nadnaturalnych. 

-Widzisz to? - pokazałam Amy stronę.
  Na następnych widziałam masę artykułów, tych nieco starszych. Widziano wampira, który mordował starszą kobietę za brak ofiary.
-Żądały ochrony tak jak ludzie. - zdziwiłam się. - Chciały by je karmić i chronić przed czarami wiedźm, w zamian ludzie tu byli bezpieczni. Byli zmuszani, nie mieli wyboru...
-A teraz? Nie wyczuwam tu niczego innego jak wampir czy wilkołak... demon... Co masz ty do tego wszystkiego? Szukasz ojca!
-On jest łowcą... ja nim jestem... - zamurowało mnie. - Jesteśmy w niebezpieczeństwie tak jak kiedyś czarownice...
-Co?
-Patrz... Czarownice robiły wszystko by oczyścić miasta z wilkołaków i wampirów, demonów... a co robią łowcy? Robią dokładnie t o  s a m o. Jeśli według tej legendy ci ludzie nadal palą czarownice to muszą palić również łowców... Mój ojciec jest w niebezpieczeństwie...
-A może... źle to rozumiesz?
-Co?! - szepnęłam. - Jak mam to rozumieć inaczej?!
-Krew w twoim domu na podłodze i meblach... ścianach... pomyśl. Skoro tamten starzec ostrzegał cię przed szukaniem ojca to może wie coś...
-Co niby? Ty coś... sugerujesz?
-Twój ojciec mógłby walczyć właśnie z wampirem, a nie z tymi ludźmi. Albo z wilkołakiem czy demonem... może są tu nadal, ukrywają się. To przejezdne miasteczko, gdy wracają tu łowcy albo przejeżdżają... łapią ich. A twój ojciec okazał się zagrożeniem dla istot...
-Do rzeczy, Amy. - mruknęłam zirytowana.
-Twój ojciec może być jednym z tych ludzi, a nie łowcą za którego go masz...
-Co?! To skąd mam ten siódmy zmysł?! Łowcy?!Czuję wampiry w odległości kilkunastu kilometrów! Wilkołaki, demony...
-Urodziłaś się inna... Emilie... przemyśl to... inaczej jesteś w ciemnej dupie. Ludzie nie pozwolą ci wyjechać...
-Nie prawda, daj sobie spokój. Tata nigdy... nigdy by mnie nie skrzywdził! - krzyknęłam, a ludzie w bibliotece spojrzeli się na nas.
-Wychodzimy. - zażądała przyjaciółka, ale ja się jej wyrwałam.
-Sama idź, ja zostanę. Poczytam jeszcze.

   W domu było cicho, Amy siedziała na kanapie grzebiąc w laptopie na temat Great Salt Lake mimo tego, że była na mnie zła. Była pewna i stała przy swoim murem, ale nie mogłam jej od tak uwierzyć. Ojciec mnie nie skrzywdzi... to mój tata... nie możliwe, żeby był do tego zdolny.
-Wszystko trzyma się kupy. - powiedziała nagle Amy. - Ojcowie wabili córki do palarni. Cała rodzina przy tym była, musiała to zrobić, inaczej gniew z lasu ich powybija, logiczne! - popiła whisky.
-Wcale mnie to nie obchodzi. Ufam tacie, zrozum! Nie zwątpię w niego...
-Specjalnie zostawił wskazówki. Specjalnie tu przyjechał, przypadek, że tu jest?! Po co miałby tu przyjeżdżać, co? Powybijać chorych ludzi którzy zrobili sobie z miasteczka palarnie?! Nie rozśmieszaj mnie. - parsknęła.
-Dziennik ojca. - podałam argument, że to nie może być prawda. - Pisze tam o tej tajnej organizacji łowców, wszystko o nich wie...
-A czytałas cały? - spytała.
-Nie, nie zdążyłam...
-Właśnie! - przerwała mi. - Może pisał to bo śledził ich obsesyjnie! Tak samo czarownice, ale nie doszłaś do tego momentu!
-Jak ty pieprzysz...
-Gdzie masz ten dziennik? - wstała odkładając laptop.
-Zostawiłam go w mieszkaniu...
-Ktoś go widział?
-Tylko... tylko D... Jansen...
-Zadzwoń do niego. - podała swój telefon mnie.
  Wykonałam telefon.
  Nie odbierał. Dopiero potem oddzwonił.
-Dean! - prawie że krzyknęłam.
  Stałam na tarasie z tyłu domu by Amy nie słyszała naszej rozmowy. Nie musi wszystkiego słyszeć.
-Już potrzebujesz mojej pomocy? Oooh, przecież napisałaś SMS'a że choleeeernie tęsknisz...
-Gdzie jest dziennik? Mojego ojca...
-Mam go.
-Czytałeś go? - spytałam poddenerwowana.
-Nie...
-Weź go i otwórz na ostatnich stronach po tych dziwnych znakach.
-Coś się...
-Zrób to.
-No... pisze o łowcach... skąd...
-Dalej... Przekartkuj kilka stron.
-Dwie są wyrwane... potem zaczyna się coś o czarownicach, na początkowej kartce jest napisane GSL... Czekaj... Ja znam to...
-O Boże... - spanikowałam.
-Jesteś w... Great Salt Lake?! - wybuchnął.
-Dean... jedź do mnie do domu... tylne drzwi zawsze są otwarte... poszukaj w garażu ojca tych dwóch kartek. Wszędzie... jak coś znajdziesz zadzwoń...
-Po cholerę tam pojechałaś?!
-Dean, porozmawiamy później. Muszę iść.
  Miałam drugi telefon. Dzwonił... tata!
  Odebrałam.
-Tato?! Gdzie jesteś?!
  Kaszlał i... jakby... czymś się dławił.
-Przyjdź... Emilie... Nie daje rady... sam... Pozabijali chłopaków... Harry'ego...
-Gdzie jesteś?!
-Nie wiem, czy wytrzymam... chyba... umieram...
  Moje podejrzenia natychmiast poszły w niepamięć. Jak mogłam myśleć, że tata mnie skrzywdzi z jakimiś obcymi ludźmi?!
-Nie umrzesz, nie zrobisz mi tego. - płakałam. - Jestem tu, w Great Salt Lake... trzymaj się, znajdę cię...
-Kocham cię, Emilie...
  Rozłączył się.
  Wypadł mi telefon z ręki a gdy otrząsnęłam się po chwili podbiegłam do impali ładując broń. Wcisnęłam pedał gazu i odjechałam z piskiem opon. Przetrząsnę całe miasteczko jeśli będzie trzeba. Nie pozwolę mu odejść... gdy uratuję jego od razu pójdę do piekła, znajdę Crowley'a i zatłukę go jak powie mi, co się dzieje z siostrą. Ona żyje, ojciec również... nie pozwolę by cokolwiek mu zrobili.Gdy załatwię sprawę z tatą i bezpiecznie wrócimy do domu, razem... wejdę do piekła, choćbym miała przejechać cały świat w poszukiwaniu wejścia do niego. Nic mnie nie powstrzyma.

  Chwilę później, gdy wchodziłam do baru w którym podobno był mój ojciec zadzwonił Dean. Odebrałam popijając drinka. Skrzywiłam się, zmarszczyłam nos i przełknęłam mocny alkohol.
-Znalazłem w garażu te dwie kartki. Musisz stamtąd uciec.
-Nie. Odnajdę ojca.
-Gdzie teraz jesteś?
-W barze. Popytam ludzi o niego. Podobno tu był. Co jest na kartkach?
-Właśnie... notatki o Great Salt Lake, o Tobie. Jak bardzo jesteś potrzebna do zaspokojenia głodu wilkołaków i wampirów którzy od wieków dręczą miasteczko...
-Ale tata musiał to przeczytać a potem chcieć to zatrzymać. On mnie kocha, przecież to mój ojciec!
-Zrozum... to tak samo jak było z Gabi...
-Gabi żyje. Ojciec też, i na pewno nie chce zrobić mi krzywdy, Dean. Kończę. Muszę zacząć myśleć nad odnalezieniem go, powoli tracę rozum. Do następnego.
  Rozłączyłam się i poszłam popytać o tatę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz